Skąd to się wzięło, kto zaczął, dlaczego tak jest nikt tego nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć. To klasyczna sytuacja opisana już w literaturze i przekazach medialnych. Oczywiście obie strony będą się wzajemnie oskarżać o nakręcanie spirali wrogości i nie jest naszym zadaniem rozstrzyganie tego spotu. Skonstatujemy tylko, że nie jest to ani mądre i nie mające wiele wspólnego ze sportowym duchem walki, ani z szeroko rozumianą kulturą. Mecz na stadionie przy ul. Orkana w Zakopanem wygrała Watra rewanżując się zakopiańczykom za jesienną porażkę na swoim boisku. Serię zwycięstw kontynuują także gracze Lubania Maniowy, którzy wysoko wygrali w Dąbrowie Tarnowskiej.

Watra przystępowała do tego spotkania z pozycji zespołu, któremu w tych rozgrywkach nic już nie grozi ani spadek, ani awans. To wygodna sytuacja. Z kolei zakopiańczycy walczą o utrzymanie się w lidze. Wprawdzie wynik tego meczu i tak nie jest decydujący o losie KS Zakopane bowiem kluczowym będzie spotkanie z Popradem w Rytrze tym niemniej dobry wynik w tym meczu dawał piłkarzom spod Tatr lepszą pozycję wyjściową przed decydującym meczem. To był swoisty test i tego testu zakopiańscy futboliści nie zdali. W przekroju całego meczu byli tylko tłem dla wcale nie najlepiej grających piłkarzy Watry. No bo jeżeli w pierwszej połowie goście zmarnowali przynajmniej pięć sytuacji sam na sam z bramkarzem gospodarzy to nie można powiedzieć, że zagrali świetnie. Pierwszy przed szansą w 9 min stanął Andrzej Rabiański, ale w sytuacji sam na sam z Damianem Dziedzicem, zamiast lobować zakopiańskiego golkipera nogą uderzył piłkę głową i podał mu ją do rąk. W 12 min Dziedzic wybronił groźny strzał Patryka Dudy, a dobitka trafiła w nogi jednego z obrońców. W 24 i 30 min po uderzeniach kolejno Kamila Morańca i Łukasza Remiasza piłka zmierzała już do bramki, ale w ostatnim momencie niemal z linii bramkowej wybijali ją gracze Zakopanego. Tak naprawdę jedyny raz w tej części gry zakopiańczycy na zdobycie bramki mieli okazję z rzutu wolnego w 45 minucie. Znakomite uderzenie Mateusza Chrobaka w jeszcze lepszym stylu obronił Krystian Majerczyk. Mocny strzał zmierzający w okienko bramki golkiper Watry kapitalną „robinsonadą” sparował na róg.

Po przerwie mecz się nieco wyrównał, ale też przerodził w starcia kompromitujące niektórych graczy. Sfrustrowani zakopiańczycy dopuścili się takich zachowań, które powinny ich wykluczyć z gry. Kopanie rywali bez piłki karane jest obligatoryjnie czerwonymi kartkami, a sędzia Cienkosz wyciągnął tylko żółte kartoniki. W ogóle poziom sędziowania trójki arbitrów z Myślenic był wręcz fatalny, żeby nie używać mocniejszych określeń. W 68 min Watra przeprowadziła świetnie zorganizowaną i błyskawiczna kontrę a w jej końcowym stadium w sytuacji sam na sam znalazł się Andrzej Rabiański. Grający prezes przedryblował zakopiańskiego bramkarza i gdy miał już posłać piłkę do pustej bramki przewrócił się, ale będąc jeszcze w tej pozycji zdołał kopnąć piłkę i umieścić ją w okienku bramki zakopiańczyków. Oczywiście prezes nie omieszkał zwrócić się do zakopiańskich kibiców z wymownym gestem aby się uciszyli. To na pewno nie uspokoiło atmosfery. Dwie minuty później wyrównał w zamieszaniu w polu karnym gości, Bolesław Wesołowski, który po serii błędów piłkarzy Watry wepchnął piłkę do siatki drużyny przyjezdnej. Mecz rozstrzygnęła akcja z 83 min. Po dograniu z prawej strony Patryka Dudy, Moraniec uprzedził obrońców, przyjął piłkę na klatkę piersiową i pewnym strzałem dał gościom zwycięską bramkę.
- Myślę, że byliśmy w tym meczu zespołem zdecydowanie lepszym i nasza wygrana jest absolutnie zasłużona. Już w pierwszej połowie powinniśmy prowadzić przynajmniej trzema bramkami. Oba gole zdobyliśmy po dobrze przeprowadzonych i wypracowanych akcjach. Podtrzymaliśmy serię zwycięskich spotkań i do końca rozgrywek nie zamierzmy nikomu odpuszczać - powiedział po meczu grający trener Watry Mirosław Kalita.

KS Zakopane – Watra Białka Tatrzańska 1:2 (0:0)
0:1 Rabiański 68,
1:1 Wesołowski 70,
1:2 Moraniec 83.
Sędziował: Karol Cienkosz z Myślenic.
Widzów: 200
KSZ: Dziedzic – Frasunek ŻK, Murzyn Król (70 Floryn), Leniewicz – Stasik ŻK (87 G. Grela), Drabik (50 Wesołowski), Chrobak ŻK, Ustupski (83 Stalmach) – Stępień ŻK, M. Grela.
Watra: Majerczyk – Kuchta ŻK, Olbrycht, Plata ŻK, Drobnak – P. Duda, Rabiański ŻK, Kalita, T. Remiasz – Ł. Remiasz ŻK (73 Chorążak), Moraniec ŻK.
Snajperskie popisy piłkarzy Lubania
W minionym tygodniu piłkarze Lubania Maniowy rozegrali dwa mecze ligowe, jedno zaległe spotkanie z Rylovią Rylowa, drugie planowe z 29 kolejki z Dabrovią Dąbrowa Tarnowska. W obu tych meczach futboliści Lubania zdobyli 11 goli nie tracąc przy tym ani jednej bramki. O swoich snajperskich umiejętnościach przypomniał sobie przede wszystkim były król strzelców wtedy jeszcze jednej grupy małopolskiej IV ligi Sylwester Kurnyta. Zdobył w obu meczach w sumie cztery gole. Wprawdzie Lubań te wysokie zwycięstwa odniósł z drużynami praktycznie zdegradowanymi, ale przecież na tym poziomie rozgrywek piłkarze na ogół nie kalkulują grają ambitnie w każdym meczu
- Świetny początek w naszym wykonaniu. Trzy gole po fajnych akcjach. Potem jednak nagle nie wiedzieć czemu zaczęliśmy wydziwiać na boisku. W przerwie, w szatni poukładaliśmy wszystko na nowo i w drugiej połowie już nasza gra była płynna. Dominowaliśmy wyraźnie nad przeciwnikiem. Przy odrobinie szczęścia nasze zwycięstwo mogło być jeszcze okazalsze – ocenił szkoleniowiec Lubania Łukasz Biernacki.
Lubań Maniowy – Rylovia Rylowa 5:0 (3:0)
1:0 Górecki 7 z karnego,
2:0 K. Kurnyta 8,
3:0 Jandura 12,
4:0 S. Kurnyta 56,
5:0 S. Kurnyta 70.
Lubań: Świerad – Gołdyn, Górecki, D. Firek (69 Kasica), Czubiak – Karkula (62 Ligas), Nowak, Kołodziej, Jandura (62 M. Firek) – K. Kurnyta (46 Kucek ŻK), S. Kurnyta.
Rylovia: Baran – Jarosz ŻK, Hebda ŻK, Stawarz, Kaczmarczyk – Pietrzak, Smęda, Kuboń, Gofron – Sady, Chmielowski (60 Kierot).
Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska – Lubań Maniowy 0:6 (0:2)
0:1 Karkula 17,
0:2 S. Kurnyta 34,
0:3 S. Kurnyta 73,
0:4 M. Firek 85,
0:5 M. Firek 88,
0:6 Bukowski 88.
Lubań: Świerad – Czubiak, Górecki (78 Bukowski), D. Firek, Gołdyn – Karkula (60 Ostachowski), Nowak, Kołodziej, Jandura (65 M. Firek) – S. Kurnyta, K. Kurnyta (70 Ligas).
- Wbrew pozorom wcale nie był to łatwy mecz. Widać było już duże zmęczeniem całym sezonem. Graliśmy jednak spokojnie. Niemniej pierwsze 15 minut drugiej połowy było dosyć nerwowe. Przetrzymaliśmy jednak chwilowy napór gospodarzy i potem już na dobre przejęliśmy inicjatywę, czego udokumentowaniem były cztery gole – ocenił trener Lubania, Łukasz Biernacki.
Tekst i foto Ryb
NKP Podhale – Polan Żabno 5:1 (2:0)
Relacja ze spotkania tutaj http://www.sportowepodhale.pl/index.php?s=tekst&id=10035










