23.10.2017 | Czytano: 3162

Niekwestionowany król zjazdu i sprintu

Na trasie ze Szczawnicy do Krościenka rozegrano 74 Mistrzostwa Polski w kajakowym zjeździe i sprincie. Niespodzianek nie było, tytuły przypadły faworytom.

- Wydawało się, że kiedyś bardzo popularna i widowiskowa impreza upadnie. Po kilku latach zapaści, gdzie nie było chętnych do organizacji zawodów, pieczę nad zawodami przejął Nowosądecki Okręgowy Związek Kajakowy – informuje nasz ekspert, Józef Dyda. – Uratował zawody, które kiedyś rozgrywane były na trasie przełomu Dunajca. Od pewnego czasu pływamy do Krościenka. W tym roku trasa była wydłużona. Zawodnicy pokonywali dystans ze Szczawnicy do Krościenka, a meta była „Pod Wyrem”. Ten ostatni odcinek najbardziej dał się we znaki kajakarzom. Trasa na tym odcinku przebiegała przez miejsce gdzie zwykle rozgrywany jest kajakowy slalom. Na wywrotnych kajakach zjazdowych, to wielkie utrudnienie. Stąd zanotowano wiele wywrotek. Do tego Dunajec był płytki, sporo kamieni, płycizn i oprócz formy fizycznej potrzebna była znajomość wody, tzw. czytanie jej. Trzeba było obrać odpowiedni tor jazdy, szczególnie na zakrętach, by nie zawisnąć na kamieniach.

Najlepiej z trudnościami wody poradził sobie Grzegorz Polaczyk, niekwestionowany król zjazdu, bowiem po raz 14 stanął na najwyższym stopniu podium w K-1.

- Specjalnie nie przygotowywał się do tych zawodów – wyjawia Józef Dyda. - Był jednak w wielkim gazie. Zawsze słynął z ogromnej wytrzymałości i ogromnego kopa. Jego brat Mateusz był drugi, a na najniższym stopniu podium stanął Kuba Brzeziński z Krościenka. Ten młodzieżowiec spisał się znakomicie w K-1. Startowali również juniorzy i tutaj chciałbym podkreślić świetny występ Bartka Kubika ze Szczawnicy. Był drugi. Zawsze w tych zawodach rywalizują płaskarze z góralami. W tym roku przejechali płaskarze z Trzebini, Bydgoszczy, Rudy Śląskiej i Opola. Myślę, że płytka woda i ostatni odcinek sprawiły, iż tym razem górale byli zdecydowanie górą, poza juniorkami.

Rozegrano również mistrzostwa kraju w sprincie. I tutaj bezkonkurencyjny był Grzegorz Polaczyk. – Bodajże po raz siódmy kajakarze rywalizowali w sprincie i za każdym razem najlepszy był Grzegorz. Braci Polaczyków rozdzielił Michał Pasiut, a na czwartym miejscu zameldował się Kuba Brzeziński. W tej konkurencji trzeba mieć potężnego kopa, ale też sporo zależy od znajomości wody. Polaczykowie znają wodę jak własną kieszeń, bo na niej się wychowali. Na trasie były płycizny, fale i należało wybrać najkorzystniejszy tor jazdy. Niektórzy zawiśli na płyciźnie lub kamieniach i musieli ich ewakuować ratownicy.

Startowali też weterani na długim odcinku. Zostali podzieleni na cztery kategorie wiekowe.

- W drugiej grupie pasjonujący pojedynek stoczył Henryk Węglarz ze Szczawnicy z Krzysztofem Pochwałą. Zwycięsko z tej rywalizacji wyszedł szczawniczanin. Na trzecim miejscu uplasował się Marcin Jarosz z Krościenka. Na uwagę zasługuje postawa 75-letniego Mariana Ganciarza. To znany przed laty zawodnik, sędzia i działacz kajakowy. Niesamowita sportowa forma. Potrafił ten trudny odcinek pokonać w 22 minuty i 39 sekund! – mówi z podziwem Józef Dyda.

Bardzo widowiskową konkurencją i cieszącą się ogromnym zainteresowaniem – jak zresztą całe zawody – była rywalizacja drużynowa.

– Zespół składa się z trzech kajakarzy, których rywalizacja przypominała kolarski wyścig drużynowy – wyjawia Józef Dyda. - Cała trójka na mecie musiała się zmieścić w 10-sekundowym przedziale, po 6 km wyścigu. Bardzo fajnie wygląda wzajemne podciąganie się kajakarzy. Za jadącym zawodnikiem tworzy się fala i jest to tzw. podciąganie na fali. Polaczykowie – Rafał, Grzegorz i Mateusz - byli zdecydowanie najlepsi. To ich bodajże dziewiąty tytuł mistrza kraju w konkurencji K-1x3.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze





reklama