30.07.2020 | Czytano: 3799

Niepewność

Przyzwyczailiśmy się już do weekendów z Ekstraklasą. Na stadiony wrócili kibice, ale polska piłka to nie tylko szczebel centralny i walka o mistrzostwo kraju.

Niższe ligi i rozgrywki młodzieżowe długo były w stanie hibernacji i do gry wrócą w sierpniu. Spotkamy się wtedy w nowej rzeczywistości.
 
Niższe ligi nie dostały takiego przywileju jak Ekstraklasa, pierwsza i druga liga. Trzecia liga nie gra od marca, a niższe od listopada. Nowy sezon rozpocznie się w sierpniu, co daje osiem pełnych miesięcy bez grania o ligowe punkty. Tak długiej przerwy jeszcze nie było.
 
Zanim formalnie zdecydowano o zakończeniu rozgrywek z klubów dobiegały różne głosy, co tylko potęgowało zamieszanie. Jedni chcieli dogrywać sezon (zazwyczaj ci, którzy mieli jeszcze o co grać), inni nie. Dobry przykład galimatiasu mieliśmy w czwartej  grupie trzeciej ligi, w której występuje Podhale.  Walka toczyła się między lubelskim Motorem a Hutnikiem Kraków, tyle, że przy zielonym stoliku.  Kwestia interpretacji regulaminu i oceny, który bilans jest ważniejszy – bramkowy czy spotkań bezpośrednich? Presja środowiska  spowodowała, że PZPN się ugiął i awans uzyskały dwie drużyny. To nie jedyny sporny punkt. Precedens z czwartej grupy chciały wykorzystać zespoły z innych grup, które też zajęły drugie miejsca. Nic nie wskórały.
 
Kolejny klops z terminarzem w tej grupie. Wydział Gier Świętokrzyskiego ZPN ustalił go  dla 20 drużyn, a tymczasem w ostatniej kolejce drugiej ligi, rozgrywanej w miniony weekend,  Stal Stalowa Wola niespodziewanie nie zdołała uratować  się przed spadkiem. Trzeba zmienić kalendarz gier. „Stalówka” w pierwszej kolejce będzie pauzowała, bo trudno zmienić ją, gdy pozostałe drużyny logistycznie się do niej przygotowały. Jeśli włączy się do gry w drugiej kolejce, to  co w te 14 dni mogą zdziałać szkoleniowcy i prezesi tego klubu? Praktycznie nic do końca – ani dobrze wypocząć, ani racjonalnie wzmocnić skład, ani zagrać się z nowymi kolegami. Słowem – pułapka, która może drogo kosztować. 
 
 
Niższe ligi też pokazały, że sytuacja przerosła wojewódzkie związki. Na usprawiedliwienie mogą mieć, że sytuacja była wyjątkowa i nieprzewidywalna.  Niemniej zawsze w takiej sytuacji ktoś  został poszkodowany. Rozstrzygnięcia wojewódzkich związków zostały przyklepane i teraz czekamy na wznowienie rozgrywek. Ligi ruszą w powiększonych składach i na pewno nie obejdzie się bez problemów.
 
Pierwszym będzie słowo klucz – dotacja. Większość klubów na tym poziomie egzystuje dzięki dotacjom głównie z gmin i od drobnych sponsorów. Są bowiem kluby, które płaciły piłkarzom nawet na poziomie piątej ligi. Choćby wspomnieć Wieczystą. Nie jest tajemnicą, że również w niektórych A-klasowych zespołach płacono graczom za mecz.  Ci, którym zostanie zakręcony kurek, pojawi się propozycja gry o połowę, a może nawet mniejszą stawkę,   będą zapewne szukać dodatkowego źródła dochodu. Z kolei ci, którzy grali za przysłowiową kiełbaskę z grilla, za piwko czy drobne datki, będą grali dalej. Bo w końcu dla nich to zabawa, to święto w wioskach czy malutkich miejscowościach. Piłka na niższych szczeblach to wyłącznie czysta pasja i radość z gry, a o zwycięstwie czy awansie w żadnym wypadku nie decyduje budżet. Czyżby powrót do romantycznych wizji?
 
Źródłem problemów może być częstotliwość grania. Honorowanie awansów przy jednoczesnym braku spadków spowodowało, że ligi się rozrosły. W niektórych ligach o trzy a nawet cztery zespoły. Zagęści się terminarz, a kłopotem stanie się nie tylko kondycja zawodników, co ich dyspozycyjność. Granie w środku tygodnia wiązać się będzie z tym, że jeśli ktoś pracuje, będzie musiał wziąć z pracy wolne. Nie wiem czy w takiej sytuacji pracodawcy będą patrzyli na to przychylnie. Jedna czy dwie środowe kolejki nie powinny stanąć na przeszkodzie, ale więcej… mogą przeszkodzić. Szczególnie w naszym górskim klimacie, kiedy zima przychodzi z nienacka bardzo wcześnie. Już w poprzednich sezonach z powodu aury mecze były przekładane. By zdążyć przez pierwszym śniegiem trzeba będzie częściej grać w środku tygodnia. Chyba, że zima się opóźni, bo i tak bywało, to wtedy PPPN proponował nawet rozegranie jednej lub dwóch kolejek z rundy wiosennej. 
 
Z V do IV ligi awansuje tylko mistrz, podobnie z klasy A do V ligi a także z klasy B do klasy A. Ilość drużyn spadających z V ligi do A klasy będzie uzależniona od liczby drużyn spadających z IV ligi do naszej grupy V ligi. Taka analogia będzie dotyczyć także spadków z klasy A do B. Organizacja spotkań i udziału w nich kibiców opierać się będzie na zasadach ustalonych przez Rząd, Ministerstwo Zdrowia i organy samorządowe dla tych regionów, w których mogą pojawić się ogniska koronawirusa. Mamy nadzieję, że nie trzeba będzie z tego powodu odwoływać spotkań, czy też zawiesić rozgrywki.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze

zobacz wszystkie tabele
reklama