28.08.2015 | Czytano: 2024

Wydarzenie bezprecedensowe

W potocznym znaczeniu wydarzenie bezprecedensowe to takie, które wcześniej nie miało miejsca.

Czy podhalańskie derby pomiędzy Porońcem Poronin a NKP Podhalem Nowy Targ można uznać za wydarzenie bezprecedensowe? I tak i nie. Gdyby przyjąć założenie, że dwa podhalańskie kluby spotkały się ze sobą w III lidze to tak. Jednak, gdy weźmiemy pod uwagę, że aktualna polska III liga to jednak czwarty poziom rozgrywek to nie. Starsi kibice chociaż wcale nie wiekowi wiedzą, że w polskim futbolu kiedyś pierwsza liga była I ligą a nie ekstraklasą, następnie była II liga i cztery grupy III ligi. Akurat w tamtych czasach polski futbol był najwyżej notowany w światowej hierarchii. Przypadek? Może. Nowe władze PZPN chyba zorientowały się, że tworzenie lig i nadawanie im wysokiego statusu wcale nie oznacza podniesienia poziomu, toteż w przyszłym sezonie III liga zostanie zredukowana z ośmiu do czterech grup. Z tej perspektywy walka o pozostanie w III lidze w tym sezonie powinna być niezwykle zacięta, przynajmniej do tego momentu, gdy drużyny będą miały choćby teoretyczne szanse na pozostanie w niej. To oczywiście determinuje zachowania wszystkich ludzi związanych z danym klubem. Nie jest przecież tajemnicą, że w przyszłorocznym sezonie na tzw. „rynku piłkarskim” pojawi się wielu zawodników i trenerów, którzy będą chcieli grać, bądź prowadzić zespoły w jak najwyższych klasach. To przecież poza prestiżem oznacza zazwyczaj większą „kasę”. A „kasa” w polskim futbolu to chyba jedyny czynnik integrujący piłkarzy, trenerów, działaczy i ludzi zatrudnionych przy piłkarskich drużynach. Niektórzy są tak zdeterminowani, aby nie utracić, źródła swoich dochodów, że nie tolerują innego spojrzenia na drużynę czy boiskowe wydarzenia niż ich własne. Obrażanie dziennikarzy, a nawet groźby fizycznej eliminacji mówiąc wprost pobicia niestety na meczu Porońca z Podhalem miały miejsce. Miejmy nadzieję, że to był tylko incydent, bo zapewne główny sponsor Porońca nie życzyłby sobie „takiej reklamy”. Na marginesie tego incydentu, warto, aby klub z Poronina wprowadził akredytacje w jakiejś formie, może wyznaczył oddzielne miejsce dla ludzi obsługujących spotkania od strony medialnej. To oczywiście w żaden sposób nie wiązałoby się z dodatkowymi kosztami, a zapewne podniosło by standard samego klubu.

Jak już zaznaczyliśmy walka o zachowanie statusu drużyny III ligowej będzie twarda o każdy punkt. Prestiż bycia najlepszym zespołem w regionie będzie miał drugorzędne znaczenie. Oczywiście dla zawodników młodego pokolenia to okazja pokazania się w takich bojach sprawdzenia na tle doświadczonych piłkarzy, a w zespole Porońca takich z wielokrotnym reprezentantem Polski na czele Maciejem Żurawskim nie brakuje. Dorównanie tak uznanemu piłkarzowi, a nawet znaczące utrudnienie mu boiskowych poczynań, to może być dla zawodników ścierających się z nim w bezpośrednich pojedynkach powód do dumy. Z tym, że Maciej Żurawski to już 39 letni zawodnik i ten fakt fani piłkarza i jego rywale muszą brać pod uwagę. Zresztą Żurawski to nie najstarszy zawodnik w wyjściowej jedenastce poronian w tym meczu. Oczywiście zaglądanie w metrykę piłkarzom jest o tyle zawodne do momentu kiedy ci na tle młodszych rywali prezentują formę i umiejętności przewyższające ich.

Jak pokazała końcówka meczu z Podhalem z tą formą i możliwościami nie jest najlepiej. Przegrywając 0:1 nowotarżanie ani myśleli pogodzić się z nikłą porażką i konsekwentnie parli do przodu, aby zdobyć co najmniej wyrównującą bramkę. Jak zauważył trener Porońca Przemysław Cecherz udało się im zdobyć gola wprawdzie po typowej wrzutce w pole karne, ale wcześniej jego piłkarze czterokrotnie tracili piłkę w środkowej strefie boiska, co stwarzało nowotarżanom szanse na przeprowadzenie skutecznej kontry. W jednym przypadku Podhale po tak skutecznej kontrze powinno doprowadzić do wyrównania, ale Bartłomiej Pająk chyba przestraszył się takiej szansy i z bliska zamiast do siatki podał piłkę bramkarzowi Porońca do rąk. A propos bramkarza Porońca to zawodnik obdarzony znakomitymi warunkami fizycznymi i co ważniejsze bardzo młody. Gdyby Poroniec swój skład opierał właśnie na takich młodych perspektywicznych zawodnikach to perspektywy przed drużyną rysowałyby się całkiem, całkiem. Ale oczywiście koncepcja budowy zespołu to autonomiczna decyzja trenera i właścicieli klubu. Wierzymy jednak, że ludzie związani z Porońcem akceptują inne stanowiska w tej kwestii i nikt już nie będzie groził pobiciem za odmienność poglądów na takie zagadnienia, lub za inne widzenie boiskowych zdarzeń. Klasyczne porzekadło mówi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia jest ono zawsze do zastosowania przy okazji meczów piłkarskich i wcale nie chodzi tu o miejsce na trybunach.

Nawet z perspektywy boiskowej murawy ten sam fakt może być inaczej widziany i komentowany. Jak choćby starcie Waksmundzkiego z bramkarzem Porońca w 5 minucie meczu. Dla jednych był to faul golkipera popełniony w obrębie szesnastki dla innych zwyczajne stracie zawodników w ferworze walki o piłkę. Tak to zdarzenie chyba widział sędzia tego spotkania bo bez interwencji nakazał grać dalej. Skąd pewność, że jego zdanie podzielał obserwator zawodów, trudno dociec wszak obserwatorzy swoimi spostrzeżeniami nie dzielą się z nikim poza arbitrami spotkania. No chyba, żeby były podsłuchy co we współczesnej rzeczywistości jest zjawiskiem już dość trywialnie nagminnym. Trzeba założyć, że sędziowie prowadzili ten mecz zgodnie ze swoimi umiejętnościami, doświadczeniem i przekonaniem o słuszności podejmowanych decyzji, czyli inaczej zgodnie z tym jak widzieli te zdarzenia. Inaczej przychodzenie na mecze piłkarskie nie miałoby sensu. Inna sprawa, że wyznaczenie na tak jednak trudny do prowadzenia mecz bardzo młodego arbitra to trochę ryzykowna, żeby nie powiedzieć nieprzemyślana decyzja. To pod rozwagę organów prowadzących rozgrywki.

Na wstępie zaznaczyliśmy, że mecz Porońca Poronin z Podhalem Nowy Targ w III lidze to wydarzenie w jakiejś mierze bezprecedensowe, ale nie do końca, bo te dwie drużyny już jako III ligowcy spotkali się w prestiżowym na Podhalu finale Pucharu Podhala. Wówczas pewnie 4:2 wygrał Poroniec i to gdy zawodnicy Porońca przystąpili do meczu w trakcie urlopów. Po tym spotkaniu wydawało się, że Podhale będzie dostarczycielem punktów w lidze, takie były opinie nawet wśród zwolenników nowotarskiej drużyny. Tymczasem od tamtego meczu w obu zespołach wiele się zmieniło. Do zespołu Porońca zostali dokooptowani kolejni zawodnicy ograni w wyższych ligach, ale i w Podhalu dokonano znaczącej korekty składu. Jakie to będzie miało konsekwencje na zakończenie sezonu chyba nikt nie jest w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi. Gdyby taki się znalazł to natychmiast powinien udać się do punktu zakładów bukmacherskich. Na razie lepiej wystartowało Podhale a mecz w Poroninie potwierdził, że nowotarżanie dostarczycielami punktów być nie powinni o czym niektórzy nawet marzyli. Co więcej z perspektywy końcówki spotkania to Podhale parło do rozstrzygnięcia wyniku na swoja korzyść. I za to zespół i trenera Marka Żołądzia trzeba pochwalić.

Jeszce jeden element w budowaniu zespołu piłkarskiego jest niezwykle istotny. Identyfikacja z klubem z jego tradycją a przynajmniej z regionem z którego klub się wywodzi. Tego stanu w aktualnej drużynie Porońca akcentu nie ma co niektórzy ludzie związani ongiś z klubem zupełnie tego nie akceptują, wręcz bojkotują mecze Porońca. Może jest to postawa staroświecka, ale taka jest i trzeba to zauważyć.  Podhale to drużyna też nie złożona ze swoich wychowanków, ale w składzie ma wielu zawodników z regionu Podhala. Oni czują się jakby grali u siebie, tu mają swoich przyjaciół i kolegów, którzy ich wspierają, im kibicują. To jeden element gdy sympatia w tym meczu była w większości po stronie Podhala. Druga, rzecz to typowe w każdym sporcie gdy wpiera się teoretycznie słabszego rywala, oczekuje niespodziewanego rozstrzygnięcia. W meczu Porońca z Podhalem zakończonym remisem w powszechnej opinii wynik jest sprawiedliwy. Oczywiście w tym spotkaniu były momenty mogące mieć istotny wpływ na rezultat spotkania. Poza wspomnianą 5 minutą do takich zdarzeń trzeba zaliczyć pokazanie dwu czerwonych kartek dla Gąsiorka z Podhala i Gadziny z Porońca, podyktowanie i niepodyktowanie rzutów karnych po akcjach Leszczaka, i inne mniej znaczące zdarzenia. Na ogół interpretacja tych zdarzeń była inna w zależności od sympatii do danej drużyny.

Co do samej gry to jak to w derbach bywa, była to twarda walka chociaż wcale nie brutalna a kar indywidualnych było przecież sporo. Trochę to dziwne. Czystych sytuacji strzeleckich w tym spotkaniu było mało, to efekt pressingu z obu stron. Poroniec zaprezentował typowy sposób gry dla tej drużyny od objęcia jej przez trenera Cecherza. Gra crossowymi podaniami do skrzydłowych Leszczaka i Madeja. Obaj chociaż dostawali piłki to jednak nie zawsze radzili sobie w pojedynkach jeden na jeden z obrońcami Podhala i rzadko dogrywali celne piłki do oczekujących na nie Żurawskiego i Gadziny. Zresztą ten drugi po drugiej żółtej kartce opuścił boisko na początku drugiej odsłony spotkania. Zabrakło też współpracy obu skrzydłowych Porońca ze swoimi bocznymi obrońcami. Wielokrotnie Gryżlak wybiegał do przodu po prawym skrzydle, ale Madej wolał podawać na drugą flankę do Leszczaka. Podhale momentami grało podobnie, albo zgodnie zresztą z przewidywaniami nastawiło się na odbiór piłki na swojej połowie i wyprowadzanie kontr. Te udawały się im dopiero w końcówce spotkania. Czy można było spodziewać się innej gry innego sposobu organizowania akcji ofensywnych? Raczej nie, wszak Poroniec gra tym stylem już od wiosennej rundy, tyle, że realizacja a inaczej skuteczność akcji była zdecydowanie lepsza. Podhale jako beniaminek grając u ubiegłorocznego wicemistrza w składzie jednak zupełnie nowym nie mgło grać inaczej. Zresztą inne drużyny w Poroninie też będą grały podobnie i trener z zawodnikami muszą znaleźć sposób na rozmontowanie obrony rywali. Po czterech kolejkach to Podhale plasuje się wyżej od Porońca co samo w sobie jest niespodzianką. Ale to dopiero poczatek rozgrywek a konia z rzędem temu potrafi przewidzieć ich finał.
(ZK)
 

Komentarze







reklama