Sportowe Podhale i Podhale 24 docenia, organizując dla nich plebiscyt. Najlepszym piłkarzem sezonu 2014/15 nasi Czytelnicy wybrali Daniela Mikosia (Wiatr Ludźmierz).
- Futbol dla ciebie to zawód czy zabawa?
- Zdecydowanie zabawa. Piłka nie jest w moim życiu na pierwszym miejscu, nie utrzymuję się z niej. Pracuję. Jestem fizjoterapeutą i tym zarabiam na życie.
- Kiedy zacząłeś kopać futbolówkę?
- O krucze, tak dawno to było. Chyba miałem wtedy siedem lat. Pamiętam, że moim pierwszym trenerem był Andrzej Jabłoński. W grupach młodzieżowych reprezentowałem barwy Wiatru Ludźmierz. Kolejne trzy lata spędziłem w SMS Kraków, uczyłem się w Liceum Sportowym. W międzyczasie, przez 18 miesięcy, grałem w barwach V-ligowej Bronowianki. Kolejnym klubem był Lubań Maniowy, w czwartej i trzeciej lidze. Z Maniów wróciłem do macierzystego klubu, czyli Wiatru.
- Miniony sezon uważasz za udany?
- Nie był wymarzonym, ale zdecydowanie na plusie. Dużo grałem, sporo zdobyłem bramek.
- W Ludźmierzu byłeś grającym trenerem. Która z profesji, zawodnik czy trener, jest trudniejsza?
- Zawód grającego trenera to ciężki kawałek chleba. Za dużo miałem na głowie. Trzeba było myśleć za wszystkich i za siebie. Podejmować decyzje o zmianach, a przecież nie tak łatwo obserwować kolegów będąc z nimi na boisku. Z boku analiza gry jest zdecydowanie łatwiejsza i trafniejsza. Zawodnik z kolei może się skupić tylko na grze, wykonywać powierzone mu zadania na boisku.
- W Ludźmierzu jest świetna baza, a wyniki piłkarzy nie idą w parze. Przyczyna?
- Przez trzy lata mieliśmy ogromną szansę grać w wyższej lidze. Mieliśmy dobry zespół, ale kierujący klubem wykonali ruchy, które okazały się niefortunne. Osłabili zespół. Nie chcieli awansować. Piłkarzom z ambicjami nie wystarczała gra na tym samym poziomie z roku na rok. Chcieli się rozwijać, skonfrontować swoje umiejętności na wyższym poziome. Jeśli nie gra się o jakieś cele, to motywacja spada.
- Byliście drużyną, której trzeba było się obawiać. Tymczasem w aktualnie trwającym sezonie w sześciu meczach zdobyliście zaledwie jeden punkt i zamykacie ligową tabele. Chyba sami nie wyobrażaliście sobie tak fatalnego początku.
- Z półrocznym wyprzedzeniem można było przewidzieć taki scenariusz. Byłem świadom tego. Brakuje kilku chłopaków, którzy ciągnęli ten wózek do przodu. Odszedł Basisty, Grzęda, który teraz nigdzie nie gra, Luberda przeniósł się do Szaflar, a Byrnas wyjechał z kraju do pracy. Jeśli pół drużyny nie gra, to nie ma cię czemu dziwić, że nie punktujemy.
- Jest szansa, że odbijecie się od dna?
- Sportowo można wiele zmienić. Można organizm wytrenować, wybiegać, ale… Kadrowych braków nie da się wypełnić. Nie wiem kiedy zdołamy się odbić od dna. Dwa najbliższe spotkania mogą być kluczowe. Może uda się zdobyć w nich jakieś punkty. Ostatnio z Zaskalem nieźle zagraliśmy, na zero z tyłu, ale z przodu brakuje snajpera. Gdybyśmy mieli łowcę goli…
Stefan Leśniowski










