25.01.2009 | Czytano: 1126

Pechowe drugie miejsce Błażusiaka

W Genui rozegrano drugą eliminację halowego Pucharu Świata w enduro. W zawodach wystartował nowotarżanin, Tadeusz Błażusiak, aktualny wicemistrz świata w halowym enduro. „Teddy” znowu nie zawiódł, wywalczył drugie miejsce. Niemniej po zawodach nie tryskał humorem. Apetyt miał większy, ale jak to w sporcie, nie zawsze szczęście dopisuje. Tym razem Polakowi pierwsze miejsce odebrał pech, fatalny pech...

Na starcie stanęli najlepsi zawodnicy enduro i motocrossu, włącznie z mistrzem świata Hiszpanem Ivanem Cervantesem, który był liderem Pucharu Świata. Polak zajmował przed tą rundą drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Nowotarżanin zaczął jak zwykle od mocnego uderzenia. W kwalifikacjach wykręcił najlepszy czas i awansował do ścisłego finału. Składał się on z trzech wyścigów, rozegranych na trudnej i szybkiej pętli (5 okrążeń) usianej przeszkodami. Zawodnik, który miał najlepszy wynik w trzech wyścigach - wygrywał.


Pierwsza runda była jednak pechowa dla Polaka. Przegrał nie z rywalami, ale z nie do końca przemyślaną przez organizatorów przeszkodą. Okazało się, że na sztucznie usypanej górze pokrytej kamieniami zawodnicy blokowali się nawzajem, zwłaszcza w czasie dublowania słabszych jeźdźców. Najwięcej szczęścia miał na drugim okrążeniu Cervantes, któremu organizatorzy szybko wyciągnęli motocykl i pomogli przejechać przez górkę. Błażusiakowi nikt nie pomógł, gdyż organizatorzy wyciągali akurat inne motocykle. Polak musiał sam przepchać motocykl, gdyż nie mógł wyjechać. Zbocze było zablokowane przez słabszych zawodników. Stracił dużo czasu, spadając z drugiej na czwartą pozycję. Podczas kolejnych okrążeń na zboczu górki panował chaos i „Taddy” nie zdołał odrobić strat, na mecie zjawił się na czwartej pozycji.

Drugi wyścig był jeszcze bardziej pechowy. Organizatorzy ogarnęli chaos na górce, zwiększając liczbę osób pomagających zawodnikom. Błażusiak objął prowadzenie. Na pierwszym okrążeniu spadł jednak na koniec stawki. Podczas przejazdu przez ogromne bele odpięła się klamra spinająca drzewa i uderzyła w łańcuch motocykla Polaka. Łańcuch spadł i „Taddy” musiał się zatrzymać, by samemu naprawić motocykl. Gdy tego dokonał, rozpoczął szaleńczą pogoń za resztą zawodników. Polak jechał szaleńczo szybko, agresywnie (na zakrętach rączką kierownicy dotykał ziemi) i na granicy ryzyka. Na mecie, ku uciesze tłumu publiczności, zajął niewiarygodne wysokie, trzecie miejsce.

Trzeci wyścig rozpoczął się od ułatwienia trasy. Z felernej górki zepchnięto część kamieni, przez co skończył się problem z blokowaniem trasy. „Taddy” pojechał wyśmienicie. Mknął na trasie, jak błyskawica. Wygrał ten wyścig z przewagą 30 sekund nad drugim zawodnikiem! Wywalczył 33 punkty, które dały mu drugie miejsce w Genui. Wygrał Hiszpan Ivan Cervantes na KTM-ie, z dorobkiem 38 „oczek”. Na trzecim miejscu zawody ukończył Fabio Mossini z Włoch na Hondzie ( 28 pkt.).

W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Polak zajmuje drugie miejsce za Cervantesem, a wyprzedza Fina Mika Aholę.

- Cóż mogę powiedzieć, szczęście mi nie dopisało - powiedział Tadeusz Błażusiak. - Nie lubię narzekać, ale niestety pomysł z górką usianą kamieniami się nie sprawdził. Gdyby organizatorzy pomogli mi wypchać motocykl podczas pierwszego wyścigu, mógłbym walczyć o wygraną. Drugiego wyścigu niemal nie pamiętam, tak szybko jechałem. Nie będzie łatwo zdobyć Puchar Świata. Cervantes to świetny zawodnik, do tego ostatnia runda odbędzie się w jego kraju, w Madrycie. Będzie miał potężne wsparcie kibiców. Enduro to jednak sport nieobliczalny, dlatego zamierzam walczyć do ostatniej kropli benzyny!


Tekst Stefan Leśniowski

Komentarze





reklama