Pozostali liderzy naszej kadry też zawiedli, nie byli w stanie powstrzymać kryzysów na boisku. Niestety, błędów w naszej grze było zdecydowanie zbyt dużo. Nie wykorzystaliśmy swoich okazji. W każdym secie prowadziliśmy 3-4 punktami i wtedy nasz atak się zacinał. Włosi kapitalnie bronili, piłka nie chciała wpadać w pole gry, ryzykowali w polu serwisowym, w ataku i ryzyko się opłaciło. Nie prezentowali siatkówki na swoim absolutnie najwyższym poziomie, ale skuteczność Polaków wyraźnie kulała. Jeden zryw Polaków w drugim secie, gdy odrobili trzypunktową stratę, to było zdecydowanie za mało. Nikola Grbić krzywił się i wściekał. Próbował reagować, nawet wprowadzając na boisko Tomasza Fornala za Kewina Sasaka i przestawiając do ataku Wilfredo Leona. Ale jego zawodnicy popełniali więcej błędów i nie byli skuteczni.
Kolejna niewykorzystana szansa przyszła w trzecim secie. Było już 10:5, wydawało się, że Polacy odzyskali kontrolę nad tym, co się dzieje. Że nieco świeżości wprowadziła zmiana na pozycji Tomasza Fornala za Kamila Semeniuka, pomogły pociski Norberta Hubera z pola serwisowego, którymi punktował dwa razy z rzędu, a do tego odblokowała się skuteczność Kewina Sasaka na prawym skrzydle. To było jednak trochę jak jakaś iluzja naszej gry. Gdy set wchodził w decydującą fazę, przychodziło do najważniejszych wymian, to przewaga Polaków topniała. Gra najlepszych zawodników nie była już pewna, a w boisko wpadały piłki, które nigdy nie powinny tam się znaleźć.
W wielkim finale siatkarskich mistrzostw świata rozgrywanych na Filipinach, broniący tytułu Włosi zmierzą się z Bułgarią. Polska zagra z Czechami o brązowy medal.
Polska – Włochy 0:3 (21:25, 22:25, 23:25)
Polska: Kamil Semeniuk, Jakub Kochanowski, Marcin Komenda, Norbert Huber, Kewin Sasak, Wilfredo Leon – Jakub Popiwczak (libero) oraz Tomasz Fornal, Maksymilian Granieczny. Trener Nikola Grbić.
Włochy: Alessandro Michieletto, Simone Giannelli, Giovannimaria Gargiulo, Roberto Russo, Yuri Romano, Mattia Bottolo – Fabio Balaso (libero) oraz Simone Anzani, Francesco Sani, Luca Porro. Trener Ferdinando De Giorgi.
Stefan Leśniowski
Foto pzpsFb










