Obecnie możemy sobie zanucić pierwsze słowa utworu „Ale to już było” wykonywanego przez Maryle Rodowicz. A więc…
Ale to już było... Pięć pogrzebów i dziewiętnaście wesel. Wszystko to odbywało się na moich oczach. Radość mieszała się ze smutkiem i niepewnością. Zawsze jednak po „pogrzebie” Podhale odradzało się jak Feniks z popiołów. Tak było, gdy po 23 latach Rada Pracownicza Nowotarskich Zakładów Przemysłu Skórzanego, latem 1992 roku, podjęła decyzję o zaprzestaniu finansowania klubu i przekazaniu mu obiektów. Wtedy do akcji ruszyli nowotarscy biznesmeni oraz byli hokeiści Podhala, którzy założyli Fundację im. Tadeusza Kilanowicza i...wygrali wybory. Prezesem został Andrzej Podgórski. Organizacja powstała rok wcześniej z myślą finansowego wsparcia sekcji hokejowej.
Ale to już było... Gdy Fundacji odebrano targowicę, główne źródło utrzymania klubu, kolejny raz zbijano trumnę. Wtedy na horyzoncie pojawił się Wieńczysław Kowalski. Na przełomie tysiąclecia popadł jednak w długi i konflikt z prawem. Znowu grano marsz żałobny. Dla ratowania hokeja powstał MMKS. Dodajmy z inicjatywy miasta. Wtedy rozpętała się prawdziwa wojna. Okazało się, że MMKS nie ma hokeistów! KS Podhale przekazało wcześniej zawodników do SSA Podhale na...40 lat! To nie pomyłka. Młodzieżowy klub przez rok miał związane ręce. „Szarotki” walczyły o utrzymanie się w ekstraklasie, w której grały nieprzerwanie od jej powstania (1955/56). 2 sierpnia 2002 roku KS Podhale zostało zlikwidowane. Do MMKS wkroczył Wiesław Wojas.
Ale to już było... Strajki hokeistów, załogi lodowiska, rozprawy sądowe, przepychanki na linii Miasto – Klub, tak było za Kowalskiego. Prowadził otwartą walkę, a Wojas zmuszony został, by jego zespół trenował w Keżmaroku. To było ponad jego siły. Działacze szantażowali Miasto, wyprowadzeniem zespołu do Lublina, Opola... Kowalski – co nie jest tajemnicą - namaścił Wojasa (czytaj: namówił do sponsorowania), ten jednak już następcy nie znalazł. Żeby było jasne, ani jeden, ani drugi nie byli wtedy prezesami spółek.
Ale to już było... Dwa razy grzebano Podhale nazajutrz po mistrzostwie kraju. W 1995 roku płonął kapelusz na lodowisku w Oświęcimiu, a do klubu wkraczał kurator, by po trzech miesiącach oddać ster prokuratorskiemu zarządowi. W 2010 kolejne rozczarowanie. Mistrz Polski został porzucony. Porzucono perspektywiczną drużynę, która – jak mówili fachowcy – przez lata mogła dzierżyć palmę pierwszeństwa w kraju. Mogła powtórzyć lata 70- te, kiedy dziewięć razy z rzędu „Szarotki” zasiadały na mistrzowskim tronie.
Ale to już było… W samo południe 7 maja 2010 prezes SSA Wojas Podhale, Andrzej Podgórski ogłosił zawieszenie działalności spółki na czas nieokreślony. Wojas otrzymał od MMKS drużynę w 2001 roku i miejsce w PLH. Rok później drużyna występowała już pod szyldem spółki. Na mocy porozumienia spółka mogła grać w PLH, a w przypadku zaniechania działalności sportowej spółki, ta zobowiązana była do zwrócenia drużyny MMKS wraz z miejscem w ekstraklasie, a wszelkie nieuregulowane zobowiązania finansowe wobec PZHL, zawodników i innych podmiotów wzięła na siebie. Tymczasem rzeczywistość pisała inny scenariusz. Na to nie godził się PZHL i kluby ekstraklasy. Prezes MMKS Mirosław Mrugała stawał dosłownie na głowie, by zespół wystąpił w ekstraklasie i dopiął swego. W akcję ratunkową włączony został nawet ówczesny minister sportu Adam Giersz, posłowie i Nowotarski Klub Olimpijczyka, ale… nic nie wskórali. Hokejowa centrala była nieugięta.
Ale to już było… A wszystko rzekomo przez przepis, który mówił, że drużyna, która chce wystąpić w rozgrywkach w miejsce innej, musi przejąć prawa i obowiązki poprzedniego klubu. W tym przypadku wszelkie zobowiązania wobec trenerów, zawodników i innych wierzycieli po SSA Wojas Podhale. Podcinanie gałęzi trwało, chociaż prezes związku Zdzisław Ingielewicz zapowiadał, iż „nie zostawimy Podhala na lodzie”. Zostawili! Centrala podjęła decyzję o rozegraniu meczów barażowych, a… równocześnie w Budapeszcie IIHF rozlosował grupy Pucharu Kontynentalnego z udziałem… „Szarotek”. Z Continental Cup władze PZHL wycofały górali, którym o ekstraklasę przyszło się bić z Orlikiem Opole i Sokołami Toruń. Podhalanie wykonali zadanie i awansowali do PLH jeszcze przed ostatnim meczem z Toruniem. Sukces przypadł po straszliwym boju. Nowotarscy fani stracili mnóstwo nerwów, gdyż ich ulubieńcy grali nierówno. Orlika ograli 7:2 i 6:4, a z Sokołami padły rezultaty 7:4 i 4:6.
Ale to już było… Zawsze, gdy Podhale znajdowało się nad przepaścią, ratunkiem byli wychowankowie. Tak było podczas baraży. W tych meczach wystąpili: Furca – Łabuz, K. Kapica, Ziętara, K. Bryniczka, Kmiecik – Dutka, W. Bryniczka, Malasiński, Neupauer, Michalski – Gaj, Sulka, Bomba, Puławski, Iskrzycki - Szumal, Kolusz, D, Kapica, Kos. Trenerem był Jacek Szopiński. Zespół w pierwszym roku utrzymał się w ekstraklasie, w drugim spadł do pierwszej ligi, ale szybko wrócił.
Ale to już było… Dzień, w którym ogłoszono, że MMKS nie przejmie miejsca po Wojasie w ekstraklasie, ruszyła lawina. Inne kluby jak sępy rzuciły się na mistrzów Polski. Kto szybszy - ten lepszy. Nikt się nie martwił, co będzie jutro - ważne, że dziś jest dobrze i przy okazji wyeliminuje się mistrza. To był pierwszy cios zadany przez ligowych rywali. Zresztą okradanie Podhala z zawodników trwało również we wcześniejszych latach i trwa nadal. Nic nowego. Drugi cios dorzucił związek, bowiem jedną decyzją zniechęcił wielu sponsorów deklarujących pomoc. Jak będziecie w PLH to wrócimy do rozmów - poinformowali darczyńcy i przygotowane kontrakty prezes Podhala musiał schować do szuflady, bo nie miał na nie pokrycia. Trudno się zatem dziwić kolejnym zawodnikom, którzy - choć nie chcieli opuszczać Nowego Targu - dali się skusić ofertom innych.
Ale to już było…Z kolei byli gracze, którzy postanowili zakończyć kariery. W ostatnich pięciu sezonach rządzący klubem pozbyli się największego kapitału klubowego jakim byli zawodnicy. Z nich można byłoby utworzyć dwie drużyny! Zrobili to prezesi, którzy o sobie mówili z dumą biznesmeni. Pozazdrościć ekonomicznych zdolności. Niedawno dwóch kolejnych trzeba dopisać do straconych, którzy ogłosili koniec kariery. To Paweł Bizub, bramkarz, który był w orbicie zainteresowań selekcjonera kadry Roberta Kalabera oraz Bartłomiej Neupauer – kapitan, zawodnik wierny barwom klubowym Podhala. Nigdy nie grał w koszulce innego klubu.
Ale to już było… Jeśli Podhale w tym sezonie zagra w pierwszej lidze, to będzie to drugi udział na zapleczu ekstraligi. Za pierwszym razem rok trwała banicja. Wtedy górale spadli po porażce z Toruniem w meczach o utrzymanie. Obecnie spadków nie było, ale włodarze swoimi nieudolnymi decyzjami doprowadzili do tego, że klub jest zadłużony, a MMKS nie stać na spłatę długo po KH. Tym samym nie był w stanie zgłosić zespołu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Czy po roku Podhale wróci w szeregi najlepszych?
Stefan Leśniowski










