Nigdy w XXI wieku nie zdarzyło się, żebyśmy nie mieli swojego skoczka w top 30 MŚ w lotach. Coś takiego wydarzyło się ostatnio w 1998 roku. Bo wtedy Polska w ogóle na MŚ w lotach nie wystartowała. A teraz na MŚ w Oberstdorfie naprawdę niewiele brakowało, żebyśmy nie mieli kogo dopingować już po jednej czwartej rywalizacji.
Piotr Żyła jako jedyny polski skoczek wywalczył sobie prawo startu w drugiej, trzeciej i czwartej serii konkursu. W gronie 40 zawodników mieliśmy czterech Polaków, ale Aleksander Zniszczoł, Kamil Stoch i Dawid Kubacki wypisali się z rywalizacji już na „dzień dobry", kończąc ją na 33., 34. i 35. miejscu.
Po pierwszej serii 18. lokatę zajmował Piotr Żyła, który poszybował na odległość 211 m. Pierwszą trójkę stanowili Marius Lindvik (226,5 m), Domen Prevc (204 m) i Ren Nikaido (230,5 m). Słabsza odległość Słoweńca wynika z tego, że przed jego skokiem jury obniżyło belkę aż o cztery pozycje, a piąta dorzucił trener.
W drugiej serii Piotr Żyła skoczył na odległość 206,5 m, co dało mu awans z 18. na 16. miejsce. Pierwsze trzy miejsca zajmują: Domen Prevc, który w drugiej serii skoczył 224,5 m z belki obniżonej o dwie pozycje, Ren Nikaido, który uzyskał tę samą odległość i Marius Lindvik (212 m). Słoweniec ma aż 14 pkt przewagi nad Japończykiem i 21,9 pkt nad Norwegiem. W sobotę odbędzie się trzecia i czwarta seria, które wyłonią medalistów mistrzostw świata.
Stefan Leśniowski










