04.08.2016 | Czytano: 2232

Ściskajcie kciuki! (+zdjęcia)

Podhale będzie miało dwóch reprezentantów w Rio. Zaszczytu tego dostąpiły dwie kolarki - Katarzyna Niewiadoma (kolarstwo szosowe) i Katarzyna Solus Miśkowicz ( MTB).

Ta pierwsza to objawienie. Zawodniczka z Ochotnicy Górnej (ur. 29 września 1994 w Limanowej) może być motorem napędowym polskiego kolarstwa w kobiecym wydaniu. Jeszcze nigdy w historii wielkich imprez polska kolarska nie zdobyła medalu, nie wygrała wieloetapowego wyścigu. Jest pierwszą, która przeciera szlaki, która może pobudzić koleżanki do ścigania się na kolarce. Pokazała, że Polki nie są słabą płcią. Zawodniczka, która ma niemal wszystko – wytrzymałość, świetną technikę, fenomenalna w górach i dobra w jeździe na czas.

Rok 2013 był dla niej przełomowy. W mistrzostwach Polski zajęła czwarte miejsce w jeździe na czas i w wyścigu ze startu wspólnego w kategorii open, co oznaczało dwa tytułu mistrzyni kraju w kategorii młodzieżowej. Wywalczyła piąte miejsce na mistrzostwach Europy i wygrała górskie mistrzostwa Polski. Sukcesy młodej zawodniczki z Ochotnicy Górnej zaowocowały ofertą ze strony jednej z najlepszych ekip świata - holenderskiego Rabobanku. Niewiadoma rozpoczęła w sierpniu okres stażu, biorąc udział w holenderskim wyścigu Boels Ladies Tour. Jej występ spełnił oczekiwania zespołu. Mistrzostwa świata zakończyły się niepowodzeniem (kraksa), a mimo to w październiku 2013 roku podpisała roczny kontrakt z holenderską ekipą.

Kolejny rok i kolejny postęp. Pierwsze miejsce w GP Gippingen, trzecie w Ladies Tour of Norway ( pierwsze miejsce w klasyfikacji młodzieżowej i górskiej), brązowy medal w MP w jeździe na czas elity kobiet, 8. miejsce w Boels Ladies Tour (wgrana klasyfikacja górska) i 11 miejsce w Giro Rosa, najtrudniejszy wyścig dla kobiet. Już po tym Giro d’Italia można było śmiało zaryzykować twierdzenie, że narodziła nam się gwiazda światowego kolarstwa.

W ubiegłym roku wygrała tour w Kraju Basków -Euskal Emakumeen Bira, była druga w Baku (Igrzyska Europejskie), trzecia w Boels Rental Hills Classic, piąta w La Fleche Wallonne i „oczko” niżej w Strade Bianche Donne. Wgrała klasyfikację młodzieżową w Giro Rosa. Była trzecia na MŚ w jeździe indywidualnej na czas i siódma ze startu wspólnego.

W tym roku jeszcze więcej sukcesów na ma koncie. Zwyciężyła w wyścigach - Giro del Trentino, Festival Elsy Jacobs, Ronde van Gelderland i w Giro Rosa w klasyfikacji U23 ( siódma ogółem). Drugie miejsce zajęła w Strade Bianche.

Jak to w sporcie często bywa, do kolarstwa trafiła przez przypadek. Sport jednak od dziecka kochała, szczególnie grę w kosza i lubiła biegać przełaje. Mama jednak bała się puszczać na rower małą Kasię na ruchliwą drogę.

- Tata jeździł na rowerze razem z mastersami po okolicy. Mama trochę obawiała się mojej jazdy na rowerze po ruchliwej drodze. Gdy wygrałam 7-kilometrową czasówkę z chłopakami, zainteresował się moim wyczynem jeden ze sponsorów WLKS Krakus BBC Czaja Swoszowice i zadzwonił do trenera Zbigniewa Klęka - wspomina.

I tak zaczęto kuć żelazo póki gorące. W 2009 roku wybrała się na zimowe zgrupowanie do Swoszowic. Miała 14 lat i raczej blade pojęcie o tym, co ją czeka. Nic więc dziwnego, że była ogromnie zaskoczona.

- Byłam przekonana, że jadę na zimowe ferie, dobrze się zabawić i nabrać energii przed kolejnym semestrem w szkole. Tymczasem musiałam zasuwać na treningach i nie bardzo mi się to podobało -opowiada.

Po czasie zrozumiała, że sport to prawdziwa szkoła życia, a przy okazji zapałała miłością do kolarstwa. Spodobała się jej rywalizacja. Zaczęła trenować i już w swoim czwartym starcie została wicemistrzynią kraju! To świadczyło jak wielki ma talent do ścigania. Ma w dorobku dwa tytuły mistrza kraju ( 2016 ze startu wspólnego i w jeździe na czas). W 2015 w jeździe na czas była druga, a rok wcześniej trzecia.

Kasię Solus po raz pierwszy zobaczyłem w 2005 roku, podczas zawodów Skoda Auto Grand Prix MTB w Bukowinie Tatrzańskiej. W rodzinnej miejscowości.

– Panocku to nasa. Patrzojcie jaką mo krzepę. Godom wom, że to przysła mistrzyni – mówił siedzący obok mnie góral, który zresztą każdemu przejeżdżającemu miał coś do zarzucenia. Chwalił tylko 17 –letnią Kasię, wtedy zawodniczkę Górskich Orłów Raba Wyżna.

W swojej Bukowinie Kasia niczym kozica wspięła się w górę i za moment znikła nam z horyzontu. Pokonała wzniesienie nienagannie technicznie, jej rower szedł jak po sznureczku, prościutko, nie chybotał po bokach. Widać było, że ma potworną siłę w nogach, że w górach czuje się jak „ryba w wodzie”.

Jej talent bardzo szybko się rozwinął. Gdy Górskie Orły się rozpadły, przeniosła się do Dobrej, potem jeździła w barwach DEK Meble Cyclo Korona Kielce, a obecnie w Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team.

Do kolarstwa trafiła... - Całkiem przypadkowo – wspomina. - Moja szkoła brała udział w serii zawodów MTB Tatry. Trener Jacek Jaworski organizował je, by wyłowić talenty z Podhala i potem utworzyć profesjonalną grupę. Załapałam się do Górskich Orłów i tak zaczęła się moja poważna kariera. Pokochałam kolarstwo górskie do tego stopnia, że chyba się z nim nie rozstanę. Innymi słowy kocham „babrać się w błocie” jak stwierdził jeden z górali.

No i będzie się babrać w brazylijskim błocie. Awans na igrzyska zapewniła sobie świetnym sezonem. Przez niego przemknęła jak wiatr. Wśród jej tegorocznych sukcesów znajdują się takie osiągnięcia, jak podia w chorwackim maratonie Kamenjak Rocky Trail i węgierskim wyścigu Pilis Kupa, wygrana w drugiej serii Pucharu Polski MTB XC w Białej. Ponadto, a właściwie – przede wszystkim – świetnie zaprezentowała się w majowych mistrzostwach Europy MTB XCO, gdzie zajęła 14. miejsce.

- Dobra współpraca ze sztabem szkoleniowym pozwoliła osiągnąć wyznaczony cel. Dzięki temu uda mi się również zwiedzić kolejną część świata. Nie zapominam jednak po co tam jadę. Liczy się osiągnięcie jak najlepszego rezultatu. Profesjonalnie podchodzę do każdego wyścigu. Świadomość tego, że mogę przebywać na drugim krańcu świata dodatkowo mnie mobilizuje. Teraz wspólnie z Mają (Włoszczowska – przyp. aut) musimy potwierdzić naszą klasę. Kibice mogą być o nas spokojni. Nie zadowolimy się miejscami w połowie stawki. Pojawienie się dziecka wszystko zmieniło. Zwłaszcza patrzenie na świat. W związku z tym, że jesteśmy mocno związani ze sportem, to chcielibyśmy zaszczepić w naszym synku miłość do wszelkiej aktywności ruchowej. Pokazać mu, że ruch to nie tylko zdrowie, ale też popularne endorfiny. Łatwo nie jest, wiele osób muszę angażować do pomocy i opieki nad Ksawerym. Dlatego znajduję czas na trening i starty w Pucharze Świata. Nie mogę na nic narzekać – mówi.

Kasia (ur. 21 marca 1988 w Zakopanem) w mistrzostwach Polski seniorek zdobyła czterokrotnie srebrny medal (2012, 2013, 2014, 2016), ponadto w 2011 i 2013 zdobyła mistrzostwo Polski w maratonie MTB, w 2012 wicemistrzostwo Polski w MTB, w 2013 mistrzostwo Polski w sprincie MTB, w 2010 wicemistrzostwo Polski w sztafecie MTB.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama