16.05.2026 | Czytano: 1548

MŚ. Słowenia autorem dużej niespodzianki! Wspaniały Hlavaj, magicznni Kickert i Gudlevskis

AKTUALIZACJA 2 (mecze popołudniowe i wieczorne Mało kto się spodziewał, że Słowenia zrobi „kuku” faworyzowanym Czechom. A jednak!. Pokonali naszych południowych sąsiadów w dogrywce.

Szokująca porażka!
 
Po pierwszej tercji pachniało niespodzianką. Padła w niej jedyna bramka. Czechy, mimo większej liczby strzałów, dość zaskakująco przegrywali 0:1. Czesi w drugiej tercji  wykorzystali swoją przewagę, strzelając dwa gole i  odwrócili wynik na 2:1. Czesi jednak  nie poradzili sobie, pozwolili doprowadzić przeciwnikowi do wyrównania, a w  dogrywce, decydującą bramkę strzelił Marcel Mahkovec.  Słoweńcy już w pierwszym meczu zdobyli dwa punkty.
 
Słowenia – Czechy 3:2 D (1:0, 0:2, 1:0; 1:0)
1:0 Torok – Drozg – Sabolic (9:49 w przewadze)
1:1 Kaut – Melovsky (24:44)
1:2 Sedlak – Kempny – Mandat (37:14)
2:2 Kuralt – Golcic – Ticar (48:28)
3:2 Mahkovec – Ticar (61:14)
Słowenia: Horak– Gregorc, Golcic, Crnovic, Magovac, Stebih, Cosic, Bohinc – Mahkovec, Torok, Sabolic  – Jezovsek, Ticar, Kuralt – Ograjensek, Maver, Drozg – Sodja, Bericic, Simsic. Trener Edo Terglav
Czechy: Pavlat– Kempny, Hronek, Hajek, Cibulka, Tichacek, Alscher, Galvas – Cervenka, Sedlak, Mandat – Vozenílek, Tomasek, Flek – Kubalik, Melovsky, Kaut – Beránek, Kovarcik, Chmelar – Cernoch. Trener Radim Rulík
 
Szwajcarzy pokonali walecznego Gudlevskisa
 
Łotysze już kilkakrotnie pokazali, że potrafią sprawić kłopoty nawet najbardziej znanym reprezentacjom. Już na samym początku czekało ich trudne wyzwanie w postaci gospodarzy, Szwajcarii, która pragnie po raz pierwszy w swojej historii zdobyć mistrzostwo świata.
 
Skład  Łotwy został odmłodzony.  Zabrakło  niektórych tradycyjnych filarów, więc nie oczekuje się, że uda się powtórzyć sukces z 2023 roku, kiedy to zdobyto brązowe medale.
 
Pierwsze 20 minut nie przyniosło żadnej bramki, ale oglądamy naprawdę atrakcyjną grę. Obie drużyny grały dynamicznie, mecz toczył się płynnie i w szybkim tempie, o czym świadczy fakt, że pierwsza tercja trwała niecałe pół godziny.  Bardziej aktywni w ataku byli gospodarze, a najbliżej zdobycia bramki był Nino Niederreiter, jednak jego strzał trafił w poprzeczkę. W barwach Łotwy blisko zdobycia bramki był Rudolfs Balcers, ale z bliskiej odległości nie zdołał kilkakrotnie skierować krążka za plecy bramkarza Szwajcarów. Obie drużyny miały po jednej przewadze, groźniejsi byli Szwajcarzy, ale na razie mecz zdominowali bramkarze.  
 
Szwajcarzy rozpoczęli drugą tercję w wielkim stylu, zdołali zablokować przeciwnika nie tylko w sytuacjach przewagi i stworzyli sobie naprawdę znaczną przewagę strzelecką. Na pierwszą bramkę czekaliśmy jednak aż do połowy meczu, kiedy to ładnie rozegraną przewagę liczebną zamienił na gola Timo Meier. Łotysze zdołali jednak zareagować najlepiej, jak potrafili, gdy po niemal identycznej akcji świętował Rudolfs Balcers. Szwajcarzy, którzy poza tym dominowali w meczu, zostali mocno zaskoczeni, ale mimo to zdołali odzyskać prowadzenie w przewadze, gdy na końcu ładnej kombinacji znalazł się Damien Riat.
 
Trzecia tercja również zakończyła się zwycięstwem 2:1 Szwajcarów., w którym bohaterem był Łotewski golkiper Gudlevskis, który bronił jak w transie. W drugiej tercji rywale oddali na jego bramkę 30 strzałów.
 
Szwajcaria – Łotwa 4:2 (0:0, 2:1, 2:1)
1:0 Meier – Hischier – Rochette (30:10)
1:1 Balcers – Smirnovs – Vilmanis (31:45)
2:1 Riat – Andrighetto – Malgin (37:18 w przewadze)
3:1 Kukan – Marti – Meier (40:59)
4:1 Riat – Knak – Kukan (52:13)
4:2 Balcers – Vilmanis  - Egle (59:46 w przewadze)
Szwajcaria: Aeschlimann– Egli, Josi, Kukan, Marti, Moser, Berni, Jung – Meier, Hischier, Rochette – Niederreiter, Thurkauf, Bertschy – Suter, Malgin, Andrighetto – Riat, Jager, Knak – Biasca.
Trener Jan Cadieux.
Łotwa: Gudlevskis– Cibulskis, Smits, Zile, Freibergs, Mamcics, Bindulis, Tumanovs, Andzans – Balcers, Smirnovs, Vilmanis – Andersons, Batna, Dzierkals – Murnieks, Egle, Lapinskis – Buncis, Prohorenkovs, Skrastins. Trener Harijs Vitolins.
 
Wspaniały Hlavaj! 
 
W składzie reprezentacji Słowacji, mimo wielu nieobecności, znalazły się interesujące nazwiska. Filar bramki, Samuel Hlavaj, wyróżnił się przede wszystkim podczas tegorocznego turnieju olimpijskiego. W obronie najciekawszym nazwiskiem jest Viliam Kmec. Młody obrońca rozegrał tegoroczny sezon w drużynie farmerskiej Vegas Golden Knights w Henderson, gdzie zaliczył całkiem niezłą liczbę 71 meczów. W ataku, oprócz tradycyjnych nazwisk, z pewnością warto zwrócić uwagę na Adama Sykorę, który w tym roku zadebiutował w najsłynniejszej lidze świata. Ciekawe będzie również obserwowanie, jak po długiej nieobecności spowodowanej kontuzją do gry wraca Martin Pospisil z Calgary Flames, który w tym roku w NHL rozegrał zaledwie 22 mecze.
 
Norwegia może polegać na pewnym Henrikie Haukelandzie, na swoich  ósmych mistrzostwa świata. Doświadczony bramkarz powinien dzielić się występami z Tobiasem Normannem. W obronie Norwegów młodość w postaci Stiana Solberga łączy się z doświadczeniem, Johannesa Johannesena. W ataku z pewnością uwagę przyciągnie młody, ale już doświadczony Noah Steen.
 
W pierwszej wyrównanej tercji gola zdobyli Słowacy. Jedyny celny strzał zaliczył Kristian Pospisil, ale za bohatera meczu można bez wątpienia uznać bramkarza Samuela Hlavaja. To właśnie on fantastycznymi interwencjami pozbawił Norwegów kilku bramek. W drugiej części meczu znowu główną rolę odegrały interwencje słowackiego bramkarza Hlavaja. Norwegia w końcu jednak zdołała wyrównać wynik, gdy 13 sekund przed przerwą trafił Tinus Koblar. 
 
W trzeciej tercji o zwycięstwie Słowacji i pierwszych trzech punktach w tabeli zadecydował Marek Hrivik, który w 49. minucie trafił bezbłędnie w górną część bramki.
 
Słowacja – Norwegia 2:1  (1:0, 0:1,1:0)
1:0 K. Pospisil – M. Pospisil – Knazko (8:15)
1:1 Koblar – Olsen (39:47)
2:1 Hrivik – Liska – Rosandic (48:07)
Słowacja: Hlavaj  – Gajdos, Rosandic, Kmec, P. Koch, Strbak, Knazko, Radivojevic – Okuliar, M. Pospisil, K. Pospisil – Fasko-Rudas, Hriviik, Liska – Chromiak, Cederle, Sukora – Mesar, Kollar, Petrovsky – Minarik. Trener Vladimír Orszagh.
Norwegia: Normann – Krogdahl, Kasastul, Johannesen, Solberg, Hurrod, Ostby, Saxrud-Danielsen – Ronnild, Vikingstad, E. Salsten – Eriksen, E. Olsen, Vesterheim – Martinsen, Koblar, Pettersen – Jacob Berglund, H. Salsten, Steen – Elvsveen. Trener Petter Thoresen.
 
Magia Kickerta
 
Austria będzie musiała radzić sobie bez dwóch największych gwiazd z ligi NHL – Marca Kaspera i Marca Rossiego (kontuzje). Z drugiej strony Dominic Zwerger, który zdobył siedem punktów podczas ostatnich mistrzostw świata (3+4), jest gotowy do gry i wraz z Peterem Schneiderem, powinien być jednym z liderów austriackiej reprezentacji. W formacjach defensywnych nie zabrakło doświadczonych Unterwegera i Hackla.
 
W ostatnich latach brytyjska reprezentacja na przemian występowała w elitarnej dywizji mistrzostw świata oraz w niższej I. A, którą w zeszłym roku w rumuńskim Sfantu Gheorghe zdominowała. Nie oczekuje się, że Brytyjczycy zrobią furorę wśród elity, a raczej zapowiada się zacięta walka o utrzymanie.
 
Po pierwszych 20 minutach wydawało się, że Austria odniesie zdecydowane zwycięstwo, gdyż prowadziła już 3:0. Jednak reprezentacja Wielkiej Brytanii podniosła się w ostatnich pięciu minutach i po dwóch golach wróciła do gry.
 
Początek drugiej tercji wyglądał co prawda całkiem dobrze z perspektywy Brytyjczyków, jednak pod koniec 27. minuty Peter Schneider przeprowadził kontratak w sytuacji dwa na jeden i po zwodzie bekhendowym bezbłędnie podwyższył wynik. Jeszcze raz Austriacy pokonali Brytyjskiego golkipera, po drugiej dobitce, bramkę strzelił debiutujący w mistrzostwach Leon Wallner.
 
Trzecia tercja bez goli. Największy wkład w zwycięstwo Austrii miała pierwsza formacja w składzie Nissner – Zwerger – Schneider, która zdobyła aż trzy bramki, kładąc tym samym podwaliny pod udany start w mistrzostwach. Brytyjczycy momentami wydawali się wyrównanym przeciwnikiem, ale poza dwoma bramkami strzelonymi pod koniec pierwszej tercji nie zdołali przełamać magii Kickerta.
 
Wielka Brytania – Austria 2:5  (2:3, 0:2, 0:0)
0:1 Nissner – Zwerger – Wolf (2:50)
0:2 Schneider – Nissner (6:00)
0:3 Huber – Nickl (9:47)
1:3 Clements – Perlini - J. Hazeldine (15:33)
2:3 Kirk - L. Neilson – Halbert (16:10)
2:4 Schneider – Zwerger – Nickl (26:43)
2:5 Wallner – Wolf – Kolarik (33:27)
Wielka Brytania: Robson – Halbert, Richardson, J. Hazeldine, Tetlow, T. Brown, Steele, Clements, Jenion – C. Neilson, Dowd, Kirk  – Waller, L. Neilson, Perlini – Betteridge, Curran, Lachowicz – Shudra, Hopkins, Davies. Trener Peter Russell
Austria: Kickert– Unterweger, Wolf, Nickl, Biber, Maier, Hackl, Stapelfeldt, Schnetzer – Nissner, Zwerger, Schneider – P. Huber, Thaler, Rohrer – M. Huber, Schwinger, Rebernig – Kolarik, Harnisch, Wallner. Trener Roger Bader.
 
Kanada na szóstkę
 
Włosi od 2022 roku nie grali w elitarnej dywizji mistrzostw świata, ale w zeszłym roku wywalczyli sobie udział w turnieju w Szwajcarii. W Alpach mogą więc kontynuować pozytywne wrażenie z lutowych igrzysk olimpijskich, które odbyły się w ich kraju. Na początek czeka ich jednak największy faworyt turnieju z Kanady. Z kolei drużyna Klonowego Liścia  ma już za sobą pierwszy sprawdzian – na otwarcie turnieju czekał ich hit grupy B przeciwko Szwecji. Jeden z głównych pretendentów do złotych medali potwierdził swoją siłę już w pierwszej tercji, po której schodził do szatni z dwubramkową przewagą. Zawodnikom Trzech Koron  udało się wprawdzie dwukrotnie wyrównać wynik, ale Kanadyjczycy nie dopuścili do utraty punktów.
 
Faworyt spotkania prowadził trzema bramkami po I tercji i w pełni na to zasługiwał. Na początku drugiej tercji przewagę Kanady powiększył 19-letni  kapitan Macklin Celebrini, który po precyzyjnym strzale z bekhendu świętował swoją drugą bramkę w dzisiejszym meczu. Na kolejne bramki musieliśmy czekać aż do 39. minuty, kiedy to najpierw wykorzystał przewagę liczebną Evan Bouchard, a 25 sekund później dołączył do niego Ryan O’Reilly.
 
W trzeciej tercji nie padła już żadna bramka. Kanada potwierdziła przedmeczowe prognozy i od pierwszych minut dyktowała tempo gry. Klonowe Liście strzeliły do włoskiej bramki w sumie sześć goli i zapisują sobie w tabeli obowiązkowe trzy punkty. Włosi na początku turnieju zmierzyli się z najsilniejszym na papierze przeciwnikiem, a przed nimi jeszcze ważniejsze mecze.
 
Włochy – Kanada 0:6 (0:3, 0:3, 0:0)
0:1 Holloway - O’Reilly -  Tavares (9:21)
0:2 Minten – Brown – Mateychuk (10:08)
0:3 Celebrini – Martone – Nurse (16:56)
0:4 Celebrini – Cozens – Crosby (22:09)
0:5 Bouchard – Celebrini – Vilardi (38:14 w przewadze)
0:6 O’Reilly – Tavares – Holloway (38:39)
Włochy: Fadani – Pietroniro, Zanatta, Di Perna, Trivellato, Gios, Spornberger, Nitz, Buono – Purdeller, Bradley, De Luca – DiGiacinto, Frycklund, Saracino – Segafredo, Mantenuto, Frigo – Zanetti, Misley, Mantinger. Trener Jukka Jalonen.
 Kanada: Talbot – Bouchard, Wotherspoon, DeMelo, Rielly, Whitecloud, Nurse, Mateychuk – Cozens, Celebrini, Crosby– Scheifele, Thomas, Vilardi – Holloway, O’Reilly, Tavares – C. Brown, Minten, Martone – Mercer.Trener Misha Donskov.

Zgodnie z przewidywaniami
 
Głównym celem Węgrów w tym roku będzie utrzymanie się w elitarnej dywizji mistrzostw świata. W ramach przygotowań do mistrzostw świata Węgrzy przegrali 9 z 10 meczów, a w połowie kwietnia pokonali jedynie Polskę.
 
Zgodnie z przewidywaniami bardziej ofensywni w pierwszej tercji byli hokeiści z Finlandii. Nie udało im się jednak znaleźć sposobu na pokonanie obrony przeciwnika. Węgrzy byli co prawda pod presją, ale udawało im się zbierać odbite krążki i usuwać je przynajmniej z pierwszego zagrożenia. Hokeiści z Suomi mieli jednak kilka obiecujących okazji, ale w większości przypadków nie trafili do bramki.   
 
W drugiej tercji Finom udało się już przełożyć swoją przewagę na bramki. Już na samym początku tercji Skandynawowie otworzyli wynik precyzyjnym strzałem, a gdy Węgrom nie udało się błyskawicznie wyrównać przy dobrej okazji, Suomi wyszli na dwubramkowe prowadzenie dzięki skutecznej dobitce. Hokeiści Węgier  zdołali co prawda zmniejszyć stratę po pięknej kombinacji do pustej bramki, ale Finlandia zdecydowanie dyktowała warunki przez resztę części i naciskała. Vay musiał być w niemal ciągłej gotowości. W trzeciej odsłonie skapitulował tylko raz.
 
Węgry – Finlandia 1:4 (0:0, 1:3, 0:1)
0:1 Heinola – Vaakanainen – Puljujarvi (20:46)
0:2 Puljujarvi – Barkov – Vaakanainen (23:15)
1:2 Sebok – B. Horvath – Terbocs (27:01)
1:3 Kuokkanen – Raty – Jukiharju (36:03)
1:4 Puljujarvi – Barkov – Heinola (42:36 w przewadze)

 Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama