16.10.2008 | Czytano: 1183

Motocyklem na Giewont

Uśmiechnięci i pełni wrażeń, nie tylko sportowych, wrócili z Andory, gdzie rozgrywane były drużynowe mistrzostwa świata w trialu motorowym (Puchar Narodów), reprezentanci AMK Gorce Nowy Targ...

Biało- czerwone barwy reprezentowało trzech zawodników tego klubu – aktualny mistrz Polski, Przemysław Kaczmarczyk, Gabriel Marcinów i Sebastian Cyrwus oraz pochodzący z Suchej Beskidzkiej - Karol Ceremuga. Polacy pojechali bardzo dobrze, na miarę swoich możliwości i zajęli dziewiąte miejsce. Pozostawili za plecami siedem państw, a walkę o ósmą pozycję przegrali z Austrią zaledwie jednym punktem. Warto podkreślić start najmłodszego zawodnika naszej ekipy i całych zawodów - Gabriela Marcinowa. Wystartował na motocyklu o pojemności 125 i radził sobie bardzo dobrze. Puchar Narodów wywalczyli Hiszpanie wyprzedzając reprezentacje Japonii i Wielkiej Brytanii.

- Zawsze z wielkim zniecierpliwieniem czekam na Trial Narodów, bo to najpiękniejsze zawody w sezonie – mówi mistrz Polski, Przemysław Kaczmarczyk. – Byłem pod ogromnym wrażeniem urokliwej Andory. Nie zapomnę tych widoków i atmosfery towarzyszącej imprezie do końca życia. Padok dla ekip, jak również całe zawody zostały przygotowane bardzo profesjonalnie. La Rabassa znajduje się na znacznej wysokości pomiędzy 1700 m a 2500 m, więc należało włożyć dużo wysiłku w przygotowanie motocykli do startu w takim terenie. Trasa była bardzo wymagająca. Musieliśmy przejechać dwie pętle, z których każda liczyła po 15 km. Na każdej pętli organizatorzy ustawili 18 sekcji. Czas na przejechanie zawodów wynosił 7 godzin. Zawody były okrutnie ciężkie, dodatkowo w piątek, tuż przed zawodami bardzo mocno padało i ziemia w lesie była nasiąknięta. Motocykle się ślizgały na kamieniach, jakby były lodowymi bryłami. Ze względu na ciężkie warunki, organizatorzy troszkę uprościli odcinki, ale nie na wiele się to zdało, bo i tak były piekielnie trudne. Trasa dojazdowa to po prostu masakra, droga na Rysy, albo Giewont. Zresztą wysokość podobna, bo ponad 2000 metrów npm. Ale za to jakie widoki. Skończyło się szczęśliwie. Cała ekipa pracowała na wynik. Walczyliśmy w myśl zasadzie – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama