18.11.2015 | Czytano: 1581

Byle do przodu

Piłkarze klasy A w różnych nastrojach udali się na zimowy odpoczynek. Pierwsza część sezonu miała mniejszych i większych wygranych oraz tych, którzy najchętniej zapomnieliby o minionych miesiącach. O lidze rozmawiamy z ekspertem Wiesławem Klagiem.

- Liga oczarowała czy rozczarowała?

- Ani jedno, ani drugie. Poziom jest słaby i zróżnicowany, ale nie ma co psioczyć, bo generalnie, uwzględniając zespoły z wyższych lig, poziom futbolu na Podhalu poszedł w górę. W historii podhalańskiego piłkarstwa nigdy tyle drużyn nie występowało na wyższych szczeblach. Przecież nasz region w trzeciej lidze reprezentują dwa kluby, w czwartej – cztery, a w piątej –trzy. W związku z tym nie ma kto grać w klasie A.

- Które drużyny przyjemnie się ogląda?

- Poukładany i dobry futbol prezentuje lider, rezerwy NKP. Grę tej drużyny z przyjemnością się ogląda. Ciekawy futbol prezentuje beniaminek z Orawy. Po B-klasowej banicji odbudował się i powstała dobra drużyna, która ma szansę powalczyć o awans. Piłkarze z Jabłonki szczególnie w meczach wyjazdowych są groźni z kontrataków. Mają szybkich napastników. Orawa gra skuteczny i szybki futbol. Od lat ugruntowaną pozycję ma Lubań. Szkoda tylko, że każdą rundę kiepsko zaczyna, ale w miarę rozkręcania się rozgrywek, piłkarze również się rozkręcają. Lubań ma świetny bilans bramkowy. Najmniej tarci goli, dużo ich zdobywa. Jak już dopadnie słabszego rywala, to nie ma litości, urządza sobie poligon strzelecki i odprawia przeciwnika z pokaźnym bagażem bramek. Wynik 10:1 i 9:1 mówią same za siebie, a solą każdego meczu są bramki. Niespodzianką in plus jest postawa piłkarzy z Zaskala. Stanisław Stroma dobrze poukładał klocki, drużyna z rundy na rundę gra coraz lepiej. Rozczarowują mnie Wierchy. Poczynili wzmocnienia, zapewne z myślą o awansie, a tymczasem wynik nie jest taki jak oczekiwano. Rabczanie mają w swych szeregach najlepszego strzelca 22 -letniego Kamila Lupę, który mimo młodego wieku zwiedził już kilka klubów, w tym Sandecję. Dokooptowano do niego Homoncika i 42- letniego Banię z przeszłością korupcyjną. Grał w słynnym meczu Zagłębia z Cracovią, po którym za korupcję został zdyskwalifikowany na pół roku. Ziobrowski, to kolejny gracz z zaciągu, który poprzednio grał w Zawadzie. Z takim składem piąte miejsce nie jest wielkim osiągnięciem.

- Po grze jakich drużyn można było dostać niestrawności?

- Nie da się oglądać poczynań piłkarzy z Klikuszowej i Ludźmierza. Oba zespoły wybitnie sobie nie radzą. Do historii przejdzie osiągnięcie Lepietnicy. Nie pamiętam, żeby w jednej rundzie drużyna dostała dziewięć czerwonych kartek. Trudno się dziwić, że nie mogła się pozbierać na boisku. Największym zaskoczeniem jest jednak Wiatr. Pomyślałby kto, że drużyna, która jeszcze nie tak dawno aspirowała do awansu, z taką bazą, z tradycjami będzie zamykać ligową tabele? Dobrze pracująca z młodzieżą, a nie ma to przełożenia na seniorów? Atmosfera i stosunki personalne to wytrych do niepowodzeń.

- Wiatr ma problemy kadrowe od momentu kiedy w pobliskich miejscowościach powstały drużyny. Rogoźnik, Zakale, Krauszów. Przez to jest mniejszy nabór, musi się opierać na własnej społeczności.

- Zgadza się. Na pewno to jedno ze źródeł niepowodzeń, chociaż miejscowość jest duża i kłopotów nie powinno być. Zdaje sobie sprawę, że wcześniej do Wiatru zgłaszali się piłkarze z okolicznych miejscowości i pozostawali w nim utalentowani zawodnicy. Teraz trzeba pracować na własny rachunek i jak widać nie ma to przełożenia na wyniki. W Ludźmierzu mają wszystko, a jednak jest to zaprzeczeniem tezy o futbolu. W historii klubu przewinęło się wielu dobrych piłkarzy i trenerów. Wymienię dwa nazwiska najbardziej znanych szkoleniowców –Andrzej Iwan i Bartłomiej Walczak. Wykonali w Ludźmierzu dobrą robotę.

- A jak oceniasz beniaminków?

- O Orawie już wspominałem. Skałka miała różne momenty, ale jest w środku tabeli. Najsłabiej radzi sobie Przełęcz, chociaż również miała dobre mecze. Ogólnie beniaminkowie radzą sobie nieźle. Okazuje się, że różnica między B i A klasą nie jest duża. Kiedyś naprawdę była duża.

- Co cię najbardziej niepokoiło?

- Hokejowe rezultaty. Zbyt dużo ich było. Świadczy to nie tylko radosnej twórczości piłkarzy, ale także o braku dyscypliny na boisku, a nawet o przygotowaniu. Niepokoi też fakt, iż wiele zespołów ma problemy ze skompletowaniem jedenastki na mecz. Prezesi czy kierownicy drużyn wydzwaniają za graczami, jeżdżą za nimi po domach, by wyjść w komplecie na boisko. Z tego też powodu sporo spotkań rozpoczynało się z poślizgiem, bo czekano aż dołączy brakujący piłkarze. Drużyny często rozpoczynały mecz w dziewięciu czy dziesięciu. W kilku spotkaniach grano tak przez 90 minut, w innych w trakcie dochodzili zawodnicy. To jest niepokojące. W końcu to najwyższa klasa rozgrywkowa na Podhalu.

- Wpadli ci w oko jacyś piłkarze?

- W NKP byli piłkarze, którzy zasmakowali trzecioligowego chleba i byli wyróżniającymi się postaciami – Misiura, Duda. Lupa z Wierchów, najlepszy snajper ligi. Wysokie umiejętności ma ten piłkarz. Zaskoczyła mnie postawa Bukowskiego, na którym opiera się gra Skałki.

- Zauważyłeś jakąś taktykę, czy preferuje się styl „kopnij i biegnij”?

- W czołowych zespołach jest jakaś myśl taktyczna. Pozostałe grają tradycyjnie, stosując góralską zasadę „ byle do przodu”, z pominięciem środka. Obrona tradycyjna. Nie próbuje nikt eksperymentować. Sędziowie nie są najwyższych lotów, wiec zespoły nie próbują ryzykować ze spalonym. Nie grają w linii.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama