Mózg drużyny na boisku i na trenerskiej ławce. Prowadzona przez niego drużyna osiągnęła najlepszy w historii wynik. - Każdemu trenerowi życzyłbym, żeby trafił do pracy w Białce. Klub ma jednego działacza, grającego prezesa, a w pracy pomaga mu żona i córka. Prezes potrafi wszystko ogarnąć, z którym bardzo szybko idzie się dogadać – mówił wówczas w wywiadzie dla Sportowego Podhala.
Widać, że ma dobre wspomnienia z pracy w Białce Tatrzańskiej, a z prezesem Andrzejem Rabińskim potraci się dogadać, bo po raz drugi podjął się pracy z Watrą. Po raz pierwszy trafił do niej wiosną 2014/15 i był jednocześnie grającym trenerem. - Namówił mnie do pracy tutaj mój kolega, skaut Lecha Poznań, Andrzej Dara – wyjawił wtedy.
Kalita w Watrze pracował do 2017 roku, wtedy otrzymał propozycję współpracy z Czesławem Michniewiczem w kadrze U-21. Potem był asystentem Michniewicza w seniorskiej reprezentacji, z którą był na mistrzostwach świata w Katarze. Po mistrzostwach świata dostał zatrudnienie w Cracovii, prowadził rezerwy „Pasów”, które występowały w trzeciej lidze. Drużyna po minionym sezonie, z przyczyn organizacyjnych, została zlikwidowana.
Szybko zareagował prezes Watry Andrzej Rabiański. Złapał za telefon i namówił Kalitę do pracy w swoim klubie. - Mamy bardzo młodą drużynę. Nawet zawodnicy, którzy w ostatniej chwili do mnie dołączyli to młodzieżowcy z rezerw Cracovii. Z takimi ludźmi na pewno się ciekawiej pracuje – mówi trener.
Andrzej Rabiański okazał się sprytniejszy od działaczy wielu klubów. Był wolny. Kiedy przed sezonem ważyły się losy Szymona Szydełko w Podhalu, Kalita był po prostu pod ręką. Bardzo blisko, bo grał z Podhalem i wówczas wszyscy już wiedzieli, że rezerwy „Pasów” się rozwiązują. Działacze Podhala woleli dogadywać się z Szymonem Szydełko i dzisiaj muszą się wstydzić za wyniki drużyny, która w sześciu kolejkach nie wygrała jeszcze meczu i zdobyła zaledwie trzy gole! Działacze późno się opamiętali, bo - jak ćwierkają wróbelki – teraz próbowali go wyciągnąć z Watry. Tyle, że nieskutecznie. Na razie, nie został skopiowany manewr z Januszem Niedźwiedziem, który pracował w Watrze, a potem trafił do Podhala. Trener ekstraklasowego Widzewa dał się poznać w Nowym Targu jako wymagający szkoleniowiec. Dużo wymagał nie tylko od piłkarzy, ale także od siebie i otoczenia pracującego z zespołem. A najważniejsze, że wynik się zgadzał, bo to w sporcie najważniejsze. Andrzej Rabiański ma umiejętność dogadywania się z dobrymi trenerami, bo w jego klubie pracował również Bogdan Zając.
Stefan Leśniowski










