Prawdą jest, że piłka jest dla twardzieli, a nie dla ułożonych pensjonarek. Kibice chcą emocji, których częścią są scysje zawodników z arbitrami. Skoro sędziowie się mylą, trudno zakładać, że piłkarze będą potulnie poddawać się ich woli. Piłkarze często w tych scysjach przegrywają. Wielu jednak twierdzi, że trzeba potestować, żeby na arbitrze wywrzeć presję. Tak na wszelki przypadek, a nuż zdenerwowany sędzia za którymś razem zmieni decyzję. Niektórzy sędziowie są bardzo tolerancyjni, można rzucać w nich wielokrotnie „mięsem”, a oni gościa nie potrafią utemperować. Jakby akceptowali niepisane reguły. A przecież w tej walce mają cenny oręż – żółte i czerwone kartki.
- Zawodnicy starali się grać fair, oszczędzać nogi rywala. Nie zwiększyła się liczba czerwonych i żółtych kartek. Utrzymuje się poziom z poprzednich lat – mówi przewodniczący Wydziału Dyscypliny PPPN, Daniel Siwor. – Najsurowiej karzemy zawodników za naruszenie nietykalności cielesnych sędziego czy przeciwnika. Takich kar było siedem. Są to najpoważniejsze wykroczenia, skutkujące roczną dyskwalifikacją. Rok od futbolu odpocznie dwóch zawodników. Również dwóch ukaraliśmy zakazem gry w piłkę przez pół roku. Piłkarze muszą sobie zdać sprawę, że takie wykroczenia niekoniecznie mogą zakończyć się w Wydziale Dyscypliny i wykluczeniem z gry. Mogą także skończyć się w sądzie z powództwa cywilnego. Ostrzegamy ich. Rozumiemy, że na boisku poszczują nerwy, ale do takich incydentów nie powinno dochodzić. Agresja na boisku często udziela się kibicom i jest to krok do awantur i burd na trybunach.
- Następnym poważnym wykroczeniem są tzw. pyskówki, słowne obrazy sędziego. Jeżeli zawodnik oskarża sędziego o branie pieniędzy, to jest to pomówienie o łapówkarstwo i to też podlega karaniu sądowemu. My delikwenta wykluczamy minimum na pięć spotkań. Nie można też obrażać zawodnika o innym zabarwieniu skóry. Dużo było dyskwalifikacji na jeden mecz, czyli za faule taktyczne w sytuacji ratunkowej. To się zdarza - dodaje.
Nowością w tym sezonie były kary finansowe za pięć żółtych kartek drużyny w jednym meczu.
- Na szczęście takich sytuacji było niewiele. Zawodnicy, a przede wszystkim kierownictwo klubu dbało, by nie dochodziło do takich sytuacji. To w końcu uszczuplenie budżetu klubu – mówi Daniel Siwor. – Chcemy jak najmniej karać. Dążymy do tego, żeby piłkarze grali czysto, szanowali się wzajemnie, szanowali sędziów i kibiców. Nie jest żadną przyjemnością karanie. Bilibyśmy uszczęśliwieni, gdyby po każdej kolejce WD kończył się tylko weryfikacją meczów.
Niepokojąca sytuacja, szczególnie w grupach młodzieżowych, to braki kadrowe. Kluby, głównie młodzieżowe na wyjazd nie potrafią skompletować jedenastki. Często nie jadą. Jak już pojechały to w ośmioosobowym składzie i po kilku minutach jeden z graczy symuluje kontuzje. Mecz zostaje przerwany, bo drużyna została zdekompletowana. Doszło do takiej sytuacji również w rozgrywkach klasy A. I to już jest zadziwiające.
- Zespół zdekompletowany nie dostaje walkoweru, nie płaci wtedy kary. Dziwne zjawisko – tłumaczy piłkarski „prokurator”. - Coraz więcej kłopotów mają działacze i trenerzy ze skompletowaniem jedenastki, szczególnie na mecze wyjazdowe. To jest nagminne w grupach młodzieżowych. To świadczy jak wąskie jest zaplecze. Trzeba w klubach działać, zachęcać młodych ludzi do uprawiania futbolu. Sytuacja ta wiąże się także z tym, że wielu piłkarzy pracuje, nieraz poza granicami kraju, czy nawet daleko od miejsca zamieszkania. Cześć młodzieży studiuje i nie zdąża na mecze.
Na usta ciśnie się pytanie: czy przypadkiem nie za dużo jest drużyn w podokręgu? Każda wioska ma ambicję posiadać drużynę piłkarską, a przecież mieszkańców nie ma zbyt wielu. Dawniej drużyny nie narzekały na brak chętnych do kopania, bo np. do ludźmierskiego Wiatru przychodzili młodzi chłopcy z Krauszowa, Zaskala, Rogoźnika… Teraz w tych miejscowościach są kluby.
- Czy ja wiem czy dużo? – zastanawia się Daniel Siwor. – Decyzje zależą od gminy, która jest jakby ich sponsorem. Ona powołuje kluby. Nie wiem czy jest sens scentralizowania, powołania głównego klubu w gminie. W każdej miejscowości są działacze, którzy chcą posiadać drużynę. Niestety po roku lub dwóch entuzjazm słabnie, bo zaczynają się mnożyć kłopoty kadrowe. Zawodnicy wyjeżdżają do pracy lub łapią kontuzje i kadra zaczyna się sypać. Nie ma kim nieobecnych zastąpić. Na szczęście w sporcie dzieci i młodzieży idziemy do przodu. Jest coraz więcej dzieciaków, którzy uczestniczy w turniejach, uczą się grać w piłkę.
Stefan Leśniowski










