W pierwszym kwadransie niespodziewanie inicjatywę przejęli zakopiańczycy, ale efektem tej przewagi były tylko rzuty wolne i rożne, które nie uczyniły krzywdy gospodarzom. Po tym okresie niespodziewanie bramkę jednak zdobyli gospodarze. W 16 minucie Lubań po odbiciu się piłki od golenia Bartosza Murzyna uzyskał rzut rożny. W zamieszaniu jakie powstało w polu karnym zakopiańczyków, piłkę zagarnął Sławomir Basisty, uderzył z siódmego metra, futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od nóg Mateusza Chrobaka i wpadła do bramki. Kolejne minuty pierwszej odsłony to gra w środku pola. Dużo przebitek, walki w powietrzu, ale i mnóstwo niewymuszonych strat po obydwu stronach.
Mecz na moment ożywił się na początku drugiej połowy. To był zdecydowanie najciekawszy fragment tego spotkania. Najpierw w 50 min po ładnej, dynamicznej akcji gospodarzy. Robert Karkula wbiegł w pole karne, uderzył po długim rogu, ale Daniel Paszuda zdołał sparować piłkę na rzut rożny. Dwie minuty później to zakopiańczycy, mieli zdecydowanie najlepszą okazję w tym meczu. Do zagranej z głębi pola piłki wyszedł Chrobak, znalazł się sam przed Arturem Świeradem, ale bramkarz Lubania odważnym, ale też i ryzykownym wyjściem z bramki, zapobiegł utracie gola. Wynik spotkania a jednocześnie losy meczu rozstrzygnęły się w 82 minucie. Na przedpolu bramki gości powstało spore zamieszanie. Gospodarze dwukrotnie uderzali z bliska na bramkę, ale w obu przypadkach nie trafiali czysto w piłkę, której złapać nie potrafił też Paszuda. Za drugim razem golkiper zakopiańczyków został trafiony nogą w rękę i dużym grymasem bólu padł na murawę. Arbiter jednak gry nie przerwał, do piłki dopadł Kurnyta i umieścił ją w pustej bramce. Na tym emocje w tym spotkaniu się zakończyły.
- To wcale nie był dla nas łatwy mecz. Zresztą w tegorocznych rozgrywkach łatwych spotkań nie będzie. Za przykład dam naszą wygraną 4:1 z Tuchoią. Tam też do stanu 3:1 trwała nieustępliwa walka. Najważniejsze jednak w tym sezonie będzie zdobywanie punktów. Nam początek sezonu udał się znakomicie i jest się z czego cieszyć, ale przypomnę, że to dopiero jedna trzecia rundy. Na zbieranie gratulacji i świętowanie zdecydowanie za wcześnie. Zakopiańczycy pokazali się jako zespół dobrze zorganizowany grający niezwykle ambitnie. Było nam bardzo ciężko przedostać się w ich pole karne. Najważniejsze, że dwukrotnie udało się trafić do bramki – podsumował trener Lubania, Łukasz Biernacki.
- W takich meczach o zwycięstwie decyduje to, która z drużyn pierwsza zdobędzie gola. Uczynili to gospodarze, ale niestety przy naszej pomocy. Nasze błędy zadecydowały o zdobyciu przez Lubań obu bramek. Próbowaliśmy odrobić straty, walczyliśmy, biegaliśmy, ale wydaje mi się że szczególnie w ataku byliśmy zbyt bojaźliwi. Szkoda tej sytuacji Mateusza Chrobaka na początku drugiej połowy, bo przy golu na 1:1 różnie mogło być. Chyba jednak wystraszył się zdecydowanej interwencji Świerada. Inna sprawa, że gra z nie całkiem zaleczona kontuzją a w takim przypadku reaguje się inaczej niż gdy zawodnik jest całkiem sprawny. Zagraliśmy w porównaniu z meczem z Bochnią „o niebo lepiej” i to jest jakiś zastrzyk optymizmu na przyszłość – ocenił trener KSZ Maciej Ejsmond.
Wolski Lubań Maniowy – KS Zakopane 2:0 (1:0)
Bramki: 1:0 Basisty 16, 2:0 S. Kurnyta 82.
Sędziował: Jarosław Kuźniar z Krakowa.
Widzów: 100.
Lubań: Świerad – Czubiak, Górecki, D. Firek, Ostachowski – Migacz (88 Kasica), S. Kurnyta ŻK, Ziemianek, Karkula (90 Kopytko) – M. Firek (65 Kołodziej), Basisty (85 Jandura).
KSZ: Paszuda (83 Dziedzic) – Pawlik, Chrobak ŻK, Murzyn, Sawina – Stalmach (46 Gaura), Drabik, Stępień, Gąsienica Bednarz (55 B. Kurnyta ŻK) – Grela, Kasperczyk (83 Witoń).
Tekst Ryb










