23.08.2015 | Czytano: 1601

IV liga: Derby dla Zakopanego(+foto)

Piłkarze Lubania Maniowy w III kolejce spotkań grupy wschodniej IV ligi, odnieśli nieoczekiwanie zwycięstwo z Bocheńskiem. LKS Szaflary nie sprostały drugiej drużynie Sandecji. Natomiast w derbowym spotkaniu KS Zakopane okazało się lepsze od Watry.

Bohaterem meczu w zespole Lubania był pozyskany z Porońca Poronin Sławomir Basisty. Wprawdzie Basisty w pierwszej połowie nie wykorzystał dwu dogodnych sytuacji do zdobycia goli ale zrehabilitował się już w jednej z pierwszych akcji po przerwie. W 50 min otrzymał prostopadłe podanie od Artura Jandury i wygrał starcie sam na sam z bramkarzem. W 53 min był remis po rzucie karnym. Wygraną maniowianie zapewnili sobie w 83 min. Faulowany w polu karnym był Basisty, a „jedenastkę" wykorzystał Maciej Górecki.

- Zasłużyliśmy swoją grą na zwycięstwo w tym spotkaniu. W pierwszej połowie jeszcze szwankowała skuteczność, ale na szczęście w drugiej połowie dwie swoje okazję wykorzystaliśmy, co wystarczyło nam do wygranej. Teraz już trzeba koncentrować się na kolejnym meczu - ocenił trener Lubania, Łukasz Biernacki.

Bocheński KS - Wolski Lubań Maniowy 1:2 (0:0)
0:1 Basisty 50,
1:1 Motak 53 z karnego,
1:2 Górecki 83 z karnego.

Lubań: Świerad- Migacz, D. Firek, Górecki, Czubiak - Nowak, M. Firek (89 Kasica) - Karkula (77 Bukowski), Jandura, Basisty (90 Kopytko) – Kurnyta.


Nie udała się wyprawa piłkarzom Szaflar do Nowego Sącza. Beniaminek IV ligi, po wygraniu dwu spotkań przegrał w trzecim meczu 2:3 z rezerwami pierwszoligowej Sandecji Nowy Sącz.

W zespole Sandecji zagrało kilku zawodników kadry pierwszoligowego zespołu, ale nie przestraszyło to szaflarzan W pierwszej bezbramkowej połowie oba zespoły miały po kilka dogodnych sytuacji do zdobycia goli. Gospodarze raz trafili w słupek, a raz gości od utraty bramki świetną interwencją uratował Nykaza. Po stronie Szaflar, dwie okazje miał Maciaś. Raz nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy, a za drugim zupełnie nieatakowany znajdując się na 15 metrze nieczysto trafił w piłkę. Gole zaczęły padać w drugiej połowie. Fatalny w skutkach dla naszej drużyny był okres między 70, a 80 minutą meczu, kiedy gospodarze zdobyli aż trzy bramki. Górale grali ambitnie do samego końca i nagrodą za taką postawę były dwa gole. Oba autorstwa pozyskanego przed sezonem juniora z Podhala Nowy Targ Jana Stańczaka. Za pierwszym razem (85 min) dobił skutecznie efektowny strzał Maciasia, po którym piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką, a za drugim (90+3 min) już po indywidualnej akcji precyzyjnie przymierzył w dalszy róg bramki.

- Wstydu nie przynieśliśmy. Do momentu straty pierwszego gola byliśmy równorzędnym rywalem dla gospodarzy, którzy przede wszystkim górowali nad nami doświadczeniem i ogranie. I to w głównej mierze zadecydowało o ich zwycięstwie. Pochwalić jednak trzeba naszych chłopaków za wolę walki jaką włożyli w to spotkanie – ocenił trener Szaflar, Stanisław Budzyk.

Sandecja II Nowy Sącz – LKS Szaflary 3:2 (0:0)
Bramki dla Szaflar: Stanczak 85, 90.

Szaflary: Nykaza – Stanczak, Strama (46 Bielański), Rusnak, Joniak – Gogolak (70 Zubek), Jarząbek, Gałdyn, F. Kamiński, Maciaś – Lach.


Strzały Andrzeja Króla i Marcina Greli po których padły bramki były ozdobą podhalańskich IV ligowych derbów pomiedzy KS Zakopane a Watrą Białka Tatrzańska.

W niedzielne słoneczne popołudnie stadion przy ul Orkana w Zakopanem zapełnił się kompletem widzów. Wśród kibiców byli turyści z wielu polskich miejscowości, młodzi futboliści Unii Tarnów przebywający na obozie sportowym i oczywiście stali bywalcy zakopiańskiego obiektu. Gospodarze mieli po tym meczu olbrzymią satysfakcję a strzelcy bramek odebrali mnóstwo gratulacji i honorów od swoich fanów. Padło wiele określeń na zdobyte przez nich gole a najczęściej wymienianą nazwą było „bramki godne stadionów świata”. Zapewne nie powstydziłby się ich były reprezentant Polski Jan Urban, który już jako chyba stały mieszkaniec Zakopanego też był świadkiem tego piłkarskiego wydarzenia. To był zaiste udany rewanż zakopiańczyków po wiosennej porażce.

Obie drużyny przystąpiły do tego meczu z pewnym respektem do siebie i tak upłynął pierwszy kwadrans tego meczu. Wtedy to zakopiańczycy po faulu na Greli wykonywali rzut wolny z 18 metrów. Strzał Chrobaka najpierw trafił w mur a dobitka Frasunka też została zablokowana. Od tego momentu przewagę zaczynali zdobywać goście. Najwięcej kłopotów zakopiańskiej obronie sprawiał „buszujący” na prawym skrzydle Kamil Nowobilski. I właśnie w 20 minucie po dośrodkowaniu Nowobilskiego kapitalną szansę na zdobycie gola miał Moraniec, ale będąc na 5 metrze nie trafił w piłkę. Gdyby trafił byłby gol. Za chwilę po akcji tym razem lewą stroną na czystą pozycję wyszedł Moraniec, jednak jego strzał przeszedł obok dalszego rogu bramki. I znowu gra wróciła do środkowej strefy boiska. W 36 minucie goście wykonywali rzut wolny. Po zagraniu piłki w pole karne pod bramką zakopiańczyków powstało olbrzymie zamieszanie. W tym tłoku piłka trafiła do dwu stojących obok siebie piłkarzy Watry. Jeden z nich nawet kopnął piłkę z 3 metrów ale zamiast do siatki to w ręce Paszudy. W końcówce pierwszej połowy zakopiańczycy opanowali optyczną przewagę gości, i sami zaatakowali, ale też nie stworzyli klarownej sytuacji bramkowej.

Początek drugiej połowy meczu niczym nie różnił się od początku spotkania. Pisz wymaluj pierwszy kwadrans meczu. W 65 minucie po niegroźnie wyglądającym ataku KS Zakopane na strzał z 33 metrów zdecydował się lewonożny Andrzej Król. Uderzona mocno futbolówka długo leciała, ale mimo interwencji Majerczyka wpadła w okienko przeciwległego rogu jego bramki. Przez chwilę po wznowieniu gry od środka gra toczyła się właśnie w środkowej strefie boiska i wtedy poszło podanie na lewe skrzydło do Marcina Greli. „Mały” bo taką piłkarską ksywkę ma M. Grela przy asyście obrońcy podprowadził piłkę kilkanaście metrów i kropnął z lewej nogi. I tym razem futbolówka mimo rozpaczliwej robinsonady Majerczyla wylądowała w tym samym okienku co po strzale A. Króla. Zszokowani goście próbowali odmienić losy spotkania ale ich poczynią były schematyczne polegające na zagranicach do skrzydeł i dośrodkowaniach, które bezbłędnie wyłapywał bramkarz KS Zakopane Daniel Paszuda. Ponadto grający z przodu piłkarze KS Zakopane tym razem rzetelnie wypełnili zadania taktyczne polegające na przeprowadzaniu kontr i przetrzymywaniu piłki. Tym zwycięstwem zakopiańczycy jak już wspomnieliśmy w pełni zrewanżowali się białczanom za wiosenną porażkę.

 

Trener KS Zakopane Maciej Ejsmond: - Oczywiście obawialiśmy się o wynik tego spotkania szczególnie po nieudanym występie w Żabnie. W pierwszej połowie niestety nic nam nie wychodziło gra była szarpana i prawdę powiedziawszy to goście mieli szanse na strzelenie gola. Chyba zbyt wielka chęć rehabilitacji za nieudane poprzednie spotkanie wpłynęła destrukcyjnie na poczynania naszych zawodników. W szatni starałem się uspokoić emocje i to się udało. Druga połowa aczkolwiek wyrównana była już znacznie lepsza w naszym wykonaniu. Było też oczywiste, że w meczach derbowych strzelenie pierwszej bramki daję psychiczną przewagę. Nie ukrywam, że dopisało mam szczęście przy strzale Andrzeja Króla ale za to jaka to była bramka, kapitalna, kto by nie chciał strzelać takiego gola. Tak już jest w futbolu, że aby zdobywać gola trzeba strzelać na bramkę rywali i my to w drugiej połowie robiliśmy. Z tego punktu widzenia zasłużyliśmy na to zwycięstwo w pełni.

Trener Watry Mirosław Kalita: - Gospodarze wygrali bo mieli w tym meczu nieprawdopodobne szczęście. Dwa strzały przyniosły im dwa gole. My mimo wielu szans nie potrafiliśmy ani razu skierować piki do siatki rywali. Zawiedli zawodnicy przednich formacji taka jest konkluzja po tym spotkaniu.

KS Zakopane – watra Białka Tatrzańska 2:0 (0:0)
1:0 Król 65,
2:0 Grela 67.

Sędziował Tomasz Jabłoński z Maniów.

Zakopane: Paszuda – Frasunek, Gubała (53 Murzyn), Chrobak, Kwak, Król 9 81 Gąsienica-Bednarz), Drabik, Stalmach, Sawina (46 Kasperczyk), Grela (ŻK) (85 Witoń), Stępień (ŻK).
Watra: Majerczyk – Łojek, Olbrycht, Kowalczyk, Plata, Lichacz, Moraniec (70 Zagata), Nowobilski (76 Rabiański ŻK), Olbrycht, Dudek, Petrus (55 Kalita).

Tekst Ryb

Komentarze







reklama