04.10.2020 | Czytano: 3199

MHL. Rywal nie taki straszny jak go malowali

Młode „Szarotki” udały się do lidera rozgrywek, zespołu, który jeszcze nie stracił punktu. Jak na tle rywala z obcokrajowcami spiszą się podopieczni Jacka Szopinskiego?

Szopiński jacek w boksie

 
Spisali się rewelacyjnie. Grali cierpliwie i w trzeciej tercji przełamali gospodarzy. Inna rzecz, że w końcówce na własne życzenie skomplikowali sobie sytuację i było nerwowo. Na szczęście wszystko skończyło się dla górali pomyślnie. Lider doznał pierwszej porażki w  sezonie.
 
Długo kibice musieli czekać na otwarcie wyniku. Dopiero w połowie meczu krążek wpadł do bramki, tyle, że Podhala. Radość gospodarzy z prowadzenia nie trwała długo. Zaledwie po 50 sekund.  Wielkiewicz doprowadził do wyrównania. Przyjezdni wyszli na prowadzenie 27 sekund po rozpoczęciu trzeciej tercji. F. Kapicy zaskoczył golkipera sosnowiczan.  Górale  byli szybsi od rywala, który musiał uciekać się do fauli. Gdy na ławce kar przebywało dwóch graczy Zagłębia, Wielkiewicz ich ukarał. Chwilę później przyjezdni wykorzystali pojedynczą przewagę.  Przewagi też potrafią wykorzystywać gospodarze. W tym okresie gry zdobyli gola. Więcej, doprowadzili do nerwowej końcówki. Wydawało się, że jak Antropow odesłany został na ławkę kar, to przyjezdni spokojnie będą rozgrywać krążek i nic złe im się nie przytrafi. Tymczasem nowotarżanie są specjalistami od tracenia goli w przewadze. Który to już raz. W ostatnich sekundach trener gospodarzy wycofał bramkarza, ale ten manewr nie przyniósł  jego podopiecznym wyrównującej bramki. Więcej, na 4 sekundy przed końcem mogli ją stracić. Trzech Podhalan  jechało na pustą bramkę i jeden z nich się pospieszył i… spalił.
 
Jacek Szopiński (trener Podhala). – Tak kombinowali, że straciliśmy gola w przewadze. Powiedziałem zawodnikom, że puszczam trzeci atak, bo wiem, że nie będziecie kombinował. Tymczasem wykonali rzecz, o której mówi się od początku kariery, że tak nie wolno podawać. Tymczasem wybrali taki wariant i poszła kontra. Sami sobie skomplikowaliśmy mecz. Był jednak inny niż wczoraj. Doszło trzech zawodników - F. Kapica, Kamieniecki i Żurawski. Miałem większe pole manewru i  większą jakość drużyny. Od początku mecz był wyrównany, ale my stworzyliśmy więcej sytuacji. Mówiłem chłopakom, że gramy cierpliwie, cały czas to co trenujemy, czyli  mocny forczeking, bo tego muszą się uczyć w tym wieku, a nie szachów, aż w końcu ich złamiemy. Tak też się stało. W trzeciej tercji mieliśmy kontrolę nad meczem, przeciwnik nie wierzył, że może cokolwiek zdziałać. Znowu jednak podaliśmy mu rękę. Najpierw niepotrzebny faul i starta gola. Potem w przewadze ryzykowane zagranie, strata krążka, kontra i nerwowa końcówka. Przeciwnik wycofał bramkarza, ale niczego nie stworzył. Pojechaliśmy trzy na zero na pustą bramkę i… sobie spaliliśmy. Cieszymy się, że wzięliśmy sosnowiczanom pierwsze punkty. Chłopcy powinni uwierzyć, że rywal wcale nie taki straszny jak go malują. Trzeba tylko z każdym przeciwnikiem walczyć i podnosić poziom. To młoda drużyna, więc o równość poziomu jest ciężko. Generalnie chłopcy robią postępy i to jest ważne.
 
Zagłębie Sosnowiec  - MMKS Podhale Nowy Targ 3:4 (0:0, 1:1, 2:3)
1:0 Jerassow – Onyszczenko (29:18)
1:1 Wielkiewicz - F. Kapica (30:08)
1:2 F. Kapica – Szlembarski  (40:27)
1:3 Wielkiewicz – F. Kapica – Kamieniecki (49:28 w podwójnej przewadze)
1:4 Kamieniecki  - Szlembarski – F. Kapica (50:36 w przewadze)
2:4 Jarosz – Piotrowski (51:56 w przewadze)
3:4 Jarosz – Chabior (58:01 w osłabieniu)
Zagłębie: Ramanauskas – Kafel, Salnikow, Rzekanowski, Pędraś, Kisiel – Kozłow, Mirek, Piotrowski, Chabior,  Jarosz – Nowak, Onyszczenko, Jerassow, Antropow, Susterovas – Zdębski, Gzik, Fabiańczyk, Baran, Mazur. Trener Marcin Kotuła.
MMKS Podhale: Klimowski – Wikar, Szlembarski, Wielkiewicz, F. Kapica, Worwa -  Żurawski, Nykaza, Trzebunia, Długopolski,  Jarczyk – Kamieniecki, Sarniak, J. Malasiński, Maciaszek, Plewa – Sulka, Danel, Leja, Pudzisz, Siuty.   Trener Jacek Szopiński.
 
Stefan Leśniowski
 
 

Komentarze







reklama