Katowicki Sport po raz pierwszy ukazał się 30 lipca 1945 roku. Niewiele jest na polskim rynku pism, które przetrwały najtrudniejszy okres. Sport zdołał się oprzeć wszelkim przemianom i zakusom na polską prasę. „Sport od zarania nosił w sobie ducha… sportu. Wytrwałość, zaciętość, czasami i zawziętość, czyli te cechy, które pozwalają przetrwać najtrudniejsze próby i najcięższe czasy” – czytamy w dzisiejszym wydaniu.
Niżej podpisany wychował się na Sporcie i Tempie. Tyle, że ten drugi tytuł zniknął, a Sport – dzięki waleczności dziennikarzy i ludzi tworzących ten tytuł – przetrwał. W Nowym Targu ciężko było dostać Sport, tylko dlatego, że obszernie pisał o polskim hokeju, którym żyła stolica Podhala. Sport nadal to robi, chociaż już w nie papierowej formie, lecz cyfrowej. Będąc na studiach w Krakowie gazety nie można było dostać w kiosku, ale można było ją zdobyć przed Delikatesami na krakowskim Rynku od handlującymi gazetami kobietami. Od lektury tej gazety rozpoczynałem każdy dzień. Gazetę czytałem od deski do deski.
Nawet w najśmielszych snach nie spodziewałem się, że w 1984 roku dostanę propozycję współpracy z tym pismem. Pamiętam jak dzisiaj w moim domu pojawił się redaktor Henryk Hermasz z Czesławem Borowiczem. Namawiali mnie, by podjąć współpracę ze Sportem. Nie powiem, miałem obawy, a słowa Hermasza mnie zaskoczyły. Do dzisiaj mam je w sercu. „ Relacja z meczu musi być, choćby nie wiem co się działo. Musisz kombinować. Nie ma usprawiedliwienia, chyba, że umrzesz” – powiedział. Wpoił mi odpowiedzialność i to, że w dziennikarstwie liczy się szybkość. Tak mi do dzisiaj zostało.
Zaczynałam w epoce, gdy nie było telefonów komórkowych. Zaraz po meczu biegłem do domu i czekałem aż maszynistka zadzwoni, by nadać relację. Później był telefon komórkowy, który przypominał cegłę. Od tego momentu sprawozdania z meczów przekazywałem na raty, po każdej tercji. Był okres, że Sport prowadził klasyfikację organizacji meczu i zachowania widzów. Gazeta prowadziła klasyfikację na najlepszego hokeistę w sezonie, „Złoty kij”.
Henryk Hermasz, Ryszard Szuster i przede wszystkim Włodzimierz Sowiński – to dziennikarze, którzy mnie prowadzili. Byłem dumny, że byłem jednym z tych, którzy mieli jakąś cząstkę w tworzeniu gazety. 37 lat byłem korespondentem i ten czas bardzo dobrze wspominam.
Dziękuję za te lata. Życzę dziennikarzom i wydawcom jeszcze wiele lat w służbie polskiemu sportowi. „Zawsze i wszędzie najważniejsi są Czytelnicy. Bez Was nie ma... niczego” – napisał redaktor Andrzej Grygierczyk. I tego się trzemać.
Stefan Leśniowski










