12.10.2020 | Czytano: 5075

Młodzi, zdolni i zawstydzają stranieri

Za nami pierwsza część rozgrywek. O komentarz poprosiliśmy naszych stałych ekspertów.



 
-  Jak oceniacie dotychczasową postawę drużyny bliskiej wam sercu?
 
Jacek Kubowicz. – Runda poświęcona zgraniu zespołu, który nie miał możliwości rozgrywania meczów sparingowych. Przez ten pryzmat trzeba ją ocenić. Niemniej nastał taki czas, że należy  już wymagać lepszej postawy od zespołu. W niektórych meczach było nieźle, chociaż wyników nie było. Nie strzelamy bramek, a tracimy je w pierwszej minucie i to jest niepokojące. Strata gola już na początku stawia rywala w uprzywilejowanej sytuacji.  Fajne mecze rozegraliśmy z Tychami, JKH i  dwie tercje z Cracovią w pierwszej konfrontacji. Są jednak mankamenty, które trzeba wyeliminować.  Przede wszystkim w tyłach. Bramkarz nie jest jeszcze w tak dobrej dyspozycji z jakiej  pamiętamy go  chociażby z zeszłego sezonu.
 
Gabriel Samolej. – Cieszę się, że w sytuacji jaka miała miejsce przed sezonem, drużyna istnieje i gra. Po takim sobie początku  zaczęła łapać rytm. Chociaż nie dla wszystkich kibiców jest to satysfakcjonujące, bo kilka meczów było do wygrania, a przegrano jedną bramką. Szkoda tych punktów, bo w ogólnym rozrachunku może ich zabraknąć, żeby wejść do ósemki. Wierzę jednak, że zespół się w niej znajdzie.
 
- Obcokrajowcy – tego się po nich spodziewaliście, czy zawiedli wasze oczekiwania?
 
Jacek Kubowicz. - Póki co zawodzą, ale traktuję pierwszą rundę na poczet meczów sparingowych. Daję im jeszcze szansę na poprawę. Graliśmy mało meczów, mało trenowała drużyna, ostatnio też było małe zamieszanie i mecz musiał być odwołany. Zagraliśmy dwa sparingi przed sezonem, a wiemy, że powinno być ich siedem, a nawet więcej gdy drużyny uczestniczą w turniejach. Oczywiście jest to gra o punkty, które uciekły i ich się nie odrobi. Później może tego zabraknąć w ogólnym rozrachunku. Niepokoi, że pierwsza formacja.  Podczas pierwszego pobytu na lodzie traci gole. Pettersson zakończył rundę bez zdobyczy bramkowej. To jest zawstydzający bilans dla napastnika. Od tego jest trener, żeby rozmawiał z nim, pogroził palcem, dał inne warunki.  Dziubiński był liderem, odszedł i z przodu brakuje nam takiego gracza. Obcokrajowcy jak na razie nie potrafią go zastąpić.
 
Gabriel Samolej. – Niepokoi mnie, że w drugim meczu tracimy bramkę na początku meczu. W Sanoku w 40 sekundzie, a wczoraj w Krakowie w 31.  Ten gol  pod Wawelem okazał się zwycięski dla „Pasów”. Pierwsza formacja, która powinna być siłą napędową drużyny, wychodzi i traci gola w pierwszym pobycie na lodzie.  To jest to, co już wcześniej przerabialiśmy z obcokrajowcami. Jeśli już są w zespole, to muszą być trzy razy lepsi od naszych i dawać siłę zespołowi.  Mamy przykład dwóch ostatnich sezonów, że nie do końca tak było. Jak na razie teraz też zawodzą. Wychodzą nasi młodzi chłopacy i ich zawstydzają. Cieszę się, że  dali zwycięstwo drużynie w Sanoku. Coś jest nie tak z tymi stranieri. Zobaczymy jak będzie wyglądała druga runda w ich wykonaniu, ale na obecną chwilę nie wyglądają dobrze.  Napastnik, który w dziewięciu meczach nie strzela gola, to jest nie do pomyślenia, a tak jest w przypadku Petterssona.
 
- Andriej Gusow wprowadził młodych graczy, których nie boi się wpuszczać na lód nawet w okresach osłabienia?
 
Jacek Kubowicz. – To jest bardzo duży plus w porównaniu z dwoma ostatnimi sezonami.  Trener daje szansę ogrywania się, nie boi się takich decyzji przy wynikach ciasnych. Jeszcze fizycznie nie są na ligowym topie, ale trzeba dawać szansę, nieraz kosztem wyniku. Za poprzedników  młodzian w statystyce miał rozegranych 40 spotkań, a w minutowym rozrachunku było to 100 minut, czyli nie pełne dwa mecze. Teraz jeśli zawodnicy będą w tercji wychodzili na trzy, cztery zmiany, to będą robić postępy. W dodatku są to nasi wychowankowie, a nie ściągnięci ze świata. Oby grali w naszym klubie jak najdłużej, ale to już leży w gestii zarządu, podpisania z nimi dłuższych kontraktów. Bardzo fajnie pokazał się w ostatnich  meczach  Bizub, a miał już skończyć karierę, bo Barski nie widział w nim bramkarza. Rozmawiam z kibicami i znawcami hokeja, i z perspektywy dwóch lat wszyscy zauważyli, że Valtonen i Barski zrobili dużo krzywdy klubowi. Byli zwolennicy tych trenerów.  Wychwalali ich w Urzędzie Miasta, robili wielkie pikiety. Teraz też mamy szkoleniowca z  zagranicy, ale można go uznać za swojego. Zna nowotarskie realia, grał tutaj, a wówczas było góra czterech obcokrajowców w zespole, a nie armia zaciężna w sile 15 ludzi. Teraz dajmy Gusowowi  spokojnie popracować.
 
Gabriel Samolej. – Cieszę się, że trener daje szanse młodym, w dodatku naszym wychowankom. Jak na razie go nie zawodzą.  Zawsze powtarzałem, że młodym trzeba dawać szansę pokazania i wykazania się. Najlepszy przykład mamy z Bizubem. Paweł był w nieciekawej sytuacji, bo w zeszłym sezonie Barski powiedział mu, że się nie nadaje. To było dla mnie szokiem. Podziękował mu. Ściągnięto dwóch bramkarzy, po to, żeby tylko byli. Bernard w żadnym  meczu nie zagrał, a Vilardo wszedł na mecz w Jastrzębiu. Bizub był chłopakiem treningowym. Po odejściu B. Kapicy ściągnięto Bizuba. Dostał szansę i dwa dobre mecze zabronił. Odrobny jest jedynką, ale musi być drugi bramkarz, który musi bronić, nie przebywać na ławce. Może dzięki temu, że dwa mecze mu wyszły, dostanie więcej szans bronienia.
 
- Potrzebuje drużyna wzmocnień, uzupełnień, roszad? Jeśli tak, to na jakich pozycjach?
 
Jacek Kubowicz. – Trener w jednej z wypowiedzi  wspominał, że roszady są niezbędne. Też tak uważam. Oczywiście zmiany obcokrajowców. Przed sezonem nawet najlepsze statystyki nie zagwarantują, że obcokrajpowiec będzie tak samo skuteczny jak wcześniej. Nie znam takiego menadżera, który  zagwarantuje, że polecony przez niego gracz zdobędzie w sezonie np. 20 goli.  Cieszmy się, że  nasi chłopcy dużo goli strzelają, w porównaniu z obcokrajowcami, którzy z niejednego pieca chleb jedli. I powinni brylować. Tyły wymagają wzmocnień. Jeśli u siebie strzelamy cztery gole i nie wygrywamy meczu, to coś jest nie tak.  Nie obwiniam obrońców za wszystkie stracone bramki, bo na lodzie jest przecież pięciu zawodników, ale… Wystarczy, by jeden z nich stracił krążek na niebieskiej linii i poszła kontra trzy na dwa, cztery na dwa.  Wtedy  nawet najlepsi obrońcy nie są w stanie tego wybronić. Gdyby to zrobili, to  negatywnie świadczyłoby o czwórce, która atakuje. Błędy są przy rozwijaniu ataku, jest spora ilość strat u siebie w tercji, krążki nie wychodzą poza niebieską linię, wszystkie są wbijane z powrotem do kotła. Każda przedłużona zmiana o 10-20 sekund dla obrońcy to morderstwo. Jak naciekają drużyny, to trudno się zmienić. Z tyłu minimum potrzeba  dwóch obrońców. Krzyczeliśmy, żeby zrobić konkurencję jedynce Odrobnemu. Bizub stanął i pokazał się z niezłej strony. Ale jak mówię, niech się to jeszcze rozwinie. Daję obcokrajowcom szansę, ale żeby głupie punkty nie uciekły z drużynami, z którymi trzeba wygrywać. Warto byłoby wskoczyć do czwórki, a tam jest ciasno. Z każdą rundą to będzie tak spłaszczone, że będzie decydował jeden mecz.
 
Gabriel Samolej. -  Potrzebujemy takich obcokrajowców, którzy będą wartością dodatnią. Dwóch konkretnych napastników, bo mało mamy strzelonych bramek. Muszą dawać moc zespołowi.  Chciałbym widzieć też dobrych obrońców, którzy dadzą pewność drużynie i bramkarze będą się pewniej czuli.
 
- Odważycie się powiedzieć, że mecze są ciekawe i emocjonujące?
 
Jacek Kubowicz. – Pól na pół. Nie wszystkie i nie w pełnym wymiarze. Są dobre tercje. Z kibicowskiego punktu widzenia można być zadowolonym.
 
Gabriel Samolej. – Po wprowadzeniu ligi open mecze dla kibiców są  ciekawsze. Każdy mecz jest wielką niewiadomą. Każdy może sprawić niespodziankę.  Będę się jednak upierał, że dla polskiego hokeja, dla reprezentacji,  liga  open nie jest dobrym rozwiązaniem.  
 
- Gra, którego zespołu zrobiła do tej pory największe wrażenie?
 
Jacek Kubowicz. – Toruń, ale jak przewidywałem pękł. Przez pięć spotkań był na szczycie,  bo miał przygotowania w miarę bez zakłóceń. Teraz ich dopadły. Można ich nazwać objawieniem rundy. Tychy się obudziły po nieciekawych pierwszych meczach, ale już liderują i uciekają konkurencji.
 
Gabriel Samolej. – Nie ma wielkich niespodzianek odnoście czołowych zespołów. Natomiast  na dzisiaj Toruń  zaskoczył, chociaż ostatnio zgubił punkty.  Zobaczymy czy jest to już mocna i stabilna drużyna, czy tylko jednorazowy wybryk natury.  
 
- Który z obcokrajowców wpadł wam w oko?
 
Jacek Kubowicz. -  Nie widziałem wszystkich drużyn na żywo. W dodatku jest ich tak dużo, że trudno wybrać jednego z 50 czy 60. Kiedyś grało 10, to był łatwiejszy wybór. Trzeba dobrze skład przeanalizować, żeby dopatrzyć się Polaka. Nikogo bym szczególnie nie wyróżniał. No może bramkarz Unii, ale jego walory poznaliśmy już w poprzednim sezonie. W JKH z dobrej strony pokazuje się Phillips.
 
Gabriel Samolej. – Izraelczyk Szerbatow  z Unii. Obserwowałem jego zagrania i rzeczywiście daje siłę zespołowi. Ma duże umiejętności.    
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama