Po wygranej w derbach z Huraganem Jarmuta Szczawnica zremisowała w wyjazdowym spotkaniu z ULKS Korzenną 2:2. Mecz na dobrze jeszcze się nie zaczął jak gospodarze uzyskali rzut karny. Po błędzie Ojrzanowskiego zawodnik gospodarzy wyszedł na pozycję sam na sam i został nieprawidłowo powstrzymany przez bramkarza Jamuty w polu karnym. Bobak jednak naprawił swój błąd i obronił podyktowaną „jedenastkę”. Kolejny błąd obrońcy drużyny przyjezdnej został zdyskontowany przez drożynę gospodarzy już bezbłędnie. Zawodnik Korzennej po ograniu Jasiurkowskiego w sytuacji sam na sam pewnym strzałem umieścił futbolówkę w dalszym rogu bramki. Goście długo nie mogli złapać meczowego rytmu i dopiero na zakończenie pierwszej odsłony spotkania udało się im przeprowadzić składną akcję. W jej finalnym stadium Marcin Pietrzak wygrał w polu karnym gości pojedynek jeden na jeden z obrońcą i sprytnym strzałem pokonał interwencyjnego Artura Sejuda. Po zmianie stron apetyty gości znacznie wzrosły, ale w 60 minucie przytrafił się im kolejny błąd w obronie. Mastalski przy próbie wybicia piłki trafił w rękę swojego kolegi z drużyny i sędzia po raz drugi podyktował w tym meczu rzut karny tym razem bezbłędnie wykorzystany przez gospodarzy. Jarmuta wzięła się ostro do odrabiania straty i po rogu Babika i podaniu Urbana do Pawełczaka ten gdyby strzelał natychmiast pewnie zdobył by gola. Napastnik Jamuty zwlekał jednakże ze strzałem i jego uderzenie zostało wybite z linii bramkowej. W końcówce spotkania drużynie z Miasta Zdrojowego udało się jednak doprowadzić do remisu. Babik ponownie zacentrował z rzutu rożnego a Pawełczak tym razem już pewnie umieścił futbolówkę w bramce gospodarzy.
- Jesteśmy zadowoleni z wywalczenia jednego punktu w Korzennej. Jest ku temu kilka powodów. Na dzisiejszym meczu zabrakło z rożnych zresztą powodów trzech naszych zawodników z zazwyczaj wyjściowej jedenastki: J. Pierzaka, Ł. Wierciocha i Boruckiego. Ponadto przyszło nam grać na kiepskim i małym boisku. Nim przystosowaliśmy się do warunków boiskowych minęła niemal cała pierwsza połowa spotkania. W tej sytuacji uważam remis za zdobycie jednego oczka. Korzenna na swoim boisku to trudny rywal i owszem miała inicjatywę, ale my podjęliśmy walkę i udało się uzyskać korzystny rezultat – podsumował mecz trener Jarmuty Jerzy Grabara.
UKS Korzenna – Jarmuta Szcawnica Zdrój 2:2 (1:1)
Bramki dla Jarnuty: M. Pietrzak 45, Pawełczak 83.
Jarmuta: Bobak – Hrydziuszko, Ojrzanowski, Diop, Jasiurkowski, Babik, Mastalski (70 D. Ciesielka), M. Pietrzak, Mlak, Urban, Pawełczak.
Tak fatalnej serii spotkań piłkarze Huraganu zapewne nie pamiętają. Niestety w kolejnym meczu w Pisarzowej waksmundzianie też przegrali tym razem wysoko 1:4. Tym razem to nie pech, ale słabsza gra na tle rywala była przyczyną porażki. Coś się w grze Huraganu zablokowało. A początek meczu był nawet obiecujący. To Huragan jako pierwszy przeprowadził dobrą akcję. W 12 minucie Bartłomiej Handzel zagrał do J. Mroszczaka a ten z kolei dośrodkował w pole karne do Siuty, który jednak uderzając piłkę z około 11 metrów posłał futbolówkę ponad poprzeczkę. W 17 minucie to jednak gospodarze objęli prowadzenie. Cyrwus w sytuacji ratunkowej sfaulował w polu karnym szarżującego rywala i sędzia podyktował rzut krany. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Pociecha. W 28 minucie goście mieli rzut wolny. Po dośrodkowaniu w pole karne Maciej Handzel strzelając trafił „tylko” w boczną siatkę. W 35 minucie Kociołek wykorzystując złe ustawienie obrońców Huraganu posłał prostopadłe podanie do wychodzącego na czystą pozycję Pawła Zygmunta, którego strzał z 10 metrów wylądował w siatce. Początek drugiej odsłony spotkania był bardziej wyrównany a w 59 minucie goście zdobyli kontaktowego gola. Bartłomiej Mroszczak zagrał do wychodzącego na czystą pozycje Chorążaka, który w sytuacji sam na sam strzałem z narożnika pola karnego pokonał bramkarza Olimpii. Jeszcze w 68 minucie goście mieli szansę na doprowadzenie do remisu, ale strzał Cyrwusa z wolnego aczkolwiek dobrej marki obronił bramkarz. W 75 minucie gospodarze podwyższyli jednak na 3:1. Była to jakby kopia drugiej strzelonej przez nich bramki. Prostopadłe podanie Kubickiego na gola zamienił wprowadzony Sobonkiewicz. W 80 minucie gospodarze przypieczętowali swoją wygraną kolejnym golem strzelonym z rzutu karnego. Wychodzącego na sytuację sam na sam z Rejczakiem Wańczyka sfaulował Józefczak i poszkodowany sam wymierzył sprawiedliwość. Szanse na zmniejszenie rozmiarów przegranej miał w ostatniej minucie spotkania Mozdyniewicz, ale z uderzając piłkę 10 metrów trafił wprost w bramkarza.
Olimpia Pisarzowa – Huragan Waksmund 4:1 (2:0)
Bramki: Pociecha 17 karny, P. Zygmund 35, Sobonkiewicz 73, Wańczyk 80 karny – Chorążak 59.
Huragan: Rejczak – Cyrwus, K. Potoczak, J. Mroszczak (33 A. Mozdyniewicz), Józefczak, B. Handzel, M. Handzel, Chorążak, M. Potoczak (56 Kolasa), K. Waksmundzki, Siuty (46 B. Mroszczak).
Piłkarze Orkan po kontrowersyjnej porażce z Korzenną tym razem wysoko pokonali na swoim boisku LKS Kobylankę 4:1. Była to efektowna wygrana rabian a mogła być jeszcze wyższa gdyby piłkarze Orkana wykorzystali kilka innych stuprocentowych okazji do zdobycia goli. Hac tricka w tym meczu chociaż nie klasycznego ustanowił Patryk Filipek. On w odróżnieniu od niektórych partnerów był bardzo skuteczny. Przez pierwsze 20 minut gra toczyła się w środkowej strefie boiska, obie drużyny grały z pewnym respektem do siebie. Sygnał do ataku dał w 23 minucie Filipek, jego strzał z dystansu bramkarz Kobylanki wybił na róg. Z kolei strzał Skawskiego po podaniu Tepera bramkarz obronił. W rewanżu Teper dostał podanie od Skawskiego, w uliczkę, ale przestrzelił w sytuacji sam na sam z 11 metrów. Co się odwlecze... itd. bo w 30 minucie gospodarze objęli prowadzenie. Skawski zagrał na lewą flankę do Gromczaka, który dośrodkował po ziemi do znajdującego się w polu karnym Filipka. Natychmiastowy strzał P. Filipka wylądował w siatce. W 37 minucie Teper zagrał do Filipka, który w polu karnym okiwał trzech rywali i uderzył w kierunku bramki. Piłka po rykoszecie od jednego z graczy Kobylanki znowu wylądowała w bramce. Kolejną okazję gospodarze mieli na zakończenie pierwszej połowy. Strzał Kosianiaka z 30 metrów bramkarz odbił a dobitka Lenarta w doskonałej sytuacji była niecelna. Pewni swego gospodarze w 50 minucie nieco zabawili się przed swoim polem karnym co wykorzystał Kozioł przejmując piłkę i celnie trafiając z 16 metrów. Natychmiastowa riposta gospodarzy powinna zakończyć się zdobyciem gola. Po rajdzie Filipka i jego dośrodkowaniu Pluta miał doskonałą sytuację do zdobycia bramki, ale strzelał swoją „gorszą” prawą noga i chybił. Nie udało się Plucie wynik podwyższył Filipek. Po prostopadłym zagraniu Skawskiego w sytuacji sam na sam napastnik Orkana posłał piłkę z 11 metrów w bliższy róg bramki. Kolejna okazję miał Gromczak, ale w jej wykorzystaniu nieco przeszkodził mu Filipek. W 75 minucie po rajdzie Skawskiego który w polu karnym gości założył obrońcy „siatkę: i jego odegraniu na 20 metr do Możdżenia grający trener Orkana uderzył a futbolówka po rękach bramkarzach wylądowała w siatce.
Orkan Raba Wyżna – LKS Kobylanka 4:1 (2:0)
Bramki: Filipek 30, 37, 58, Możdżeń 75 – Kozioł 50. Sędziował Roman Baran z Witowa.
Orkan: M. Szklarz – Świder, Skwarek, Możdżeń, Lenart, Teper, Kosiniak (70 Traczyk), Skawski, Pluta (84 Ł. Rapta), Gromczak (84 H. Bochnak), Filipek.
Tekst Ryb










