Najgorsze to to, że piłkarze się nie szanują. Obrońca Rekordu, po końcowym gwizdku arbitra zachowywał się skandalicznie, ubliżał rywalowi. A ten nie chciał być dłużny więc kopnął rywala w korytarzu.
„ Zaczęło się jednak od napięć na trybunach i boisku. W końcówce meczu z „młyna” Podbeskidzia zaczęły płynąć wulgaryzmy. Już po końcowym gwizdku na prowokacje fanów odpowiedzieli Kacper Kasprzak i Tomasz Boczek. Doświadczony 36-letni obrońca najpierw uciszał kibiców Górali, a potem zdecydował się na obsceniczne gesty imitujące... masturbację” – pisze największy sportowych dziennik.
Nazajutrz, gdy emocje opadły Boczek przeprosił. Skrucha może jednak nie wystarczyć, by uniknąć kary. Podbeskidzie powiadomiło PZPN o jego zachowaniu, a skarga została poparta materiałem wideo.
To nie wszytko, pod szatnią - jak czytamy - doszło do konfrontacji, która może mieć finał w prokuraturze. Marcin Biernat najpierw udał się do szatni rywala, a wyprowadzony z niej udał się do szatni rywali, by „wyjaśnić sytuację” z Boczkiem, a potem doszło do incydentu, którego nie potrafili zatrzymać działacze. Efekt? Biernat i kopnął w brzuch Piotra Wyrobę, chociaż monitoring nie zapisał zadanego ciosu. Władze Rekord wystąpiły do zarządcy stadionem o zabezpieczenie nagrań z kamer na korytarzu.
Sles










