Drugą odsłonę goście rozpoczęli z dużym impetem. Dwie świetne sytuacje „zmaścił” Lauko. To się zemściło. Kubenko, po podaniu Baranyka zza bramki nie dał szans ostatniej instancji janowian. Pierwsze dziesięć minut tej części gry było bardzo ciekawe. Atak za atakiem sunął to na jedną, to na drugą bramkę. Ogromne brawa zebrał w 25 min. Rajski, który z najbliższej odległości, niczym muchę, złapał krążek do raka, po uderzeniu Stachury.
– Nie potrafię wytłumaczyć jak to zrobiłem. Chyba instynktownie. Dawno nie grałem i nie łatwo było wejść w rytm meczowy. Nie wiem, po jednym meczu, w jakiej jestem formie. Szkoda, że nie zakończyłem meczu „na zero”. Koledzy mogą żałować, bo mogłem im postawić zgrzewkę piwa – powiedział Tomek Rajski.
Chwilę później Zapała przegrał pojedynek sam na sam z M. Elżbieciakiem. – Rozluźniłem się w decydującej fazie strzału. Krążek przeskoczył mi przez łopatkę kija i… było po wybornej okazji – tłumaczy się Krzysztof Zapała. W odpowiedzi Pohl ... złapał się za głowę, nie mogąc zrozumieć jak nie pokonał Rajskiego. Ten szybko parkanem zamknął lukę przy słupku, gdzie mierzył janowski napastnik. W połowie meczu gospodarze nie wykorzystali 88 – sekundowego okresu podwójnej przewagi i...tempo meczu siadło.
- Zagraliśmy bardzo dobrze dwie tercje z liderem, a trzecia była nasza. Zabrakło nam szczęścia w sytuacjach podbramkowych. Bolą takie jednobramkowe porażki – powiedział szkoleniowiec Naprzodu, Jaroslav Lehockky.
Jego zespół w trzeciej tercji próbował wszelkimi środkami zmienić niekorzystny rezultat. W pewnym momencie swoim jednostajnym atakiem janowianie uśpili górali i Lauko, po otrzymaniu krążka zza bramki, pokonał Rajskiego. Końcówka była bardzo nerwowa. W 57 min. Wojtarowicz miał wyrównanie jak na patelni, lecz fatalnie przestrzelił.
- Dla kibiców to był przedsmak play off, bo dla nas nie. Wiedzieliśmy, że wygramy. Tylko „Baran” nie wykonał planu, miał trafić do pustej bramki i byłby królem strzelców – śmiał się kierownik drużyny Podhala, Jacek Kubowicz.
48 sekund przed końcem goście wycofali bramkarza i nacierali szóstka na czwórkę Podhalan. Bezskutecznie.
- Niepotrzebne były nerwy w końcówce. Na własne życzenie – twierdzi Milan Jančuška. - Brakowało nam w tym meczu świeżości, lekkości w prowadzeniu akcji. Kombinacje nam nie wychodziły, nie miały tempa, przewagi rozgrywaliśmy statycznie. Oczekiwałem takiego stanu, po kontuzjach i chorobach. Walczyliśmy sami z sobą. Stąd też cieszą trzy punkty i dobra postawa Rajskiego.
Wojas Podhale Nowy Targ – Akuna Naprzód Janów 2:1 (1:0, 1:0, 0:1)
1:0 – Kmiecik – Bryniczka (17:35),
2:0 – Kubenko – Baranyk (23:52),
2:1 – Lauko – Jóźwik – Pohl (52:47).
Sędziowali: Meszyński (Warszawa) – Molenda, Młynarski (Sosnowiec).
Widzów 1200.
Kary: 10 – 12 min.
Podhale: Rajski; Sroka – Sulka, Ivičič (2) – Dutka (2), Kret (2) – Petrina, Gaj (2) - Galant; Różański – Zapała – Kačiř, Baranyk – Voznik – Kubenko, Malasiński (2) – Dziubiński – Gruszka, Kmiecik – K. Bryniczka – Batkiewicz. Trener Milan Jančuška.
Naprzód: M. Elżbieciak; Zatko – Kulik, A. Kowalówka (2) – Gabryś, Gretka – Działo, Kurz; Jóźwik – Lauko (2) –Pohl (2), Słodczyk – Klisiak (4) –Stachura, Ł. Elżbieciak – Tabaček – Wojtarowicz (2), Klačansky. Trener Jaroslav Lehocky.
Stefan Leśniowski










