04.10.2015 | Czytano: 1319

IV liga: Udany weekend

AKTUALIZACJA: Bardzo udany weekend miały podhalański drużyny w IV lidze. W sobotę Watra pokonała lidera a w niedzielę trzy punkty zdobyło Zakopane i Lubań. Jedynie LKS Szaflary zremisowały na boisku w Ciążkowicach.

Watra Białka Tatrzańska – Barciczanka Barcice 2:0 (2:0)
1:0 Dudek 27,
2:0 Lichacz 33 z karnego.

Sędziował: Jarosław Kunźniar z Krakowa.
Widzów: 200

Watra: Majerczyk – Kuchta, Olbrycht, Łojek, Plata – Piszczek (53 Moraniec), Kalita (81 Nowobilski), Kosturko, Dudek (86 Rabiański) – Petrus ŻK, Lichacz ŻK (90 Zagata).
Barciczanka: Bieniek – Szczepanik, Łukasik ŻK, Zinyak, Solarz (56 Jancarczyk) – Krupa ŻK, Maślejak ŻK, Chochorowski ŻK, Kalisz – K. Tokarczyk, Tarasek.

Piłkarskie mecze Watry Białka Tatrzańska z Barciczanką Barcice z nieznanych zresztą powodów zawsze są niezwykle zacięte niezależnie od miejsc zajmowanych w tabeli przez oba zespoły. Nie inaczej było w sobotę w Białce Tatrzańskiej
Faworyzowany zespół lidera Barciczanka przeważała przez całe spotkanie a zwycięstwo odniosła Watra. I to goście jako pierwsi mogli objąć prowadzenie. W 23 min Kalisz dopadł do piłki w polu karnym, uderzył z bliska, ale udanie interweniował Majerczyk. W 27 minimalnie z dystansu chybił Krupa. Minutę później gospodarze tak naprawdę przeprowadzili pierwszą składną akcję i od razu dała przyniosła ona im gola. W kontrującej akcji piłka trafiła na prawą stronę do Dudka, ten wygrał pojedynek biegowy z dwoma zawodnikami Barciczanki, wbiegł w pole karne, sprytnie zwiódł bramkarza i celnie uderzył po tzw. krótkim rogu. W 30 min wyrównać mógł Tarasek, który wślizgiem chciał wepchnąć piłkę do bramki. Na linii bramkowej zatrzymał ją jednak Majerczyk. W 33 min gospodarze podwyższyli prowadzenie. Świetne prostopadłe podanie Kality trafiło do Lichacza, a ten w polu karnym został powalony na ziemię przez Bieńka. Arbiter wskazał na rzut karny, którego sam poszkodowany zamienił na gola. Po zmianie stron obraz gry nic się nie zmienił goście atakowali i stwarzali sobie okazje do zdobycia bramek, głównie za sprawa wprowadzonego Jancarzyka. W 57 min jego uderzenie głową obronił Majerczyk, w 73 min kolejny strzał z główki przeszedł nad porzeczką, a w 90 min Jancarzyk skiksował z 12 metrów

- Potwierdziliśmy tym meczem, że na swoim boisku wygrać możemy z każdym. Trzeba oddać rywalom, że bardzo dobrze operowali piłką, przez co inicjatywa należała do nich. Tyle, że myśmy się bardzo mądrze bronili i czyhali na swoje szansę. Dwie z nich wykorzystaliśmy przed przerwą co też pozwoliło nam już w drugiej połowie skoncentrować się na destrukcji, w której byliśmy bardzo skuteczni – cieszył się zaraz po spotkaniu grający trener Watry, Mirosław Kalita.


KS Zakopane – Skalnik Kamionka Wielka 1:0 (0:0)
1:0 Witoń 88.

Sędziowała Agnieszka Olesiak z Limanowej.
Widzów 100.

Zakopane: Dziedzic - Floryn (ŻK, ŻK, CZK 90), Gubała (70 Gaura), Frasunek, Sawina, Stalmach, Drabik (ŻK), Stępień (ŻK), Kurnyta, Król (60 Witoń), Kasperczyk (CZK 89).
Skalnik: Olchawa – Skrzypiec ŻK, Hasior, Dyląg, Kłębczyk, Chochla, Znamirowski, P. Nowak, S. Nowak, Bajdel ŻK, Szczurek (46 Jabłoński)

Kibice KS Zakopane zapewne szybko zechcą zapomnieć o meczu swojej drużyny ze Skalnikiem Kamionka Wielka. Wprawdzie na stadionie przy ul Orkana gospodarze wygrali ale po spotkaniu stojącym na bardzo słabym poziomie. Niestety do tego poziomu dostosowała się prowadząca ten mecz sędzina z Limanowej Agnieszka Olesiak. Nie chodzi tu o decyzje, które podejmowała (chociaż też), ale o przedłużenie meczu aż o 7 minut.

Na początku spotkania wbiegający w pole karne Andrzej Król został sfaulowany. Sędzina zareagowała dość późno i gdy wszyscy spodziewali się rzutu karnego pani Olesiak nakazała rzut wolny z 16 metrów. Strzał Króla trafił idealnie w środek muru. Po tym wolnym z boiska zaczęło wręcz wiać nudą. Wreszcie w 19 minucie na indywidualną akcję zdecydował się Kasperczyk i łatwo ograł trzech rywali a następnie uderzył z 7 metrów na bramkę, jednak ten strzał został przez obrońcę Skalnika zablokowany. W 34 minucie po stracie piłki w środku pola przez gospodarzy drużyna Skalnika w sile trzech graczy przeprowadziła kontrę a w jej finalnym stadium w dobrej pozycji strzeleckiej znalazł się Bajdel, ale nieczysto trafił w piłkę i Dziedzic przerzucił futbolówkę nad poprzeczkę. Minute później po szarży Bajdela napastnik Skalnika zawadził o nogi Frasunka już w polu karnym ale sędzina znowu nakazała rzut wolny z 16 metrów. Także goście z tego wolnego trafili tylko w mur. Zaraz po wznowieniu gry na drugą połowę goście mieli świetna okazję do zdobycia gola. Piotr Nowak był w sytuacji sam na sam z dziedzicem ale bramkarz KS Zakopane desperackim wyjściem spowodował, że strzał trafił w niego. Kolejna okazję Skalnik miał w 55 minucie po stracie piłki przez Kurnytę. I znowu w sytuacji sam na sam znalazł się Bajdel i nawet strzelił celnie w krótki róg i kolejny raz D. Dziedzic nie dał się zaskoczyć. W 68 minucie po serii rzutów rożnych na bramkę z najbliższej odległości strzelał Znamirowski i będąc praktycznie metr od bramki przeniósł piłkę ponad poprzeczkę. Pięć minut później gospodarze zrewanżowali się podobnie zmarnowaną okazją. Po zagraniu z kornera strzelał Gaura i siatka zatrzepotała. Kibice wznieśli już okrzyk „jest” tymczasem to była tylko boczna siatka. Kolejne minuty upłynęły na atakach drużyny gości, ale jakiekolwiek ich próby rozbijały się o świetnie dysponowanego Damiana Dziedzica. Tymczasem po jednej z zupełnie niegroźnie wyglądającej akcji w zamieszaniu pod bramka Skalnika Witoń z linii bramkowej wepchnął piłkę do siatki i gospodarze objęli prowadzenie. W kolejnych minutach sędzina po czerwonych kartkach odesłała dwu graczy Zakopanego do szatni mimo że mecz został przedłożony o 7 minut gospodarze obronili to jednobramkowe prowadzenie.

- Doprawdy trudno coś pozytywnego powiedzieć o tym meczu. Nie chcę używać pejoratywnych określeń ale gra obu drużyn była beznadziejna. Martwi mnie przede wszystkim, brak zaangażowania, twardej walki u młodych zawodników. Oczywiście w meczach ligowych najważniejsze są punkty i te udało się nam zdobyć i to jest dla nas jedynym pozytywnym akcentem tego spotkania -podsumował mecz trener KS Zakopane Maciej Ejsmond.


Wolski Lubań Maniowy – GKS Drwinia 2:1 (1:1)
1:0 S. Kurnyta 25,
1:1 Nwachukwu 34 z karnego,
2:1 Kasica 90.

Sędziował: Kamil Sikora z Krakowa.
Widzów: 150

Lubań: Świerad – Migacz (80 D. Firek), Czubiak, Górecki, Gołdyn – Karkula (60 Ziemianek), Kołodziej ŻK, ŻK, CZK 76, M. Firek (68 Jandura), K. Kurnyta (46 Kasica) – Basisty, S. Kurnyta.
Drwinia: Przybyś – Kudelski, Jurek, Tomala, Cygan (85 Mikler) – Rachwalski (63 Madej), Rakoczy, Kaczmarczyk ŻK, Rynduch – Gawlik ŻK (70 Stawiarski), Nwachukwu.

Była trzecia minuta doliczonego czasu gry. Spod własnej bramki piłkę mocno wykopał pod pole karne gości Świerad, tam S. Kurnyta zgrał ją pod nogi wprowadzonego na boisko po przerwie Kasicy, który nie zastanawiając się mocno uderzył i zdobył zwycięskiego gola. Był to gol zwycięski dla Lubania. Gospodarze prowadzili od 25 min po akcji prawą stroną M. Firka i uderzeniu z 16 metrów S. Kurnyty. Goście wyrównali w 34 min. Po faulu Gołdyna na Gawliku, rzut karny wykorzystał Nwachukwu. Chwilę przed drugą bramką dla Lubania, świetnej okazji dla grających od 75 min z przewagą jednego zawodnika gości nie wykorzystał Mikler.

- Najważniejsze, że wreszcie dopisujemy do swojego dorobku 3 punkty. Jak to mówią zwycięzców się nie sądzi. Na pewno nie był to jakiś wybitny mecz w naszym wykonaniu. Nie szło nam głównie na bokach, co zazwyczaj jest naszą silną stroną. Dziś przegrywaliśmy większość pojedynków 1 na 1, stąd ciężko było coś wykreować pod bramką przeciwnika. Dopisało nam szczęście, ale ono w piłce też jest potrzebne. Mam nadzieję, że ta wygrana sprawi że wskoczymy na odpowiednie tory – ocenił trener Lubania, Łukasz Biernacki.


Ciężkowianka Ciężkowice – LKS Szaflary 1:1 (1:0)
Bramka dla Szaflar: Lach 55

Szaflary: Nykaza – Luberda (67 Zubek), Jarząbek (46 F. Kamiński), Rusnak (70 Strama), Stanczak – Gogolak, Antolak, Gałdyn, Joniak (46 Lach) – Baboń, Maciaś.

- Po pierwszej bardzo słabej w naszym wykonaniu połowie i w efekcie straconym w 45 min golu, w drugiej już dominowaliśmy na boisku. Strzeliliśmy można powiedzieć dwa gole, ale arbiter uznał tylko jedno trafienie. W drugim przypadku nie zauważył, że piłką całym obwodem przeszła linię bramkową. Szanujemy jednak ten punkt, wywalczony na trudnym terenie – ocenił trener Szaflar, Stanisław Budzyk.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama