Nasza drużyna po pierwszym tygodniu zmagań – w chińskim Linyi – z bilansem dwóch zwycięstw i dwóch porażek plasowała się na siódmej pozycji. Bilans zwycięstw ma się zmienić po gliwickim turnieju. Komplet wygranych powinien wystarczyć do awansu i taki jest cel. W porównaniu do zawodów w Chinach w zespole zaszło sporo zmian. W Azji Nikola Grbić, trener Biało-czerwonych, w większości postawił na debiutantów bądź zawodników o niewielkim stażu reprezentacyjnym. W Gliwicach eksperymentów już nie będzie. Do drużyny wrócili m.in. Wilfredo Leon, wspomniany Marcin Komenda, Artur Szalpuk, Kewin Sasak, Bartłomiej Bołądź i Jakub Popiwczak. Warto dodać, że nie są to jeszcze wszystkie gwiazdy. Grbić wszystko, co najlepsze zostawił na koniec. Dopiero w ostatnim turnieju grupowym w Chicago (15-20 lipca) mają zagrać wszyscy najlepsi, a i rywale będą piekielnie mocni: Bułgaria, Brazylia, Francja i USA.
Tymczasem nasza drużyna miała pod górkę z beniaminkiem. Belgowie postawili się Biało – Czerwonym i prowadziły już 2:0. Polacy odwrócili losy meczu i odnieśli trzecie zwycięstwo w piątym spotkaniu tej edycji.
Gospodarze bardzo dobrze prezentowali się w przyjęciu w pierwszym secie, ale w ataku zdecydowanie lepsi byli Belgowie, którzy dowieźli korzystny wynik do końca.
Podrażnieni Polacy efektownie rozpoczęli drugą partię (6:1, 9:4). Rywale szybko złapali kontakt przy zagrywkach Ferre Reggersa (9:8), a później odrobili straty (10:10). Zacięta walka trwała do stanu 2:1:21. Kluczowe punkty padły jednak łupem gości, którzy po ataku Reggersa mieli piłkę setową (22:24), a Samuel Fafchamps uderzeniem ze środka ustalił wynik na 23:25.
W trzecim secie Polacy od początku narzucili rywalom swoją grę (7:3) i dość szybko odjechali rywalom (11:4), mając przewagę w ofensywie. Belgijscy siatkarze stracili impet, popełniali błędy i w dalszej części seta nie byli w stanie odrobić strat.
Początek czwartej odsłony przyniósł wyrównaną rywalizację obu zespołów (10:10). Później punktową zaliczkę zaczęli budować Polacy (13:11, 17:13), ale rywale ułatwiali im zadanie, popełniając błędy w polu serwisowym. Aleksander Śliwka wywalczył piłkę setową (24:20), ale Belgowie zerwali się do walki, obronili się w czterech kolejnych akcjach i przy zagrywkach Samuela Fafchampsa doprowadzili do rywalizacji na przewagi (24:24). Wojnę nerwów wygrali jednak gospodarze, kończąc seta blokiem (28:26).
Piąty mecz Polaków w Lidze Narodów i czwarty tie-break. W decydującej partii gospodarze uzyskali minimalną przewagę (6:4). Przez pewien czas obie ekipy grały punkt za punkt. Znów losy seta rozstrzygnęły się w końcówce. Dwa skuteczne ataki Bartłomieja Bołądzia wyprowadziły Polskę na piłkę meczową (14:12), rywale jeszcze się obronili, ale Aleksander Śliwka wyjaśnił sytuację atakiem po bloku (15:13).
Polska – Belgia 3:2 (21:25, 23:25, 25:19, 28:26, 15:13)
Polska: Marcin Komenda, Bartłomiej Lemański, Artur Szalpuk, Aleksander Śliwka, Jakub Nowak, Aleksij Nasewicz – Maksymilian Granieczny (libero) oraz Bartłomiej Bołądź, Mikołaj Sawicki, Michał Gierżot, Jan Firlej, Szymon Jakubiszak, Mateusz Poręba, Jakub Ciunajtis (libero). Trener Nikola Grbić.
Belgia: Wout D’heer, Pierre Perin, Matthias Valkiers, Ferre Reggers, Seppe Rotty, Samuel Fafchamps – Gorik Lantsoght (libero) oraz Kobe Verwimp (libero), Michiel Fransen, Seppe Baetens, Simon Plaskie, Seppe Van Hoyweghen, Warre Vandecruys, Lasse Van Genechten. Trener Emanuele Zanini.
Stefan Leśniowski










