11.05.2025 | Czytano: 1824

MŚ. Symfonia na kije i krążek w wykonaniu Kanadyjczyków. Finowie byli pod ścianą

AKTUALIZACJA (popołudniowe i wieczorne mecze) Symfonię na kije i krążek oglądaliśmy w wykonaniu hokeistów „Klonowego Liścia” - sztuczki techniczne, fajerwerki, piękne akcje, po których ręce same składały się do oklasków.


Momentami bawili się grą.  Łotysze próbowali się odgryzać, ale mieli zbyt mało atutów. Jeśli już mieli okazje z kontrataków, to zatrzymywał ich kapitalnym i interwencjami Marc Andre Fleury, 40 – letni  legendarny bramkarz. Zadebiutował w mistrzostwach świata seniorów, broniąc 16 strzałów i zostając uznanym najlepszym zawodnikiem drużyny.  Łotysze otworzyli wynik, ale potem hokeiści z kolebki hokeja  przyspieszyli  i sprawili, że mecz stał  pod ich dyktando.

Kibice „Deustschlandu” byli zaskoczeni trafieniem  Kazachów w pierwszej tercji, ale po szybkim wyrównaniu Niemcy obudzili się z zimowego snu i odwrócili losy meczu w drugiej połowie. O wyniku meczu zadecydowała trzecia tercja, w której wyszli na prowadzenie różnicą trzech bramek i nie oddali go już do końca. A w tym meczu nie brał udziału nawet Tim Stutzle... Obrońca Lukas Kaelble z Mannheim zdobył dwie bramki.

Waleczni Norwegowie napędzili strachu mistrzom świata. Kapelusze z głów za końcówek, w której Norwegowie ponad 3 minuty grali bez bramkarza i Czesi mieli problemy z wyjściem tercji. Mistrzowie świata zwycięstwo zawdzięczają bramkarzowi.
 
Niesamowita dramaturgią w końcówce uraczyli widzów hokeiści Finlandii i Francji. Francuz  w 58 minucie prowadzili 3:1 i  nie udało im się dowieść zwycięstwa do końcowej syreny. Finowie wycofali bramkarza i najpierw stracili trzeciego gola, by jeszcze w końcówce dwukrotnie wykorzystać przewagę sześciu na pięciu i doprowadzić do dogrywki. Rozstrzygnęli ją w 84 sekundzie. Złotego gola zdobył Parssinen.
 
Finlandia – Francja4:3 D  (0:0, 1:1, 2:2; 1:0)
0:1 K. Bozon- Spinozzi – T. Bozon (28:01 w przewadze)
1:1 Teravainen – Lehtonen – Saarijarvi (37:33)
1:2 T. Bozon – Perret – Bellemare (50:57 w przewadze)
1:3 Perret – Bellemare (57:18 do pustej)
2:3 Tolvonen – Lehtonen (58:27 bez bramkarza)
3:3 Tolvonen – Lehtonen – Teravainen (59:32 bez bramkarza)
4:3 Parssinen – Tolvanen – Lammikko (61:24)
Finlandia: Larmi  – Saarijarvi, Lehtonen, Matinpalo, Leppanen, Seppalä, Salo, Rissanen, Sund – Teravainen, Lammikko, E. Tolvanen – Merela, Ruohomaa, Pesonen – Hameenaho, Parssinen, Puistola – Erholtz, Bjorninen, Oksanen. Trener Antti Pennanen
Francja: A. Keller  – Llorca, Gallet, Boscq, Crinon, Guebey, Spinozzi, Bourgeois, Coulaud – T. Bozon, Bellemare, Perret – Bertrand, Boudon, Rech – Treille, Ritz, K. Bozon – Colotti, Dair, Leclerc. Trener Yorick Treille.
 
Publiczność zgromadzona na Avicii Arena była świadkiem 20-minutowego oblężenia bramki Kellera przez Finów, podczas którego Suomi oddali 20 strzałów, ale żaden z nich nie trafił do siatki. Juuso Parssinen był najbliżej zdobycia bramki otwierającej wynik, która pomogłaby w utrzymaniu tempa gry, ale krążek odbił się od jego łyżwy i trafił w poprzeczkę. Francuzi  walczyli przez większość pierwszej tercji, ale  musiał czekać do końca tercji, by oddać jedyny strzał w tej tercji.
 
Środkowa tercja została ułatwiona przez 4-minutową grę w przewadze Francuzów, którzy objęli prowadzenie. Bramka Kevina Bozona  zszokowała fińskich kibiców i dodała tempa grze. Drużyna Les Bleus otrzymała duży impuls dzięki bramce dającej prowadzenie i za kilka minut mogło być 2:0, ale Larmi miał szczęście w najeździe Leclerca. Końcówka należała jednak do Finów, którzy kilka razy przycisnęli rywali i w końcu doprowadzili do wyrównania, po strzale  napastnika Ottawa Senators Teuvo Teravainena.
 
Francuzi znowu byli skuteczni w przewadze i Tim Bozon w 51 minucie dał prowadzenie. Finowie nacierali, ale francuska obrona i golkiper spisywali się bez zarzutu. 2 minuty i 48 sekund przed końcem tercji Finowie wycofali bramkarza i stracili gola. Za moment wykorzystali grę sześciu na pięciu. Końcówka była dramatyczna i rozgrzała widownię do czerwoności. 28 sekund przed końcem tercji Finowie doprowadzili do wyrównania i dogrywki.  Parssinen w 84 sekundzie uratował dwa punkty Finom.
 
Norwegia – Czechy 1:2  (0:0, 1:2, 0:0)
0:1 Flek – Krejcik - Lauko (22:14)
1:1 Solberg – Berglund- E. Salsten (28:03)
1:2 Pastrnak – Cervenka – Hronek (33:20)
Norwegia: Arntzen – Lilleberg, Engebraten, Solberg, Johannesen, Krogdahl, Hansen, Saxrud-Danielsen – E. Salsten, Berglund, E. Olsen – Berg-Paulsen, Martinsen, Vikingstad – N. Steen, Vesterheim, T. Olsen – H. Salsten, Ronnild, Elvsveen – Edvardsen. Trener Tobias Johansson
Czechy: Vejmelka – Krejcík, Hronek, Hajek, Kundratek, Pyrochta, D. Spacek, Tichacek – Cervenka, Sedlak, Pastrnak – Zadina, M. Spacek, Necas – Lauko, Kondelik, Flek – Beranek, Kodytek, Stransky – Vozenilek. Trener Radim Rulik
 
Sprzęt dotarł i Martin Necas, gracz Colorado, wzmocnił zespół naszych południowych sąsiadów.   Podopieczni trenera Rulika mieli kilka obiecujących szans, ale norweski bramkarz Arntzen powstrzymał je. Czesi mogą być zadowoleni, że nie przegrali pierwszej tercji, mimo że byli dwa razy bardziej aktywni od przeciwnika pod względem strzałów, ich rywal stworzył kilka doskonałych okazji, ale na Karel Vejmelka popisał się kilkoma świetnymi interwencjami.
 
Drugie 20 minut było znacznie ciekawsze i przyniosło trzy gole. Wynik otworzył Jakub Flek. Z odpowiedzią pospieszyli Norwegowie za sprawą Stiana Solberga. Na prowadzenie 2:1 Czechów wyprowadził najbardziej odpowiedzialny zawodnik, David Pastrnak.
 
Zacięta była ostania odsłona. Norwegowie nie poddawali się, atakowali i mistrzowie musieli mocno się napracować, by odnieść skromne zwycięstwo. Ostatnie 190 sekund Norwegowie grali bez bramkarza i Czesi mieli ogromne problemy, nie mogli wyjść z własnej tercji. Tylko swojemu bramkarzowi zawdzięczają, że nie stracili gola.

Łotwa – Kanada 1:7 (1:2, 0:3, 0:2)
1:0 Tralmaks – Locmelis (7:05)
1:1 Konecny – Crosby – Sanhaim (9:30)
1:2 MacKinnon – Foertster (10:31)
1:3 Johnson – Montour – Crosby (27:11)
1:4 Johanson (31:10)
1:5 Konecny (39:36 w osłabieniu)
1:6 Celebrini – Konecny – Crosby  (45:09)
1:7 Hayton – Danault (55:18)
Łotwa: Grigals – Jaks, Rubins, Freibergs, Zile, Komuls, Mamcics, Cibulskis – Locmelis, Balcers, Tralmaks – Prohorenkovs, Daugavins, Ravinskis – Dzierkals, Andersons, Batna – Bukarts, Lavins, Egle. Trener Harijs Vitolins.
Kanada: Fleury  – Sanheim, Spurgeon, Dobson, Weegar, Matheson, Montour, Evans – MacKinnon, Horvat, Foerster – Konecny, Crosby, Celebrini – Fantilli, O’Reilly, Johnson – Cuylle, Danault, Hayton – Schenn. Trener Dean Evason
 
Szalone było pierwsze  20 minut, a Kanada wyszła z tego zwycięsko. Marc-Andre Fleury pierwszy skapitulował po strzale Eduardsa Tralmaksa, ale dzięki Nathanowi MacKinnonowi i Travisowi Konecny’emu, „Klonowe Liście”  odwrócili wynik w ciągu 66 sekund i kontynuowali dręczenie łotewskiej obrony.
 
Kanada w drugiej tercji momentami zamykała rywala w jego tercji, mimo gry w kompletnych składach. Momentami świetne widowisko. W tej tercji dwukrotnie do bramki Łotyszów trafiał Kent Johnson, a 7 sekund przed jej końcem Konecny zdobył gola, gdy jego zespól grał w osłabieniu.
 
W trzeciej tercji Kanadyjczycy bawili się, pokazywali techniczne sztuczki i zdobywali kolejne gola, każdy pięknej urody. Kapitan Sidney Crosby zaliczył w tym pojedynku trzy asysty.
 
 Niemcy – Kazachstan 4:1  (1:1, 1:0, 2:0)
0:1 Michajlis – Szestakow (3:05)
1:1 Kastner – Ehl – Seider (13:09)
2:1 Stachowiak – Kahun – Schutz (34:53)
3:1 Reichel – Tiffels – Kalble (41:49)\
4:1 Kalble – Ehl – Kastner (45:33)
Niemcy: Niederberger– Muller, Seider, Geibel, Wagner, Kalble, Huttl, Szuber – Kahun, Stachowiak, Schutz – Ehliz, Michaelis, Pfoderl – Reichel, Samanski, Tiffels – Kastner, Hager, Ehl. Trener Harold Kreis
Kazachstan: Pawlenko  – Orechow, Danijar, Beketajew, Gaitamirow, Metalnikow, Koroljow, Michaiłow – Michajlis, Szestakow, Starczenko – Sawickij, Omirbekow, Kolesnikow – Kajrzan, Muchametow, Muratow – Panukow, Lichotnikow, Asetow.
Trener Oleg Boljakin
 
Pierwsza tercja nie przyniosła zbyt wielu ciekawych momentów, ale padły w niej dwie bramki. Pierwszą zdobył Moritz Seider, który kijem strącił wrzutkę Nikity Mikhailisa. Od tego momentu przewagę osiągnęli Niemcy, ale udało im się tylko doprowadzić do wyrównania, po strzale z lewego bulika przez  Maxmiliana Kastnera.
 
Niemiecka dominacja przy braku bramek - tak można opisać drugą tercję, w której Niemcy mieli kilka klarownych szans, ale nie potrafili ich wykorzystać. Ogromna liczba niemieckich pocisków lądowała poza trzema słupkami, co znacznie ułatwiało pracę skądinąd pewnemu siebie Maxi Pawlenko. Skapitulował tylko raz w  tej  tercji, gdy Wojciech Stachowiak wpakował krążek z linii bramkowej do pustej bramki.   W trzeciej tercji Kazachowie próbowali nawiązać walkę z przeciwnikiem, ale ten dorzucił jeszcze dwa gole i spokojnie kontrolował wydarzenia na tafli.
 
Regenda przyjechał i zdobył zwycięskiego gola

Słowacy świętują po raz pierwszy. Pavol Regenda, nowy zawodnik w składzie, zdobył trzy punkty, strzelając zwycięską bramkę. Nazwy krajów, Słowenia i Słowacja, wyglądają podobnie, a nawet ich flagi są podobne, ale na lodzie była wyraźna różnica.
 
Po zwycięstwie nad gospodarzami, Danią, Amerykanie zmierzyli się z najsłabszym rywalem w grupie B, przynajmniej na papierze. Wyraźnie kontrolowali mecz z Węgrami i zasłużenie wygrali 6:0. Frank Nazar i Cutter Gauthier, którzy mają po 21 lat, dodali do swoich statystyk po dwa gole.
 
Słowacja – Słowenia 3:1 (2:0, 1:0, 0:1)
1:0 Cederle – Sykora (8:20)
2:0 Regenda – Knażko – Grman (9:26)
3:0 Kristof – Lantosi – Mudrak (31:12 w przewadze)
3:1 Ograjensek – Sabolic – Macuh   (46:29 w przewadze)
Słowacja: Hlavaj  – P. Koch, Grman, Rosandic, Ivan, Knażko, Mudrak, Golian, Beno – Takac, Suke, Honzek – Regenda, Kristof, Lantosi – Sykora, Dvorsky, Chromiak – Hrehorcak, Cederle, Roman.
Trener Vladimir Orszagh.
Słowenia: Pintaric – Gregorc, Podrekar, Magovac, Masic, Stebih, Cosic, Golicic – Ograjensek, Toeroek, Sabolic– Langus, Drozg, Sitar – Mahkovec, Simsic, Macuh – Bericic, Sodja, Kapel – Jezovsek.  Trener Edo Terglav.
 
Obie drużyny nie zdobyły gola w meczach otwarcia Słowacja została pokonana 5:0 przez Szwecję, a Słoweńcy stracili  jednego gola mniej przeciwko Kanadzie.  
 
Słowacja po pierwszych 20 minutach mogła być spokojna, bo zdominowała rywala. Jej zawodnicy są lepiej wyszkoleni technicznie i prowadzili 2:0. Najpierw Sebastian Cederle przechwycił krążek po bbłędzie defensora rywala i trafił pod poprzeczkę. Następnie Pavol Regenda, wzmocnienie AHL, dobił strzał Samuela Knazka.  
 
Po 40 minutach na koncie Słoweńców  wciąż widniało zero, a Słowacja dołożyła jedno trafienie po ładnej akcji Kristofa i Lantosa. W  trzeciej tercji niespodziewanie Słoweńcy przycisnęli rywala. Byli lepsi w strzałach 10:5. Słoweńcy, pomimo wspaniałej walki, nie mieli wystarczającej jakości, aby pokonać drużynę Vladimira Orszagha.  Udało im się tylko raz pokonać golkipera Słowacji.   
 
USA – Węgry 6:0 (2:0, 1:0, 3:0)
1:0 Nazar – Cooley – Garland (14:07)
2:0 Nazar – Lohrei – Garland (16:54)
3:0 Gauthier – Beniers – Smith (30:02)
4:0 Gauthier – Smith – Vlasic (41:13)
5:0 Garland – Pinto – Nazar (41:54)
6:0 Cooley – Keller – Thompson (54:26)
USA: Swayman – Skjei, LaCombe, Vlasic, Peeke, Lohrei, Kesselring, Buium – C. Keller, Cooley, Thompson – Gauthier, Beniers, Smith – Garland, Pinto, Nazar – O’Connor, McCarron, Eyssimont – Doan. Trener Ryan Warsofsky.
Węgry: Vay  – M. Horvath, H. Nilsson, Garat, Szathmary, Tornyai, Hadobas, Szabo, Ortenszky – Erdely, Hari, Gallo – Ambrus, Szongoth, Terbocs  – B. Horvath, Nagy, Papp – Mihalik, Nemeth, Mihaly. Trener Gergely Majoross.  
 
Stany Zjednoczone na złoty medal czekają od 1960 roku, kiedy to odnieśli sukces w Squaw Valley, a mistrzostwa świata rozgrywane były wówczas w ramach Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Na jakikolwiek cenny kruszec Amerykanie czekają od 2021 roku, kiedy to wyraźnie pokonali Niemcy w walce o brąz. W ubiegłym roku, po raz pierwszy od 2019 roku, nie awansowali poza ćwierćfinał, w którym zostali oczywiście wyeliminowani przez późniejszego zwycięzcę, reprezentację Czech. W tym roku brakuje gwiazd, które mieli na zeszłorocznych mistrzostwach, ale Amerykanie dali przekonujący występ w pierwszym meczu z Danią, wygrywając 5:0.
 
Długie oczekiwanie Amerykanów na międzynarodowy sukces zakończyło w  turnieju 4 Nations Face-Off,,  USA dotarło do finału, ale przegrało w dogrywce z Kanadą.
 
Węgrzy  mają tylko jeden cel - pozostać w gronie najlepszych drużyn świata na przyszły rok. Drużynę poprowadzi napastnik Vilmos Gallo, który ma za sobą udany sezon w fińskiej ekstraklasie. W sezonie zasadniczym zdobył dla KooKoo 37 punktów. Gallo ma również doświadczenie w prestiżowej szwedzkiej SHL. Słabszą stroną reprezentacji Węgier jest obrona - spośród ośmiu nominowanych obrońców, żaden z nich nie jest aktywny w żadnych z czołowych europejskich rozgrywek, co może być zauważalne przeciwko silniejszym przeciwnikom. W węgierskiej koszulce wystąpi Simon Szathmary, wnuk legendarnego czeskiego obrońcy Jana Suchy’ego. Był on jednym z pierwszych pionierów blokowania strzałów własnym ciałem w latach 60-tych i 70-tych - rewolucyjny, ale obecnie powszechny element defensywy.
 
Amerykanie z pewnością nie zdominowali Węgrów w pierwszej tercji, ale to i tak wystarczyło, aby prowadzili 2:0. Szanse były po obu stronach. Dwukrotnie 21-letni napastnik Chicago Blackhawks Frank Nazar, który nie strzelił gola w pierwszym meczu, w krótkim odstępie czasu dwukrotnie pokonał golkipera Węgier.  Zaskakujące było to, że Węgrzy byli w stanie przebić się przez amerykańską obronę i zagrali dobrze w swojej jedynej grze w przewadze, ale nie trafili do siatki.
 
Amerykanie w drugiej tercji nie pozwolili przeciwnikowi praktycznie na nic. Była to ogromna przemiana w porównaniu z pierwszą tercją i pokazała to liczba strzałów oddanych przez USA 19:4. Zwłaszcza druga linia Gauthiera zaprezentowała się znakomicie, zdobywając trzeciego gola. Pierwsza linia Thompsona również znacznie podniosła poziom. Po słabym pierwszym okresie, Amerykanie w końcu pokazali swoją jakość. Węgrzy mieli tylko jedną groźną akcję. Amerykanie wygrali trzecią tercję 3:0 w bramkach i 11:4 w strzałach. Wyraźnie zdominowali drugą i trzecią tercję, zdobywając sześć bramek.
 
Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama