18.10.2015 | Czytano: 1946

IV liga: Firek daje Lubaniowi lidera(+zdjęcia)

Hat-trick Mateusza Firka dalej Lubaniowy fotel lidera. Szaflary w osłabionym składzie pokonują na wyjeździe Tymbark. Porażek na swoich boiskach doznała Watra i KS Zakopane.

Lubań Maniowy – Glinik Gorlice 3:1 (1:0)
1:0 M. Firek 15,
2:0 M. Firek 66,
3:0 M. Firek 69,
3:1 Grela 90.

Sędziował: Grzegorz Mikuła z Wieliczki.
Widzów: 150

Lubań: Świerad – Gołdyn (65 K. Kurnyta), D. Firek, Górecki, Czubiak ŻK – Karkula (58 Nowak), Kołodziej ŻK (80 Jandura), M. Firek, Migacz – S. Kurnyta, Basisty.
Glinik: Harwat ŻK – Drąg, Szary, Ogrodnik, Laskoś (52 Jabłczyk) – Stępkowicz, Serafin (84 Czechowicz), Dziedzic, Rząca – Majcher (75 Rąpała), Grela ŻK.

Po ubiegłotygodniowej wygranej w Barcicach drużyna Lubania uchodziła za faworyta w meczu z Glinikiem Gorlice. I maniowianie ten mecz wygrali ale nie bez problemów. Bohaterem spotkania został niespełna 18 letni Mateusz Firek, który w tym spotkaniu ustrzelił hactricka.

W 15 min goście mogli objąć prowadzenie. Piłka trafiła w pole karne Lubania pod nogi Majchra, którego pierwszy strzał obronił Świerad, a dobitkę zblokowali obrońcy gospodarzy. Za moment akcja przeniosła się na drugą stronę boiska. Basisty przedarł się lewym skrzydłem, z linii końcowej dograł na 10 metr do M Firka, który przytomny, mierzonym uderzeniem pokonał Harwata. Po zdobyciu gola Lubań oddał inicjatywę przyjezdnym i Ci przed przerwą stworzyli sobie trzy sytuacje, z który mogli wyrównać. Dwukrotnie uderzał Grela. Za pierwszym razem fatalnie jednak skiksował, a za drugim uderzył w środek bramki i Świerad nie miał problemów z obroną. Okazje miał też Dziedzic, ale i z jego płaskim uderzeniem poradził sobie golkiper gospodarzy.

Goście mogli pokusić się o gola już w pierwszej akcji drugiej połowy. Majcher nie trafił jednak w piłkę będąc tuż przed bramką. W odpowiedzi z 20 metrów uderzył S. Kurnyta, ale wprost w Harwata. Golkiper gości popisał się kapitalna paradą w 60 min, instynktownie broniąc uderzenie z 8 metrów Czubiaka. W 66 min gospodarze podwyższyli prowadzenie. Gościom ponownie we znaki dał się duet Basisty – M. Firek. Pierwszy z okolic środka boiska zagrał prostopadle, a drugi wygrał starcie sam na sam z Harwatem. Trzy minuty później zaledwie 17 letni napastnik Lubania miał już trzy gole na koncie. Tym razem świetnym podaniem obsłużył go Nowak, po którym znów znalazł się sam przed bramkarzem i ponownie nie dał mu szans. W doliczonym czasie gry rozmiary przegranej gości zmniejszył Grela.

- Cieszy kolejne zwycięstwo. Samo spotkanie nierówne w naszym wykonaniu. Po zdobyciu bramki przestaliśmy grać. Oddaliśmy pole przeciwnikowi i gdyby ten wykazał się skutecznością różnie mogły być. Po przerwie graliśmy już całkiem nieźle, ale znów prowadząc 3:0 swoja nonszalancją zrobiliśmy sobie nerwówkę w końcówce. Na pewno osobne słowa pochwały należą się Mateuszowi za jego wyczyn – ocenił trener Lubania, Łukasz Biernacki.


KS Zakopane – Barciczanka Barcice 0:3 (0:1)
0:1 Maślejak 40 karny,
0:2 Tokarczyk 49
0:3 Janczarzyk 62.

Sędziował: Łukasz Łabuzek z Chrzanowa.
Widzów 100.

Zakopane: Dziedzic – Frasunek, Sawina, Gaura (CZK), Chrobak (30 Murzyn), Witoń (46 Floryn), Kurnyta, Stalmach, Drabik, Stępień (70 Gąsienica Bednarz), Król.
Barciczanka: Bieniek – Szczepaniak, Łukasik Zinyak, Kalioz, Krupa, T. Zawiślan (ŻK), Maślejak (ŻK), A. Zawiślan (ŻK), Tokarczyk, Janczarzyk (85 Szteniowicz).

W smutnym nastroju rozpoczął się IV ligowy mecz KS Zakopane z Barciczanką Barcice na stadionie przy ul. Orkana w Zakopanem. Piłkarze i nieliczni kibice minutą ciszy oddali hołd zmarłemu członkowi zarządu zakopiańskiego klubu i wieloletniemu działaczowi Podhalańskiego Podokręgu Stanisławowi Curlejowi.

Ten smutek przerodził się w przygnębienie po bezdyskusyjnej porażce zakopiańskich piłkarzy z jednym z faworytów ligi. Chyba tylko łaskawości zawodników Barciczanki i ich swoistemu egoizmowi zawdzięczają gospodarze, że nie zaszli z boiska z większym bagażem bramek. Trudno niestety liczyć na więcej gdy podstawowi gracze spóźniają się na mecz, a ci co ich zastępują nie mają umiejętności koniecznych do gry w IV lidze. Takie są niestety realia zakopiański piłki. Już w 1 minucie w doskonałej sytuacji do zdobycia gola znalazł się Janczarzyk, ale napastnik Barciczanki zupełnie nieatakowany w sytuacji sam na sam przestrzelił. Chwilę po tym Tomasz Zawiślan, widząc wysuniętego bramkarza KS Zakopane zdecydował się na strzał z 40 metrów ale Dziedzic kapitalną interwencję wybił zmierzającą w okienko bramki piłkę nad poprzeczkę. Po 10 minutach wreszcie akcję zorganizowali gospodarze. Po wymianie podań w polu karnym na bramkę z 11 metrów strzelał Król ale był odwrócony tyłem do bramki i uderzył ponad bramkę. Jeszcze raz Andrzej Król miał okazję do strzału na bramkę gości z rzutu wolnego podyktowanego za faul na Stępniu. Trafił piłką w mur. W 18 minucie mocny i precyzyjny strzał Krupy Damian Dziedzic końcami palców po kapitalnej paradzie sparował na róg. Barciczanka atakowała nieustanie i nawet dwa razy umieściła piłkę w siatce gospodarzy, ale w obu przypadkach sędzia na sygnalizację asystenta odgwizdał spalonego. W 40 minucie wychodzącego na czystą pozycję Tokarczyka w polu karnym sfaulował Gaura za co arbiter ukarał go czerwoną kartką i przyznał gościom rzut karny pewnie zamieniony na bramkę przez Maślejaka. Za chwilę strzelec gola znalazł się w sytuacji sam na sam z Dziedzicem i nawet strzelił nieźle ale i tym razem zakopiański bramkarz interweniował kapitalnie. Druga połowa meczu zaczęła się od kolejnych ataków drużyny przyjezdnej i w 49 minucie goście podwyższyli na 2:0. Po serii zagrań w polu karnym zakopiańczyków piłka doszła do Tokarczyka, który z 7 metrów pokonał bezradnego Dziedzica. Popis swoich możliwości goście dali w 62 minucie gdy na jeden kontakt rozegrali piłkę, po czym wypuszczony na czystą pozycję z lewej strony Arkadiusz Zawiślan dokładnie dograł piłkę do nadbiegającego Janczarzyka a ten z bliska wpakował ją do siatki. To był gol na skalę możliwości drużyny złożonej w dużej mierze z byłych graczy Sandecji Nowy Sącz. Prowadząc wysoko goście właściwie bawili się z zakopiańczykami nie przymierzając „jak kot z myszką”. Mogli strzelić jeszcze więcej bramek, ale chyba, każdy z piłkarzy Barciczanki chciał wpisać się na listę strzelców co w grze zespołowej nie jest dobrym pomysłem.

- Nie mieliśmy żadnych argumentów, ani tych personalnych ani też w umiejętnościach aby przeciwstawić się drużynie gości. Nasi zawodnicy biegali wokół nich gdy ci swobodnie rozgrywali piłkę. To był trochę przygnębiający obraz - powiedział po meczu trener KS Zakopane Maciej Ejsmond.


Tymbark – Szaflary 1:3 (0:1)
Bramki dla Szaflar: Maciaś 30, 55, Lach 73.

Szaflary: Nykaza – Luberda (46 Gogolak), Strama (46 Antolak), Rusnak, Stanczak – Joniak, Gałdyn, Zubek, Szczerba – Maciaś ŻK, Hajnos (72 Lach ŻK, ŻK, CZK 85).

Szaflary na mecz do Tymbarku pojechały bez swoich trzech podstawowych zawodników: Floriana Kamińskiego, Dariusza Babonia i Mateusza Jarząbka, którzy akurat teraz wybrali się na urlopy. Nawet w absolutnie najsilniejszym składzie szaflarzanie faworytem spotkania w Tymbarku by nie byli a co dopiero tak personalnie osłabieni. W piłce nożnej jak widać wszystko jest możliwe. Nastawiona wybitnie defensywnie drużyna z Szaflar niespodziewanie w 30 minucie zdobyła prowadzenie. Stańczak zagrał na skrzydło do Szczerby a ten dośrodkował przed bramkę gospodarzy, gdzie Mariusz Maciaś bezsprzecznie bohater spotkania w drużynie Szaflar dopełnił formalności lokując piłkę w bramce Tymbarku. W 55 min po prostopadłym podaniu od Dawida Hajnosa, Maciąś wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gospodarzy, ograł go i wpakował futbolówkę do pustej bramki. W 72 minucie gospodarze doprowadzili do kontaktu bramkowego bowiem zasłonięty Nykaza przepuścił strzał zza pola karnego. W 73 min Maciaś zaliczył asystę. Po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową piłkę do bramki posłał Tomasz Lach, który dwie minuty wcześniej pojawił się na boisku, a 12 minut potem w konsekwencji dwóch żółtych kartek, obejrzał czerwoną kartkę.

- Zagraliśmy perfekcyjny mecz taktycznie. Po ostatnim przegranym spotkaniu wyciągnęliśmy wnioski. Pod nieobecność kilku podstawowych zawodników, zmiennicy pokazali, że są w pełni gotowi do gry. Chwała drużynie za serce włożone w to spotkanie – ocenił trener Szaflar, Stanisław Budzyk.


Watra Białka Tatrzańska – Poprad Rytro 0:1 (0:1)
0:1 K. Dziedzina 5.

Sędziował: Dawid Malczyk z Chrzanowa.
Widzów: 100

Watra: Majerczyk – Nowobilski, Olbrycht, Łojek, Kowalczyk – Piszczek, Kalita, Kostruko, Petrus – Moraniec, Kuchta.
Poprad: Długosz – Ciężobka ŻK, Michał Pawlik ŻK, Kołdras, Lizoń – Duda, S. Dziedzina ŻK, K. Dziedzina, Marcin Pawlik ŻK - Filip (35 Iwański), Poczkajski.

Plasująca się dotychczas wysoko w tabeli Watra Białka Tatrzańska zaliczyła przykra wpadkę na swoim boisku przegrywając z Popradem Ryto 0:1. Decydująca o losach meczu akcja miała miejsce już w 5 min. Wtedy goście mieli rzut wolny tuż przed polem karnym gospodarzy. Do piłki podszedł K. Dziedzina i mocnym strzałem umieścił piłkę w bramce. Tuż przed przerwą ten sam zawodnik uderzał z podobnej pozycji, ale tym razem efektowną interwencją popisał się Majerczyk. Gospodarze mogli, a nawet powinni wyrównać w 17 min, ale Olbrycht stojąc sam przed bramką fatalnie spudłował. W drugiej połowie niewiele działo się na murawie. Poza niecelnym strzałem Dudka, i obronionym przez Majerczyka uderzeniu S. Dziedziny oba zespoły sytuacji bramkowych sobie nie stworzyły.

Tekst i zdjęcia Ryb

Komentarze







reklama