08.09.2015 | Czytano: 2054

Spokój bez nerwowych ruchów

Przyczynił się do awansu drużyny z piątej do czwartej, a potem do trzeciej ligi. Ostoja defensywy, człowiek nie tylko od czarnej roboty, ale także potrafiący przy stałych fragmentach gry sporo napsuć krwi przeciwnikowi pod jego bramką.

Sebastian Gąsiorek, piłkarz NKP Podhale Nowy Targ, wygrał plebiscyt na najlepszego piłkarza czwartej i piątej ligi w sezonie 2014/15 w plebiscycie Sportowego Podhala i Podhala 24.

- Dokończ zdanie. Sebastian Gąsiorek, to…

- Uff… Piłkarz amator.

- Wybór na piłkarza ubiegłego sezon coś dla ciebie znaczy?

- Ma duże znaczenie. Każde wyróżnienie cieszy i podbudowuje. Fajnie i sympatycznie, że są ludzie, którzy doceniają twoją grę. Tym bardziej, iż nie było nacisków rodziny czy znajomych, by wysyłali na mnie SMS-y.

- Uważasz poprzedni sezon za udany?

- Na pewno był udany dla całego zespołu. Wywalczyliśmy awans do trzeciej ligi. Ja nie schodziłem poniżej pewnego poziomu, ale też nie było to coś nadzwyczajnego.

- Jesień w waszym wykonaniu była fantastyczna. Wydawało się, że macie otwartą autostradę do awansu. Tymczasem wiosenne słoneczko chyba was rozkojarzyło.

- Nie wiadomo czy to słoneczko miało na nas taki wpływ. Być może zbytnia pewność siebie, bądź presja związana z postawieniem kropki nad „i”. Porażka w pierwszym meczu też nam nie pomogła. Po niej nie mogliśmy zatrybić. Na szczęście skończyło się dobrze.

- Może mniejsze boisko lepiej wam służyło?

- Boisko nie miało żadnego znaczenia. W trzeciej lidze potwierdzamy, że dobrze radzimy sobie na dużym placu. Po przenosinach były małe problemy, żeby się przystosować do dużych wymiarów, ale szybko minęły.

- Byłeś specjalistą do zdobywania goli głową po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry, głównie przez Adama Hajnosa. Potem twoja główka już tak skuteczna nie była.

- W piątej lidze pobiłem rekord w ilości zdobytych goli tą częścią ciała. W czwartej lidze zdobyłem tylko dwie bramki w pierwszej rundzie, w drugiej nie szło. Ale drużynie też szło jak po grudzie, a więc i mnie opornie.

- Twoje atuty?

- Zawsze mi powtarzano, że opanowanie i przegląd gry. Od najmłodszych lat miałem spokój w sobie. Spokój bez nerwowych ruchów. Idealnie pasowałem na obraną pozycję. No i gra głową, ale każdy środkowy obrońca musi świetnie grać w powietrzu.

- Co musisz poprawić w swojej grze, żeby była idealna?

- W tym wieku trudno coś jeszcze poprawiać. Z każdym sezonem stawiam sobie ambitne cele i na pewno są rzeczy, które chętnie poprawię. O nich musi powiedzieć trener.

- Wylotka z boiska w derbowym spotkaniu musiała zaboleć. Jak oceniasz feralną sytuację?

- Nie chcę się tłumaczyć, ale żadnej żółtej kartki nie powinienem ujrzeć. Przy pierwszej był faul przed polem karnym. Nie był to mocny wślizg. Przeciwnik położył się na moich nogach. Druga to przypadek. Piłka latała w powietrzu i gdy wystartowałem do niej rywal przypadkowo dostał łokciem. Podczas biegu ręce tak się układają, że takiej sytuacji nie można było uniknąć. Pech chciał, że na mój łokieć nadział się jego nos i polała się krew. Sędzia, który sobie nie radził, zagregował pokazaniem kartki.

- Co czułeś opuszczając boisko? Wierzyłeś, że koledzy poradzą sobie w dziesiątkę?

- Długo nie grałem z powodu kontuzji. Pod koniec ubiegłego sezonu miałem problem z kolanem. Przez dłuższy czas grałem z urazem. Nie przeszkadzał mi, ale potem zebrała się woda w kolanie. Ostatnie mecze odpuściłem. Woda została usunięta i dostałem polecenie, żeby odpoczywać. Zacząłem normalnie trenować z zespołem, ale kolano nie do końca było sprawne. Pojawiły się problemy mięśniowe i w kratkę przebiegały moje przygotowania do sezonu. W derbach dostałem szansę gry i w dodatku na swojej pozycji. Byłem potwornie zmotywowany. Nie nabuzowany, ale zrównoważony, pozytywnie zmotywowany do dobrej gry. A tu musiałem opuścić plac gry. Czułem potworną złość. Na szczęście zespół dobrze zareagował. Czerwona kartka go nie załamała, ale podbudowała i wywieźliśmy cenny punkt z Poronina.

- Lewa obrona to coś nowego w twoim CV piłkarskim? Czy już kiedyś miałeś okazję wystąpić na tej pozycji?

- Było to coś nowego przy grze czwórką w obronie. W Niecieczy i Dalinie grałem na tej pozycji, ale wtedy grało się na trzech obrońców. To był kryjący zawodnik, z naciskiem, żeby się włączać do akcji ofensywnych. Takie ustawienie niekoniecznie było nowe. Potrzeba kilku spotkań, by ocenić jak będę się czuł w tej roli. Na razie grałem asekuracyjnie. Zresztą trener mi tak zaleca, żeby druga strona grała ofensywnie, a ja mam zabezpieczać tyły. Rozegrałem już dwa mecze i muszę przyznać, że coraz odważniej poczynam sobie na tej pozycji.

- W Połańcu była czarna sobota.

- Pechowo się ułożył mecz. Co prawda atakowaliśmy od początku, prowadziliśmy grę, ale straciliśmy gole z przypadkowych akcji. Trochę Mariusz źle zareagował w bramce i gospodarze wykorzystali, to co mieli. Próbowaliśmy odrobić straty, ale czerwona kartka podcięła nam skrzydła. W drugiej połowie też nastawiliśmy się na atak i kolejna „czerwień” nas przystopowała. Trafił się mecz, w którym przytrafiło nam się wszystko co najgorsze. Czerwona kartka była niepotrzebna. Gdybyśmy grali w równych składach, to jestem przekonany, że co najmniej zremisowalibyśmy.

- W tym sezonie ligę czeka trzęsienie ziemi. Ponad połowa drużyn pożegna się z nią. Stać was na utrzymanie?

- Pokazaliśmy w pierwszych meczach, że mamy potencjał, który pozawala na utrzymanie. Najważniejsze, żeby zagrać dwie równe rundy. Oby nie było tak, jak w poprzednim sezonie, gdy w drugiej rundzie gra nam się posypała. Mamy teraz szeroką kadrę, a to dobry zwiastun.

- Przypomnij jak toczy się twoja piłkarska kariera.

- Zaczynałem w Borze Dębno. Tam jednak zawiesili działalność i będąc jeszcze juniorem przeniosłem się do Łopusznej. Mieliśmy fajny zespół, którym dowodził Mirek Bajerski. Temu człowiekowi sporo zawdzięczam, ukształtował mnie piłkarsko. W przedostatnim roku juniora przeniosłem się do SMS w Krakowie i zostałem zawodnikiem Kmity Zabierzów. Stamtąd byłem wypożyczany do Dalinu Myślenice na sezon, potem na pół do Lubania Maniowy i na kolejny sezon do Niecieczy. Po tym okresie był długo Lubań Maniowy, a obecnie jest NKP Podhale.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama