20.11.2021 | Czytano: 596

PŚ. Awans Stocha w finałowej serii aż o pietnaście miejsc!

O pierwszym konkursie Pucharu Świata biało –czerwoni maja nietęgie miny. Już w pierwszej serii skomplikowali sobie sytuację.


 
Tylko Dawid Kubacki (125 m) i Kamil Stoch  (117,5 m) zakwalifikowali się do serii finałowej. Kubacki plasował się na ósmym miejscu, a skoczek z Zębu był dopiero dwudziesty. W serii finałowej się zrehabilitował i wylądował na 125 metrze, to pozwoliło mu poprawić się o piętnaście lokat. Ukończył rywalizację na piątej pozycji.  Z kolei Kubacki wypadł z pierwszej dziesiątki. Slaby skok na 115 metrów zepchnął go na trzynaste miejsce.  
 
 Pozostali Polacy wypadli bardzo blado. Piotr Żyła z wynikiem 113,5 metra zakończył udział w inauguracyjnych zawodach sezonu na trzydziestym drugim miejscu. Czterdziesty piąty był Jakub Wolny (105 m), zaś czterdziesty ósmy Andrzej Stękała (96 m). Klemens Murańka otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Zawodnik został skierowany na izolację.
 
Po pierwszej serii na prowadzeniu znajdował  się Halvor Egner Granerud. Obrońca Kryształowej Kuli wylądował na 133 metrze i wyprzedzał o 0,7 punktu Karla Geigera (134,5 m) oraz o 5,9 pkt. Ryoyu Kobayashiego (128 m). Czwarty był Robert Johansson (131,5 m), a piąty Daniel Huber (133 m)
 
W trudnych, zmiennych warunkach  przyszło skakać czołówce. Konkurs zrobił się loteryjny. Z czołówki wypadli Daniel Huber (101,5 m - 0,24 m/s w plecy) i Robert Johansson (117 m - 1,19 m/s), za to wyśmienity skok oddał Ryoyu Kobayashi. 131 metrów (1,33 m/s) w bardzo dobrym stylu gwarantowało mu prowadzenie i podium.
Z pewnej lokaty na „pudle” i pierwszego miejsca po swoim skoku mógł cieszy się Karl Geiger (133 m - 1,34 m/s). Niemiec prowadził, a wygranej mógł go pozbawić już tylko Halvor Egner Granerud. Ale tego nie zrobił! 125 metrów przy wietrze 0,99 m/s na zwycięstwo nie wystarczyło, ale na podium już tak - Norweg zajął trzecie miejsce.
 
Tym samym Karl Geiger wygrał w Niżnym Tagile pierwszy konkurs Pucharu Świata w tym sezonie. Drugie miejsce przypadło Ryoyu Kobayashiemu.
 
Stefan Leśniowski  
 

Komentarze





reklama