Traktowana po macoszemu przez FIS w ostatnich latach kombinacja alpejska ostała się na mistrzostwach świata, choć przed dwoma laty wydawało się, że ta w Are będzie ostatnią. A tymczasem byliśmy dzisiaj światkami pasjonującej konkurencji, z niespodziankami. A przecież o to w sporcie chodzi.
Już rozpoczynający tę rywalizację supergigant obfitował w emocje. Na czele były dwie Włoszki. Prowadziła z czasem 1:22,11 Federica Brignone, a tylko 0,01 sekundy traciła do niej Elena Curtoni. Trzecia była Mikaela Shiffrin. Amerykanka uzyskała czas tylko o 0,06 s słabszy od prowadzącej, zaś w 0,4 s straty mieściły się - mistrzyni olimpijska Michelle Gisin i wicemistrzyni świata z Are Petra Vlhova. Czwarta na półmetku była Czeszka Ester Ledecka, tracąca jedynie 0,16 s, Dość odległe, 14. miejsce, zajmowała broniąca tytułu Wendy Holdener. Szwajcarka traciła jednak 0,97 s, dlatego zachowywała szanse na walkę o medal w przypadku dobrego występu w slalomie. My czekaliśmy na start Maryny Gąsienicy Daniel. Polka była 23. ze stratą 2,09 sekundy. Długo jechała nawet na miejsce w pierwszej dziesiątce, jednak błędy w dolnej części trasy, kosztowały ją sporo.
Slalom okazał się bardzo wymagający w zasadzie dla wszystkich poza Mikaelą Shiffrin. Amerykanka zaprezentowała się wyśmienicie i z łącznym czasem 2:07,22 wygrała tę rywalizację. O 0,86 sekundy wyprzedziła Słowaczkę Petrę Vlhovą, a tylko 0,03 s więcej straciła Michelle Gisin ze Szwajcarii. Między podium, a czwartym miejscem, była już przepaść. Na dwunaste miejsce wskoczyła Maryna Gąsienica-Daniel. Polka na straciła co prawda aż 5,81 s do Shiffrin, jednak na wymagającej trasie aż 14 zawodniczek nie zdołało dotrzeć do mety. Poległa chociażby broniąca tytułu Wendy Holdener, która jest świetna w slalomie. Wypadła też prowadząca na półmetku Federica Brignone.
Stefan Leśniowski
zdjęcie PZN










