Wystrzałowa dziewiątka
Kolejne turniej hokejowy igrzysk z udziałem Biało – Czerwonych rozegrano w Sapporo (1972 r). Aż dziewięciu hokeistów z Nowego Targu brało w nich udział (Józef Batkiewicz, Stefan Chowaniec, Stanisław Fryźlewicz, Tadeusz Kacik, Józef Słowakiewicz, Andrzej Szczepaniec, Leszek Tokarz, Wiesław Tokarz, Walenty Ziętara plus asystent trenera Mieczysław Chmura). Ponownie Polacy musieli się zmierzyć w eliminacjach z RFN. Tym razem okazali się lepsi, wygrywając 4:0. Wygrana dała naszej drużynie przepustkę do gry z najlepszymi. To był popis gry ataku: Walenty Ziętara, Józef Słowakiewicz i Tadeusz Kacik. Zdobył wszystkie bramki!

- To był wyczerpujący mecz, a nazajutrz czekała nas konfrontacja z Czechosłowacją i… dostaliśmy solidną lekcję hokeja. Wyrównane pojedynki toczyliśmy z Finami i Szwedami. Zajęliśmy szóste miejsce, co było sukcesem, bo drużyna została odmłodzona – wspominał Stanisław Fryźlewicz. – Najlepszy mecz rozegrałem w Tokio przed turniejem olimpijskim na…basenie z zespołem USA. Przegraliśmy 5:7, a ja strzeliłem trzy bramki (kolejne dwie była autorstwa Ziętary i Kacika – przyp. aut). Z tego wyjazdu pamiętam zabawną historyjkę. Podczas przechadzki po mieście zobaczyliśmy w sklepie kije hokejowe z... zakrzywioną patką. Wszyscy byliśmy przekonani, że są to kije wybrakowane. Tymczasem po latach okazało się, że takimi kijami się gra. U nas wtedy grano kijami z prostą patką.

- Sapporo, moje pierwsze igrzyska olimpijskie, azjatycki kontynent, inna kultura i bogaty kraj, który mógł sobie pozwolić na nowinki techniczne. Po raz pierwszy pojawili się na olimpijskich arenach sponsorzy. Wracaliśmy z Japonii z podniesioną głową. Dla polskiego hokeja były to bardzo udane igrzyska. Szóste miejsce na dwanaście drużyn, to ogromny sukces. Pokonaliśmy wtedy mocną ekipę RFN 4:0. Dla nas to było jakbyśmy wygrali wojnę w 1939 roku. Szkoda, że wielki trener jakim był Anatolij Jegorow nie dotrwał do Innsburcku, bo jestem przekonany, że zdobylibyśmy wtedy brązowy medal, który niestety przypadł ekipie niemieckiej – wspomina Józef Batkiewicz.

Sztuczka Firsowa
Z kolei o Leszku Tokarzu po japońskiej wyprawie mówiono, że to… Polski Firsow. Nie tylko dlatego, że był talentem, jakiego w tej dyscyplinie sportu jeszcze nie mieliśmy, ale także z powodu umiejętności naśladowania słynnej sztuczki technicznej rosyjskiego hokeisty. Trening Podhala po powrocie z Japonii był oblegany. Niżej podpisany też w nim uczestniczył. - Sztuczka polegała na tym, że podczas ataku odwracałem się tyłem najeżdżając na przeciwnika, przepuszczałem krążek między swymi nogami i oddawałem strzał z półobrotu. Łatwe do rozszyfrowania? Łatwe. A jednak nie raz nie sto razy przeciwnicy nabierali się na ten kawał. Było to zagranie niezwykle trudne technicznie, wymagające wielu miesięcy ćwiczeń – tłumaczy.
1972 Sapporo
Eliminacja
Polska – RFN 4:0 ( J. Słowakiewicz 2, L. Tokarz, Ziętara) *
Grupa A
Czechosłowacja – Polska 14:1 (L. Tokarz)
Finlandia – Polska 5:1 (L. Tokarz)
Szwecja – Polska 5:3 ( J. Słowakiewicz, L. Tokarz)
ZSRR – Polska 9:3 ( Kacik, J. Słowakiewicz)
USA – Polska 6:1
* - gole nowotarżan
Igrzyska z tajniakami
W 1976 roku Innsbruck po raz drugi gościł największą imprezę czterolecia. Spełniło się największe sportowe marzenie Andrzeja Słowakiewicza. Igrzyska śniły mu się po nocach i może dlatego mocno się nimi rozczarował. Apetyty były ogromne. Po wycofaniu się Szwecji, najwięcej szans na brązowy medal dawano Polakom. Tymczasem zamiast otarcia się o medal, Biało –Czerwoni zajęli szóste miejsce.
- Nasz występ w Innsbrucku był jednym wielkim koszmarem – wspomina. - Przed wyjazdem spodziewaliśmy się Bóg raczy wiedzieć czego, nawet medalu. Kluczem do osiągnięcia sukcesu miał być mecz z RFN. Pięć dni przed olimpijskimi zmaganiami pokonaliśmy Niemców 4:1. Ci jednak filmowali nas i z porażki wyciągnęli odpowiednie wnioski. W efekcie przegraliśmy z nimi mecz o medal 4:7. Potem nastąpiło pasmo niepowodzeń i zajęliśmy ostatnie szóste miejsce w grupie A z dwoma punktami na koncie. Ktoś spyta skąd te dwa „oczka”, skoro nie wygraliśmy ani nie zremisowaliśmy meczu? Otóż przyznano nam je walkowerem, ponieważ u czechosłowackiego obrońcy Frantiska Pospisila wykryto niedozwoloną substancję w organizmie. My cieszyliśmy się darowanymi punktami, a Niemcy wracali do domu z brązowym medalem.

Nie tylko sportowe wydarzenia zaskoczyły popularnego „Mąkę”. – Po zakwaterowaniu się w wiosce olimpijskiej po korytarzach kręciło się wiele podejrzanych osób. Kiedy powiedziano nam, że są to ludzie do specjalnych „poruczeń” – chciał nas szlag trafić. Nazajutrz pojawił się facet, który zapowiedział: „nie ma żartów, musicie zrobić zrzutkę dla tych, którzy zamieszkali poza wioską i ze względów oszczędnościowych trzeba dostarczać im paczki. Wy tu sobie siedzicie i żrecie, a wyników nie macie” – zaczął podnosić głos. Jak się później okazało, chodziło o wycieczkę zasłużonych aktywistów ZMS. Wyraźnie nas to poirytowało, bo wiedzieliśmy, że chodziło o tajniaków, którzy mieli śledzić nasz każdy krok, by przypadkiem nic złego nie powiedzieć co w kraju się dzieje. Dla kierownika drużyny Brunona Gretzera zabrakło miejsca, ale nie zabrakło miejsca dla pułkownika MON. Na tym się nie skończyło. Podczas meczu z Rumunią, z którego zwycięzca awansował do grupy A, wokół szatni i w boksie pojawili się dziwni osobnicy. Po pierwszej tercji zaczęli nas napadać i wytykać brak ambicji. Jeden z nich krzyczał: „socjalistyczna ojczyzna wydaje na was tyle pieniędzy i dewiz, a wy gracie jak nocne stróże”. W szatni otrzymaliśmy ostrą reprymendę od trenerów, nie od polityków, i wygraliśmy 7:4. „Kacyków” często spotykaliśmy w restauracji podczas służbowych pogawędek z radzieckimi towarzyszami. I kolejna sprawa, która wywołała u mnie złość. Jeden z tych aktywistów przyłapany został przez nas na gorącym uczynku, kiedy sprzedawał bilety na otwarty konkurs skoków. Później okazało się, że te bilety miały być dla zawodników.
Mieczysław Jaskierski był autorem gola w meczu z Czechosłowacją, który potem został zweryfikowany jako walkower dla naszej drużyny.
- Raz w życiu przeżyłem największe święto sportowców, w 1976 roku – mówi Mieczysław Jaskierski. - Mogło być tych przeżyć więcej, ale… Podczas gry w warszawskiej Legii z Andrzejem Słowakiewiczem, Czesławem Ruchała i Bogdanem Migaczem, zostałem posądzony i zawieszony za rzekome sprzedanie meczu Zagłębiu Sosnowiec. Włodzimierz Komorski, gracz Legii, zażądał ukarania całej piątki. Myśmy byli Bogu ducha winni, bo to Ruchała z Migaczem pili całą noc z przedstawicielami Zagłębia. Włodzimierz Komorski chciał ukarać całą piątkę, bo chciał lecieć na igrzyska do Japonii. Liczył, że po wyeliminowaniu pewnych kandydatów do gry w drużynie narodowej dostanie szansę pojechania na igrzyska. Zrobiono go nawet dżentelmenem roku, ale do Sapporo nie poleciał. Selekcjoner kadry, Anatolij Jegorow. nie zabrał go. Spotkała go kara za pomówienia. Myśmy nie mieli nawet okazji się wytłumaczyć. Nie mieliśmy nic do gadania, bo odbywaliśmy służbę wojskową. Z „Mąką” uchroniliśmy będącego w naszej piątce Andrzeja Iskrzyskiego, który miał jeszcze rok do zakończenia służby. Nam do końca zostały dwa miesiące. Razem z Andrzejem wysłano nas do Siedlec do jednostki rygorystycznej, a Migacza z Ruchałą do Suwałk.

Józef Batkiewicz jako zawodnik był raz na igrzyskach olimpijskich w Sapporo, ale jeszcze w trakcie swojej kariery dostąpił zaszczytu coachowania reprezentacji kraju. W dodatku w imprezie najwyższej rangi, igrzyskach olimpijskich w Innsbrucku. Zastąpił na tym stanowisku Emila Nikodemowicz, który spóźnił się na autobus udający się do Austrii. -- Do Innsbrucku pojechałem w roli drugiego trenera, bo wtedy, kiedy podawano skład miałem nogę w gipsie wyjaśnił.
1976 Innsbruck
Eliminacja
Polska – Rumunia 7:4 (Kokoszka 2, Jaskierski)
Grupa A
RFN – Polska 7:4 (S. Chowaniec)
ZSRR – Polska 16:1
Czechosłowacja – Polska 7:1 (Jaskierski) walkower 0:1 zweryfikowany po wykryciu dopingu u Pospisila.
USA – Polska 7:2 (Kokoszka)
Finlandia – Polska 7:1 (Kokoszka)
Stefan Leśniowski










