30.08.2015 | Czytano: 1128

IV liga: Wyjazdowe zwycięstwa

Podhalańskie drużyny występujące w grupie wschodniej IV ligi wygrały trzy z czterech spotkań. Zwycięskie okazały się wszystkie spotkania wyjazdowe naszych drużyn.

O sporą niespodziankę postarali się piłkarze LKS Szaflary. Beniaminek w 5 kolejce spotkań grupy wschodniej IV ligi zaliczył efektowne wyjazdowe zwycięstwo ogrywając w Żabnie drużynę Polanu 5:2.

Pierwszego gola goście zdobyli po akcji prawego obrońcy Stańczaka. Po wymianie podań z pomocnikiem i napastnikiem Stańczak dograł piłkę w pole karne do Babonia a ten sfinalizował akcję. Drugiego gola zdobył Florian Kamiński, który w swoim stylu kiwnął dwu rywali, następnie „wjechał” z piką w pole karne i posłał piłkę do siatki obok wychodzącego bramkarza. Jeszcze przed przerwą gospodarze zdobyli kontaktowego gola po zagraniu z rzutu rożnego. Po zmianie stron znowu swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami popisał się Florian Kamiński i wprawdzie jego strzał odbił bramkarz, ale wobec dobitki Lacha był bezradny. I znowu gospodarze doprowadzili do kontaktu bramkowego. Nie na długo bo popularny „Florek” zdobył swojego drugiego gola w stylu bliźniaczym jak na 2:1. Festiwal bramek dla Szaflar zakończył Maciaś, który po podaniu Zubka pokonał bramkarza w sytuacji jeden na jeden.

- Fantastycznie spotkanie w naszym wykonaniu. Momentami przecierałem oczy patrząc na naszą grę. Zaprocentowała olbrzymia ambicja i serce do gry jakie w ten mecz włożył każdy z naszych zawodników. Takie mecze budują. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, ale już myślimy o kolejnych meczach – cieszy się trener Szaflar, Stanisław Budzyk.

Polan Żabno – LKS Szaflary 2:5 (1:2)
Bramki dla Szaflar: F. Kamiński dwie, Baboń, Maciaś, Lach.

Szaflary: Nykaza – Stanczak, Jarząbek, Strama (85 Szczerba), Joniak (48 Luberda) – Bielański (70 Zubek), Antolak, F. Kamiński, Maciaś – Lach, Baboń.


W spotkaniu KS-ów Zakopanego z Bocheńskim rozegranym na stadionie przy ul. Orkana w Zakopanem zdecydowanie lepszy okazał się ten z Bochni. Goście wygrali 3:0.

Od początku spotkania inicjatywa należała do bardzo młodej drużyny z Bochni. Wszyscy zawodnicy Bocheńskiego KS poza trenerem Sławomirem Zubelem to rocznik 1996 i młodsi. W tym spotkaniu piłkarze z Bochni byli dla gospodarzy za szybcy. A może to zakopiańczycy zagrali zbyt statycznie. Faktem jest, że w pierwszej połowie gospodarze poza dwoma rzutami wolnymi nie zagrozili bramce gości. Oba zresztą te rzuty wolne zostały źle wykonane. W 23 minucie Zubel po rozegraniu akcji na lewym skrzydle z partnerami dorzucił piłkę w okolicę narożnika pola bramowego a tam do swobodnej główki doszedł G. Mus. Gospodarze mogli mówić o szczęściu bowiem futbolówka trafiła „tylko” w słupek. W 40 minucie na strzał z dystansu zdecydował się Drabik, ale to uderzenie poszło w środek bramki i golkiper Bochni przerzucił piłkę nad poprzeczką. Minutę później goście prowadzili 1:0. Dośrodkowanie Budzyna przepuścił zarówno Murzyn jak i Paszuda i piłka dotarła do Styrny, który z jednego metra wpakował ją do pustej bramki. Po zmianie stron w obrazie gry nic się nie zmieniło. Dominowali gości. W 63 minucie Siwek zagrał prostopadle między obrońców do wychodzącego na czystą pozycję Gradowskiego i ten posłał piłkę do siatki w bliższy róg. W zasadzie bliźniaczą akcję goście przeprowadzili w 73 minucie. Podającym piłkę był Bukowiec a strzelcem grający trener Zubel.

Trener KS Zakopane Maciej Ejsmond: - To było nasze najsłabsze spotkanie w tym sezonie. Przegrywaliśmy wszystko, pojedynki biegowe, bezpośrednie starcia. Trudno na gorąco mi powiedzieć jaka była tego przyczyna. Wynik odzwierciedla niestety naszą słabą postawę w tym meczu. Musimy po rozmowach wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski, bo tak grać nie można.

Trener Bocheńskiego KS Sławomir Zubel: - Przyznam szczerze, że ta wygrana przyszła nam bardzo łatwo czego tu w Zakopanem zupełnie się nie spodziewaliśmy. Wszak zakopiańczycy ograli Brzęcin i Białke Tatrzańską po 2:0 a to przecież to były czołowe drużyny poprzedniego sezonu. Oczywiście cieszę się, z postawy mojego młodego zespołu.

KS Zakopane – Bocheński KS 0:3 (0:1)
0:1 Styrna 41,
0:2 Grodowski 63,
0:3 Zubel 73.

Sędziował: Słąwomir Radwański z Krakowa.
Widzów 200.

Zakopane: Paszuda – Frasunek (53 Pawlik), Murzyn, Chrobak, Kwak, Król (72 Gąsienica-Bednarz), Stępień, Drabik (70 Witoń), Stalmach (46 Sawina), Kasperczyk, Grela.
Bocheński : Juszczyński – Górszczyk, Czernecki żk, Krokosz, Bukowiec, Kaczmarczyk (55 Grodowski), Budzyn (89 K. Mus), G. Mus, Styrna, Zubekl.


Lubań Maniowy grywał już z Tuchovią gdy małopolska IV liga miała tylko jedną grupę. Na ogół lepsi w tych pojedynkach byli maniowianie. Tak było i teraz. Lubań już w 6 min objął prowadzenie po samobójczym trafieniu Stańczyka, który po mocnym zagraniu w pole karne przez Karkulę niefortunnie interweniował. W 14 min gospodarze wyrównali, po tym jak jeden z ich zawodników wygrał starcie sam na sam ze Świeradem. Sekundy przed upływem pierwszej połowy maniowianie odzyskali prowadzenie. M. Firek zagrał do Basistego, a ten uderzył na tyle precyzyjnie, że piłka wylądowała w bramce. Po przerwie gole zdobywali już tylko goście. W 67 min na listę strzelców, ładnym mierzonym strzałem popisał się Karkula, a zwycięstwo Lubania już w doliczonym czasie gry przypieczętował Migacz, efektownym, bezpośrednim uderzeniem z rzutu wolnego z 25 metrów.

- Do 70 minut wcale nie było to łatwe spotkanie. Dopiero trzecia nasza bramka definitywnie rozstrzygnęła losy spotkania i już do samego końca kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku. Wygrana jednak w pełni zasłużona. Wydaje mi się, że byliśmy bardziej poukładanym zespołem. Niestety dobre nastroje po zwycięstwie, psuje nieco kontuzja Nowaka, która wygląda na dosyć poważną – powiedział trener Lubania, Łukasz Biernacki.

Tuchovia Tuchów – Lubań Maniowy 1:4 (1:2)
Bramki dla Lubania: samobójcza 6, Basisty 45, Karkula 70, Migacz 90.

Lubań: Świerad – Migacz, D. Firek, Górecki, Czubiak – Nowak (75 Ziemianek), M. Firek (60 Ostachowski), Karkula, Jandura (80 Kołodziej) – Basisty (90 Kacica), S. Kurnyta.


Po porażce w Zakopanem piłkarze Watry musieli się jakoś zrehabilitować, oczywiście najlepiej wygrywając mecz. I udało się bowiem białczanie wygrali wyjazdowe spotkanie z Ciękowianką Ciężkowice w najskromniejszych rozmiarach z możliwych, ale trzy punkty są bezcenne. Gola w tym meczu górale zdobyli w końcówce pierwszej odsłony spotkania gdy Lichacza po zagraniu Kality z głębi pola, znalazł się sam na sam z bramkarzem i efektownie go przelobował. Przy tej sytuacji napastnik Watry nabawił się jednak też urazu, który wykluczył go z dalszego udziału w spotkaniu. Gospodarze najlepsza okazję na wyrównanie mieli w 70 min. Po przypadkowym zagraniu ręką we własnym polu karnym Platy, arbiter wskazał na punkt karny. Świetnie jednak w bramce Watry zachował się Majerczyk, broniąc nogami uderzeniem jednego z zawodników Ciężkowianki.

- Poza ta sytuacją w 70 minucie gospodarze praktycznie nam nie zagrozili. A my sytuacji bramkowych mieliśmy kilka. Wykorzystaliśmy tylko jedną, ale na szczęście to wystarczyło do zwycięstwa – ocenił trener Watry, Mirosław Kalita.

Ciężkowianka Ciężkowice – Watra Białka Tatrzańska 0:1 (0:0)
Bramka: Lichacz 44.

Watra: Majerczyk – Plata, Łojek, Olbrycht, Bochnak – Nowobilski (40 Zagata), Petrus, Kosturko, Lichacz (46 Piszczek) – Moraniec (90 Bierówka), Kalita.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama