12.06.2026 | Czytano: 2480

Żal, że mi coś odebrano

Zaczął się Mundial. Był okres, że wzbudzał we mnie spore emocje, największe wtedy, gdy uczestniczyli w nim Biało –Czerwoni.


 
Teraz zbrakło naszej drużyny narodowej, mino że zwiększyła się liczba uczestników do 48. To świadczy o poziomie naszej kopanej Niemal każda wieś w naszym kraju  chce mieć drużynę piłkarską, ale jak widać ilość nie przekłada się w jakość. Pieniądze są  największe w futbolu, ale wynikowo inne dyscypliny naszych futbolistów biją na łeb na szyję.  Biedniejsze dyscypliny zdecydowanie więcej radości przynoszą kibicom. Piłkarze wciąż rozczarowują. Kasa sprawiła, że w koszulce z orłem na piersi nie wypruwają żył, nie dają nic więcej z wątroby.  Są tacy, którzy uważają, iż to pokolenie nie ma jaj.  
 
Nie zawsze tak było.  Pamiętam rok 1972 i naszą złotą drużynę w igrzyskach olimpijskich. Tam rodziła się wielka ekipa Kazimierza Górskiego, która  dwa lata później w Niemczech w czempionacie globu pokazała charakter wojowników. A  mecz z gospodarzami imprezy przeszedł do historii. Przed tym meczem reprezentacje Polski i RFN wygrały swoje dotychczasowe spotkania w grupie  – ze Szwecją (Polska 1:0, RFN 4:2) oraz z Jugosławią (Polska 2:1, RFN 2:0). Ponieważ Niemcy mieli lepszy bilans bramek, by awansować do finału wystarczał im remis, my musieliśmy wygrać.  Nie wygraliśmy. Gerd Muller zdobył złotą bramkę w 76 minucie. Wcześniej Jan Tomaszewski obronił rzut karny wykonywany przez Uli Hoenessa. Grano jednak w anormalnych warunkach, piłka zatrzymywała się w kałużach wody.  Organizatorzy rozważali zmianę terminu meczu, lecz z powodu napiętego harmonogramu ostatecznie zdecydowali o rozegraniu spotkania. Robili wszystko, by przywrócić murawę do stanu używalności. Biało – Czerwonym pozostał mecz o trzecie miejsce z Brazylią, wygrany 1:0 po golu Grzegorza Lato.
 
W 1978 roku  byliśmy blisko strefy medalowej, ale musieliśmy pokonać Brazylię. Ta również potrzebowała zwycięstwa, aby zachować szansę gry  w finale.  Polacy wcale nie musieli ten mecz przegrać (1:3), bo do przerwy posiadali przewagę i golowe szanse. Ale stało się.
 
Cztery lata  później Mundial rozgrywano z Hiszpanii, a naszym kraju o wolność walczyli robotnicy pod szyldem Solidarności. Przekaz telewizyjny „szedł” z opóźnieniem, by wyciąć nieprzychylne władzy transparenty. Ekipa Antoniego Piechniczka walczącym Polakom z komuną dostarczyła mnóstwo emocji i radości. Kolejny raz Biało – Czerwoni stanęli na najniższym stopniu podium, po pokonaniu Francji 3:2.  
 
Polacy w tych czempionatach  dostarczyli polskim kibicom mnóstwo wzruszeń i powodów do dumy, ale później mieliśmy znacznie mniej pozytywnych emocji. Wczoraj była inauguracja a nie odczuwałem żadnych ciar, żadnych dreszczy. Raczej żal, że mi coś odebrano. Zamiast pełnego przyjemnego napięcia wyczekiwania. Ta  impreza niewiele mnie obchodzi?  Bo Polaków w niej nie ma. Z drugiej strony może to i dobrze. Brak naszej reprezentacji oznacza, że niebezpieczeństwo zatrucia antyfutbolem znad Wisły zostało zduszone w zarodku – jak się trafi na innych patałachów męczących gałę, można po prostu wyłączyć telewizor, Polaków niestety serce nakazywało oglądać do samego końca.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama