- Puchar Podhala to piękna impreza – twierdzi nasz ekspert, Wisław Klag. – Cieszy, że pozytywnie odbierają ją drużyny. To okazja skonfrontowania sił mocniejszych ze słabszymi. Ci drudzy mają handicap w postaci goszczenia wyżej sklasyfikowanej drużyny na własnym boisku. Kibice z tych miejscowości mają okazję zobaczyć najlepszych futbolistów Podhala. Jeśli chodzi o pierwszą rundę, to padło tylko jedno niespodziewane rozstrzygniecie. Chabówka wyeliminowała Tylmanową, zespół, który ma aspiracje do gry w piątej lidze. Co prawda Chabówka to czołówka klasy B, a zespoły z tej ligi, które awansują wyżej, wcale nie są chłopcami do bicia, ale… Być może gra w tygodniu sprawiła, że tylmanowianie podeszli do meczu na luzie. Niespodzianki są jednak clou pucharowej rywalizacji.
- Po latach nastąpiła zmiana formuły rozgrywania pucharu. Wprowadzono system drabinkowy.
- Rywalizacja powinna wyłonić najlepszą drużynę, która będzie reprezentowała podokręg w dalszej fazie Pucharu Polski. Powinien być to zespół, którego piłkarskie środowisko nie powinno się wstydzić. To powinno być głównym celem władz i podhalańskiego piłkarstwa. Tymczasem drabinka nie do końca spełnia te warunki. Nie powinien decydować ślepy los o przydziale najlepszych drużyn do prawej czy lewej części gałęzi drabinki. Powinien włączyć się mózg i je rozstawić po przeciwnych stronach. Nie powinny potykać się w tej samej połówce, a nie daj Boże już na początku rozgrywek, bo wtedy obniża się rangę imprezy. Chodzi też o jakość, a nie zabawę. Pamiętamy lata, kiedy w finały kończyły się hokejowymi rezultatami. Jakaż to wtedy była promocja imprezy? Jeśli poważnie traktujemy imprezę, to w finale powinny bić się najlepsze drużyny. Finał ma być wisienką na torcie. Ma być kumulacją tego co najlepsze w podhalańskiej piłce. Ma pokazać jaki jest potencjał piłkarki i organizacyjny podokręgu.
- W środowisku piłkarskim dużo się mówi, że rozgrywki pucharowe prowadzone są z rocznym wyprzedzeniem i w przypadku, gdyby drużyna z Podhala awansowała do drugiej ligi doszłoby do konfliktowej sytuacji?
- Na razie nie ma nas w drugiej lidze, ale nie należy wykluczyć, dopóki piłka w grze, że po tym sezonie może się tak stać. Dokładnie nie jestem wgłębiony w tajniki regulaminu, ale z tego co wiem, to drużyna z drugiej ligi automatycznie włączona jest do walki o Puchar Polski. Rzeczywiście wtedy może być konflikt interesów, bo wyłaniamy triumfatora rok wcześniej. Może trzeba zmienić regulamin rozgrywek, dopuszczający także grę triumfatora lub finalistę Pucharu Podhala. To jest już w gestii ludzi, którzy kierują piłką na Podhalu.
- Dlaczego gramy z wyprzedzeniem?
- Wymusił to klimat, bo kiedyś nie zdążyliśmy wyłonić zwycięzcę trofeum. Teraz nie ma już problemu z klimatem. Mamy też sztuczne nawierzchnie, lepsze boiska, można więc grać tak jak wszyscy.
- Czy finał Pucharu Podhala powinien być zawsze rozgrywany w Nowym Targu?
- Jest wiele plusów, które wskazują na stolicę Podhala. Logistycznie jest to najlepsze miejsce. Mamy piękny stadion, wreszcie z prawdziwego zdarzenia. Jest to centrum, które ściągnie kibiców i media.
Stefan Leśniowski










