W tej sytuacji bardziej zdeterminowani byli gospodarze i cel udało im się osiągnąć. Wygrali w najskromniejszych rozmiarach z możliwych ale absolutnie zasłużenie. Nie udała się natomiast wyprawa zakopiańczyków do Żabna. KS Zakopane uległo miejscowej drużynie 0:2.
Podhalańskie derby mają zazwyczaj charakter zaciętych pojedynków. Nie inaczej było w Białce Tatrzańskiej. To było dobre zacięte spotkanie, w którym główną rolę odgrywała twarda, często na pograniczu gry faul, walka na całej długości i szerokości boiska. O ile w pierwszej połowie sytuacji bramkowych z obu stron było jeszcze niewiele, to po przerwie było z tym już znacznie lepiej. To, że padła tylko jednak bramka, jest zasługą przede wszystkim świetnej postawy obu bramkarzy. Już w 1 min Watra mogła objąć prowadzenie. Dudek po rozegraniu w środku pola piłki z Rabiańskim, wbiegł z prawej strony w pole karne, uderzył jednak minimalnie obok słupka. W 38 min z dystansu uderzył Migacz, ale Majerczyk skutecznie interweniował. Niewiele do szczęścia zabrakło tuż przed przerwą M. Firkowi, po którego pięknym uderzeniu z okolic 35 metra piłka poszybowała tuż nad poprzeczką. W drugiej połowie mecz się „otworzył". W 49 min po akcji Migacza z Basistym, ten drugi znalazł się sam przed Majerczykiem, ale bramkarz Watry ofiarną interwencją zapobiegł utracie gola. W 56 min Olbrycht skierował piłkę głową do bramki Lubania. Abiter słusznie dopatrzył się faul na bramkarzu. W 66 min kapitalnie interweniował Świerad, broniąc uderzenie i dobitkę z najbliższej odległości Morańca. Losy meczu rozstrzygnęły się w 76 min. Faulowany w polu karnym gości przez Czubiaka był Nowobilski, a „jedenastkę" pewnie wykorzystał Lichacz. W 79 i 83 min znów świetnie zachował się golkiper Lubania broniąc mocne strzały kolejno Kosturki i Lichacza. Końcówka to napór gości, który okazał się jednak nieskuteczny. Z dystansu uderzali Migacz i Jandura, ale w obu przypadkach Majerczyk nie miał problemów z obroną
- Typowy mecz derbowy. Zresztą większość naszych ostatnich meczów z Watrą tak właśnie wyglądała. Dużo walki w powietrzu, na co też wpływ miało małe boisko. Brakowało miejsca na jakieś kombinacyjne akcje. Można było przypuszczać, że wygra ta drużyna, której uda się zdobyć gola. I to się potwierdziło. Próbowaliśmy w ostatnich minutach rzucić wszystko na jedną szalę, ale nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu. Trudno. Podnosimy głowy i jedziemy dalej. Sezon dopiero się zaczął - przyznał trener Lubania, Łukasz Biernacki.
- Mecz miał różne fazy. Raz jedna, raz druga strona przeważała, ale obiektywnie mówiąc myślę, że to my stworzyliśmy sobie więcej dogodnych do zdobycia gola sytuacji. Brakowało skuteczności, ale też trzeba oddać bramkarzowi Lubania, że spisywał się rewelacyjnie. Poza tym goście to drużyna bardzo dobrze poukładana jeżeli chodzi o grę w defensywie. Musieliśmy szukać prostych środków aby coś w tym meczu zdziałać. Styl jednak nie jest ważny, ważne są trzy punkty – ocenił trener Watry, Mirosław Kalita.
Watra Białka Tatrzańska – Wolski Lubań Maniowy 1:0 (0:0)
Bramka: 1:0 Lichacz 76 z karnego.
Watra: Majerczyk – Plata ŻK, Olbrycht, Łojek ŻK, Kuchta ŻK (79 Bochnak, 90 Kowalczyk) – Dudek, Kosturko, Rabiański (52 Nowobilski ŻK), Petrus (60 Kalita) – Lichacz, Moraniec.
Lubań: Świerad – Kasica (79 Bukowski), Górecki ŻK, D. Firek ŻK, Czubiak – Karkula, Nowak, M. Firek (81 Jandura), Migacz – S. Kurnyta, Basisty (65 Ziemianek).
Piłkarze Zakopanego wyjechali z pod Tatr normalnie przed południem, ale natrafili na trasie na korki i stawili się na boisku w kwadrans przed rozpoczęciem spotkania. Mecz był wyznaczony na godzinę 17. Wprawdzie nie miało to wpływu na wynik pierwszej płowy, ale zaraz na początku drugiej odsłony spotkania gospodarze zdobyli prowadzenie. Przed zdobyciem gola zawodnik gospodarzy zagrał piłkę ręką czego nie dostrzegł arbiter tego spotkania. Po dośrodkowaniu w pole karne jeden z graczy Polanu w zamieszaniu podbramkowym wepchnął piłkę do siatki gości. Szansę na doprowadzeniu do remisu miał Andrzej Król ale nie sięgnął piłki dogranej mu przez Marcina Grelę. W 70 minucie po wrzutce w pole karne zawodnik gospodarzy strzałem głową podwyższył na 2:0. Zakopiańczycy nie załamali się tak niekorzystnym obrotem sprawy i nie mając nic o stracenia zaatakowali bramkę gospodarzy. Bliski zdobycia gola był Mateusz Chrobak, jednak jego uderzenie z rzutu wolnego w dobrym stylu obronił golkiper Polanu. W innej sytuacji po strzale Drabika piłka odbiła się od poprzeczki.
- Mimo porażki, uważam że zostawiliśmy po sobie dobre wrażenie. Gdyby nie proste błędy w defensywie i nasza nieskuteczność w ofensywie, to mogliśmy się pokusić w tym spotkaniu o dobry wynik. Troszkę mamy pretensję do arbitra o pierwszą bramkę, bo padła ona w momencie gdy po naszej akcji piłkę ręką zagrał jeden z przeciwników. Arbiter gry nie przerwał, poszła kontra gospodarzy i straciliśmy gola. Trudno. Rozpamiętywanie tego nic nie zmieni – ocenił trener KSZ, Maciej Ejsmond.
Polan Żabno – KS Zakopane 2:0 (0:0)
KSZ: Paszuda – Frasunek, Gubała, Chrobak, Sawina – Król (80 Gaura), Stalmach, Stępień, Drabik – Kasperczyk (71 Kurnyta), Grela (85 Witoń).
Piłkarze Szaflar wywalczyli w tym roku historyczny awans do IV ligi. W debiucie mieli grać z Glinikiem Gorlice ale na prośbę zespołu z Gorlic spotkanie zostało przełożone na 19 sierpnia. Zostanie rozegrane w Nowym Targu. W tej sytuacji debiut dla szaflarzan przypadł na mecz wyjazdowy z Popradem Rytro. Debiut wypadł na super bo Szaflary wygrały 3:1.
Piłkarze Szaflar przystąpili do meczu zupełnie bez tremy jak by już dawno występowali na tym szczeblu rozgrywek. Efektem tej postawy była debiutancka bramka zdobyta już w 6 minucie spotkania. Gogolak po rajdzie prawym skrzydłem dośrodkował w pole karne a tam Tomasza Lacha przy próbie dryblingu sfaulował. Sędzia podyktował rzut karny pewnie wykorzystany przez Maciasia. Kilkanaście minut później ten sam zawodnik Popradu gdy jego drużyna atakowała otrzymał drugą żółtą kartkę za faul i gospodarze musieli sobie radzić w dziesięciu i do przerwy nie zagrażali naszej podhalańskiej drużynie. Po zmianie stron szflarzanie zostali jednak nieco zepchnięci do gry defensywnej ale gospodarze nie stwarzali takich sytuacji, które groziły utratą bramki. Po 20 minutach goście opanowali sytuację i przeprowadzili bliźniaczą akcję z której zdobyli gola. Podającym był Gogolak a piłkę w polu karnym przyjął Florian Kamiński i celnie trafił z lewej nogi. Dosłownie minutę później gospodarze doprowadzili do kontaktu bramkowego a po drugiej żółtej kartce dla Tomasza Lacha siły na boisku się wyrównały. Zamiast iść za ciosem piłkarze Popradu skupili się na krytyce orzeczeń sędziego co skutkowało kolejnymi żółtymi i czerwonymi kartkami tak, że gospodarze kończyli mecz w siedmioosobowym składzie. Wykluczenie jeszcze jednego zawodnika skutkowało by przedwczesnym zakończeniem spotkania. W ostatniej minucie meczu zwycięstwo Szaflar przypieczętował Florian Kamiński i tym sposobem Szaflary bardzo dobrze zadebiutowały w IV lidze. W tym meczu piłkarze Szaflar wystąpili z czarnymi opaskami na znak żałoby po tragicznej śmieci swojego kolegi z drużyny Daniela Handzla. To właśnie jemu zadedykowali to zwycięstwo.
- Gospodarze sami są sobie winni. Cały mecz im coś nie pasowało. Dopatrywali się fauli niemal w każdym kontakcie. Cały czas dyskutowali z arbitrem, który nie pozwalał sobie na „pyskówki". To jednak nie nasz problem. My skupialiśmy się na sobie. Zagraliśmy dobre spotkanie. W pierwszej połowie kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku. W drugiej po części udzieliła się nam nerwowa atmosfera jaką stworzyli gospodarze. Udało się nam jednak je opanować i odzyskać inicjatywę – ocenił trener Szaflar, Stanisław Budzyk.
Poprad Rytro – LKS Szaflary 1:3 (0:1)
Bramki: Maciaś 6 z karnego, F. Kamiński 75, 90.
Szaflary: Nykaza – Luberda (15 Stanczak), Strama, Rusnak, Joniak – Bielański, Jarząbek, F. Kamiński, Gogolak – Maciaś, Lach.
Tekst Ryb










